You are here
Home > JoeMonster > Miejsca > 33 Rzeczy których nie spodziewałem się w Kanadzie

33 Rzeczy których nie spodziewałem się w Kanadzie

Lecąc do Kanady nie zrobiłem żadnego rozeznania w tym co mogę tam zobaczyć, bo nie chciałem sobie wyrobić żadnych nadziei, czy oczekiwań. To był strzał w dziesiątkę.

 

Dla wielu z Was rzeczy o których opowiem będą w większości zwyczajnie głupie, albo głupio śmieszne, ale całe życie składa się z nieistotnych detali, więc zacznijmy od tych właśnie.

Już samo umawianie się na lotnisku sprawiło mi pewne zaskoczenie, ale pierwsze „wow” przeżyłem jeszcze w Polsce – w kantorze.

#1. Kanadyjskie dolary

Nowe kanadyjskie dolary to jedne z najładniejszych pieniędzy jakie w życiu widziałem! Każdy nominał ma przeźroczyste okienko i inny intensywny kolor. Mogłoby się wydawać, że wyglądają trochę jak banknoty z Monopoly, ale w użyciu są bardzo przyjemne. Absolutnie nie popieram zarzutu, jakoby wyglądały na pieniądze-zabawki. Są po prostu ładne, ale przez to przyjemnie wyciąga się je z portfela.
O wiele trudniej jest, kiedy uświadomimy sobie jak łatwo wydaje się jak ciężkie pieniądze, ale o tym później, a teraz przejdźmy do lotniska w Toronto i do tematu umawiania godzin…

#2. Zegar A.M. P.M.

Tutejsza ludność w ogóle nie uznaje zegara 24-godzinnego. Nie ma u nich godziny 20:00, 17:00, 15:00, czy 8:00. Jest 8 PM, 5 PM, 3 PM i 8 AM. Mówiąc komuś, że będziemy na lotnisku w Toronto o 20:00, możemy spodziewać się w odpowiedzi „Co proszę?”
Dokładnie, każdą godzinę trzeba podawać w systemie 12-godzinnym i z określeniem PM / AM. Niby proste, ale ciężko się przestawić i zawsze o tym pamiętać.

#3. Noc/dzień

Jadąc z lotniska, zauważyłem, że od 20:30 do 21:30 zrobiło się zupełnie ciemno (okres przesilenia wiosennego). Trochę mnie to zdziwiło, bo w Polsce przecież dzień kończy się o wiele później, a wieczorna szarówka jest o wiele dłuższa… no, nie byłoby w tym jeszcze nic dziwnego, gdyby nie to, że noc w ogóle była jakoś nietypowo długa, więc dopiero nad ranem mnie olśniło!

#4. Szerokość geograficzna

Przecież ja zawsze myślałem, że Kanada jest daleko na północy, a sposób w jaki skończył się dzień i ta długa noc zupełnie przypominały mi południe Europy. No i właśnie. Toronto i południowa część Ontario leżą na tej samej szerokości geograficznej co Hiszpania, Włochy, Chorwacja itd. Dlaczego myślałem, że jadę na północ? Kanada = śnieg = zimno = niedźwiedzie = północ. To miało być takie proste.
Przyjrzałem się bliżej tematowi:
– 50% mieszkańców Kanady mieszka poniżej równoleżnika 45` – w Europie to poziom Chorwacji.
– 90% mieszkańców Kanady mieszka poniżej równoleżnika 51` – poziom Wrocławia.
Na zielono zaznaczyłem szerokość geograficzną Polski. Na czerwono obszar w którym mieszka niemal cała ludność Kanady.Rachunek jest krótki. Większość Polaków mieszka o wiele dalej na północ niż większość Kanadyjczyków, a mimo wszystko Kanada kojarzy się często z północą.

#5. Temperatura

Ściśle powiązana z powyższym faktem jest pogoda. Nie przepadam za upałami, a przez spędzone tu przeze mnie dwa tygodnie tylko raz widziałem, by słupek rtęci spadł ładnie poniżej 30 stopni Celsjusza. Oczywiście mówimy o południowej części Ontario, bo jakieś 1500 km na północ… i tak było cieplej niż w Polsce.

#6. Samochody

Na kanadyjskich autostradach wcale nie widziałem wielkiej ilości wielkich amerykańskich samochodów. To było niemałe zaskoczenie, bo spodziewałbym się, że przy Chavroletach, Dodgach i wielkich Fordach taki „polski” luksusowy Passat będzie wyglądał jak zabaweczka. Otóż nie. Nawet tutaj nowe Passeratti, czy Mondeo (Fusion) prezentują się „dumnie” i wcale nie wydają się małe.

#7. Ceny – wielkość

Mogłem spodziewać się, że za kałużą będzie nieco drożej niż w Polsce, jednak miałem w głowie jeszcze statystyki, które śmignęły mi niedawno przed oczami, z których jasno wynikało, że Kanadyjczycy wcale nie zarabiają bardzo dużo pieniędzy, powiedzmy – dwa razy więcej niż Polacy. Już wtedy trochę mnie to zdziwiło, ale kiedy zobaczyłem, że w Kanadzie wszystko jest 3 razy droższe niż w Polsce… zwątpiłem. Jak oni są w stanie się utrzymać? Jak to jest możliwe, że Kanadyjczycy są jednymi z najszczęśliwszych ludzi na ziemi? Nie wiem do dziś. Najwidoczniej mają zupełnie inne priorytety niż my.

#8. Ceny – netto

Jednym z największych zaskoczeń było to, że kupując butelkę napoju za 2 dolary, przy kasie płaciłem 2 dolary „z groszami”… NO JAK?. A no tak, że w Kanadzie nawet na półkach sklepowych podaje się ceny netto. Serio. Bez podatku. Ciężko było się do tego przyzwyczaić, bo u nas byłoby to nie do pomyślenia.

#9. Ceny paliw

Tutaj z kolei jest o wiele lepiej niż w Polsce. Na stacji benzynowej litr paliwa oscylował w okolicach 1,20 CAD (brutto). Czyli mniej więcej o złotówkę mniej niż w tym samym czasie w Polsce. Biorąc jednak pod uwagę przelicznik zarobków, to przeciętnego Kanadyjczyka stać na zatankowanie o wiele większej ilości paliwa. Samochody też są tutaj stosunkowo niedrogie i prawdopodobnie dlatego wydaje nam się, że w Kanadzie jest tak bogato, bo pod każdym domem stoi jeden mniejszy i jeden większy samochód, a autostrady zapchane są po brzegi.

#10. Autostrady i problem korków

Tak naprawdę wszyscy ostrzegali przed przeraźliwymi korkami, ale nie zdarzyło nam się w żadnym stać dłużej niż kilka minut. Co mnie zadziwiło to specjalne pasy na autostradzie, którymi można poruszać się tylko jeśli w samochodzie znajdują się minimum dwie osoby
To bardzo ciekawy pomysł! Może warto wykorzystać go w Polsce i przeznaczyć piąty pas autostrady… oh wait.

#11. CN Tower

Zaskoczyło mnie to, że na CN Tower w Toronto (553 m) jest prawie tak zajebiście jak na SkyTower (210 m) we Wrocławiu – prawie.
A czy jest wysoko? To jest tak bardzo wysoko (pierwsza platforma widokowa na wysokości 350 m), że mózg nawet nie jest w stanie tego odpowiednio zinterpretować. Ludzie wyglądają stąd jak mrówki… o ile wzięliście ze sobą okulary. Lęki? Wchodząc ostatnio na 5-metrową drewnianą ambonę pod lasem odczuwałem większy lęk wysokości i nieokiełznany strach przed nagłym spotkaniem z ziemią ze złamaną sztachetą w zadzie. Tak więc nie ma się czego bać, po prostu trzeba tam pójść i zrobić sobie takie zdjęcie:

#12. Zainteresowanie mistrzostwami EURO 2016

O dziwo Mistrzostwa Europy w piłce nożnej cieszyły się ogromnym zainteresowaniem! We wszystkich knajpach transmitowano mecze, wszyscy o tym rozmawiali, na ulicach wszędzie było widać samochody z przyczepionymi flagami… Początkowo zastanawiałem się, skąd ten cały szał, ale szybko to zrozumiałem.

#13. Pochodzenie

Pytając dowolnego Kanadyjczyka o pochodzenie, nie usłyszymy przeważnie „Jestem Kanadyjczykiem”, usłyszymy coś bardziej w stylu „Jestem pół-Szkotem, ćwierć-Litwinem i ćwierć-Włochem”. Dlatego na pytanie „komu najbardziej kibicują na Euro w Kanadzie”, można śmiało odpowiedzieć „Kibicują swoim!”. Bo przecież oni wszyscy są z Europy!

#14. Kanadyjczycy bardzo lubią piwo

Autentyk: wróciliśmy z koncertu i zastaliśmy lokalsów siedzących przy grillu. Po krótkiej wymianie uprzejmości padło:

– Skąd jesteście?
– Z Polski.
– O! Macie piwo, a jakie pijecie?
– Pijemy – spojrzeliśmy na butelki – Molson Canadian, chcieliśmy spróbować tutejszego.
– Nie pijcie tego, to nie jest dobre, to nasze jest lepsze.
– A jakie macie?
– No… ziwis…
– Znamy, znamy! Żywiec. To z Polski.
– Ooo, serio?

Ten punkt nie jest sponsorowany przez Grupę Żywiec. W Kanadyjskich sklepach z alkoholem (LCBO) znajdziecie między innymi takie marki jak Żywiec, Tyskie, Tatra, Kasztelan, Harnaś czy Leżajsk.

*Będąc w Kanadzie nie sprawdziłem tylko jednej bardzo ważnej rzeczy! Nie sprawdziłem, czy polskie piwo smakuje w Kanadzie tak samo jak w Polsce! A to oznacza, że trzeba tam będzie wrócić!

#15. W Kanadzie jest bardzo dużo dobrego piwa… w puszkach

W sklepach z alkoholem znajdziecie pełen przekrój stylów piwa. Naprawdę dla każdego piwnego neofity znajdzie się coś dobrego. Ja zakochałem się w I.S.A. – Indian Session Ale. Najdziwniejsze jednak jest to, i tego nie spodziewałbym się nigdzie na świecie, że te wszystkie piwa są w puszkach! Właściwie wszystko co nie jest lagerem dostępne jest jedynie w puszkach. W bardzo ładnych puszkach, ale jednak dla Polaka to pewien szok kulturowy. Przecież żaden polski znawca piwa nie pije puszkowanego piwa! NO JAK!? A tu takie zaskoczenie! Naprawdę zwracam honor puszkom.

#16. Loonie and Toonie

Pisałem już o kanadyjskich banknotach, ale warto wspomnieć też o monetach. Nominały są na nich wypisane bardzo małymi cyferkami i początkowo ciężko jest się połapać co trzymamy w ręce, kiedy próbujemy za coś zapłacić. Jeszcze trudniej się robi, kiedy usłyszymy w odniesieniu do moniaków słowa „loonie” i „toonie”.

O co chodzi? Na jednodolarówce widnieje wizerunek typowego dla Kanady nura lodowca (ang.: loon) i właśnie stąd sympatyczna nazwa „loonie” (czyt.: luni) dla tego właśnie nominału. Przez sławetną kanadyjską uprzejmość dwudolarówka, tak by nie poczuła się gorsza, dostała nazwę „toonie” (czyt.: tuni). To po prostu gra słów, pierwszy człon „too” wymawia się tak samo jak „two”, czyli po polsku „dwa”.

#17. Akcent

Jeśli już jesteśmy przy wymowie, to wielkim zaskoczeniem było dla mnie to, jak łatwo przykleja się do człowieka angielski akcent. W trakcie ożywionej rozmowy naprawdę ciężko jest wypowiedzieć polskie słowa tak, by brzmiały po polsku. Nie raz i nie dwa złapałem się na tym, że zamiast powiedzieć „Wrocław” czy „Szczebrzeszyn”, mówiłem coś z rodzaju „Wroslof” i „Scebzesin”. Kiedy sobie to uświadamiałem, nie wiedziałem, czy bardziej śmiać się, czy płakać. Polska język trudna język.

#18. Niagara (najagra)

Nie będę opisywał nudnych danych technicznych, bo odpowiednio nudno, jak przystało na dinozaura, przytoczył je już Nagato w tym wpisie . Kiedyś rzuciłem okiem na ten artykuł i kilka pocztówek, które przyszły z Kanady i miałem przed oczami obraz takiego tam, po prostu szarego, nudnego wodospadu. Moje oczekiwania były raczej nijakie, tym bardziej że znałem jego parametry. Ani największy, ani najwyższy, ani najszerszy… W zasadzie nic szczególnego.
najagraa
I tutaj zaskoczenie! W dniu, w którym tam byłem, pogoda była świetna, a sam wodospad wyglądał po prostu oszałamiająco (moja subiektywna opinia)! Nieporównanie lepiej od wszystkich zdjęć i pocztówek, jakie do tej pory widziałem, zdjęcia po prostu nie są w stanie oddać tego, co można zobaczyć tam na własne oczy. To miejsce zrobiło na mnie niesamowite wrażenie. Palące słońce było nieznośne, ale przy wodospadzie bez przerwy unosi się mokra chmura drobinek wody, która co chwilę zrasza przechodniów znajdujących się nawet paręset metrów od sławetnej podkowy wodospadu.(Przed włączeniem filmiku wyłączcie głośniki, bo wiało jak jasny…)

Najbardziej rozbawiło mnie jednak to, że nawet nie pomyślałem o tym, że przecież oni mogą wymawiać słowo „Niagara” w jakkolwiek inny, niż znany nam od dziecka, sposób. Otóż Kanadyjczycy wymawiają je jak coś między „Najagra” a „Najagyra”.

Poza wodospadem zobaczymy tutaj kilka kasyn i masę festynowych bawideł dla dzieci i spragnionych jarmarcznych wrażeń turystów. Klimatem przypomina to bardziej nasze rodzime festyny i spacery po deptaku w Świnoujściu. Miasta nie polecam.Sam wodospad natomiast – warto, naprawdę warto zobaczyć i nie robić tego tak jak Nagato.

#19. Komórki, WiFi (łajfaj) i transmisja danych.

Wiadomo, jedną z najważniejszych rzeczy w dzisiejszym świecie jest stałe połączenie z Mamą i internetem. Otóż… nie w Kanadzie. Przyzwyczajony polskimi realiami, myślałem, że wskoczę do okolicznej Stonki i kupię jakiś starter za piątaka, wsadzę w telefon i pójdę biegać po świecie.

Pani w sklepie poinformowała o możliwości wykupienia 3 różnych pakietów. Poprosiliśmy o przedstawienie takiego z jak największym limitem transmisji danych.

Pani zrobiła duże oczy, ale podjęła temat: 500 mb transmisji danych – 80 CAD.

Teraz to my zrobiliśmy duże oczy. To może jakaś najskromniejsza opcja?

Jest taka opcja, 5 dolarów na rozmowy na koncie (ulga) i to kosztuje… jedynie 20 dolarów.

Ok, z kieszeni wystaje cebula, więc pokusiłem się i zapłaciłem… tak, zapłaciłem za to 24 CAD, bo cena oczywiście była ceną netto.

W kwestii operatorów sieci komórkowych poczułem się trochę, jakbym wrócił do Polski w 1999 roku, no ale cóż… co kraj to obyczaj. Pani zapewniała, że u nich przecież wszędzie jest WiFi i nikt nie używa transmisji danych. No więc… jeśli Pani zapewniała, że wszędzie jest WiFi, to znaczy, że zapewniała.To zupełna głupota, bo nigdy wcześniej nie zdawałem sobie nawet sprawy z tego jak często korzystam z internetu będąc gdzieś w plenerze, czy nawet wychodząc do znajomych. Okazuje się, że po wyjęciu z kieszeni telefonu i uświadomieniu sobie, że przecież transmisja danych jest wyłączona, w człowieku pojawia się ta dziwna niemoc i pustka. To tej pory nie wiedziałem jak często zerkam na telefon, nawet tylko po to, żeby sprawdzić, czy nie mam nowych powiadomień.

Dopiero teraz zrozumiałem skąd te wszystkie memy związane z dostępem do WiFi.

Funkcjonowanie offline i nadrabianie internetu w domu to było bardzo dziwne przeżycie. Bardzo.

#20. Ludzie są naprawdę mili! I… i naprawdę przepraszają za wszystko.

W internecie pojawia się wiele historyjek i memów podkreślających to, że w Kanadzie wszyscy są mili, ale najbardziej zaskoczyło mnie to, że to wszystko prawda! To wcale nie jest przesadzone! Sytuacja w której podchodzi do nas zupełnie obca osoba i rozpoczyna miłą konwersację. Uprzejmości i grzeczności są jak najbardziej na porządku dziennym, a ludzie naprawdę dużo się do siebie uśmiechają i nawet zupełnie obcy ludzie się ze sobą witają na chodniku.

Kanadyjczycy zgodnie z internetowymi memami również przepraszają za wszystko. Słowa „sorry”, czy „excuse me” można usłyszeć podczas wyjścia do restauracji około 50 razy… i to jeszcze przed wyjściem z domu.

#21. Jest grzecznie

Bardzo fajnie się złożyło, że akurat w trakcie mojego pobytu w Burlington miał miejsce festiwal muzyczny. Jeden z największych w Kanadzie – Sound of Music Festival . Przyciąga on ponad 200 tysięcy widzów rokrocznie i można było spodziewać się klimatu zbliżonego do naszego Woodstocku, czy innych wielkich festiwali, nawet tych juwenaliowych.

Tymczasem wizyta na Sound of Music przypominała bardziej niedzielny festyn w parku, gdzie można swobodnie przyjść z dziećmi i nawet szczególnie ich nie pilnować. Absolutny brak pijanej młodzieży, absolutny brak dziwaków, dziwolągów i wszędobylskich „kierowniku, zbieramy na piwo”, absolutny brak barwnych przedstawicieli subkultur. Po prostu zupełnie zwyczajni ludzie idący posłuchać muzyki. Myślę, że tutaj nawet nie wysyła się esemesów typu „Mamo, jestem, żyję, będę jutro”.

Na koncerty dotarliśmy co prawda dopiero po 22:00 kiedy to… no właśnie. Festiwal się skończył. Następnego dnia, w dzień wielkiego finału cała impreza skończyła się o 18:00. Jeśli nie chodzicie w Polsce na koncerty, to podpowiem, że u nas większość tych dobrych zaczyna się dopiero o 21:00 – 22:00.

#22. Zjedzmy to na tłusto

Będąc w klimacie festiwalu i niezliczonych foodtracków nie sposób było nie spróbować lokalnych specjałów kulinarnych. Przeważają oczywiście fast-foody, a jednym z polecanych, jako najbardziej kanadyjskie, dań, było Poutine, czyli frytki polane tłuszczem. Kanadyjczycy uwielbiają wszystko to, co robione jest na głębokim tłuszczu i wszystko to, co polane jest tłuszczem.

Śmialiśmy się z Poutine, z kurczaków na głębokim tłuszczu, lodów na głębokim tłuszczu, i w tej wyliczance za każdą z kolejnych pozycji pojawiał się nasz gromki śmiech, jednak któryś z lokalsów rzucił coś, po czym powypadaliśmy z trampek „masło smażone na głębokim tłuszczu”. Śmialiśmy się do rozpuku, dopóki nie dowiedzieliśmy się, że to wcale nie był żart.

To nie żart. W Kanadzie naprawdę można kupić masło smażone na głębokim oleju.

#23. Multi-kulti

O Kanadyjskim multi-kulti słyszałem bardzo dużo jeszcze będąc w Polsce. To tak bardzo aktualny temat, że nie dało się tego nie słyszeć. Kanada jest oczywiście hiper-poprawna politycznie i ekstremalnie tolerancyjna dla innych kultur, przy czym strasznie nietolerancyjna dla braku tolerancji itd…

Tym bardziej zdziwiło mnie, że Kanadyjczycy trzymają w rezerwatach Indian, a na ulicach naprawdę rzadko można spotkać choćby Murzyna. Miejscowi wytłumaczyli mi, że czarni mają oddzielne miasta i dzielnice. Dowiedziałem się też, że np.: miejscowość Brampton zamieszkała jest głównie przez ludność o niebiałym kolorze skóry, a samo miasto nazywane jest przez lokalsów „Browntown” (gra słów, „Brązowe Miasto”).

„To nie jest miejsce, w którym chciałbyś się znaleźć” – mówili.

Dowiedziałem się też, że zupełnie normalne jest to, że „niebiałym” nie sprzedaje się domów i mieszkań w „białych” miastach i vice versa. Podobno stanowi to jakiś problem w wymiarze ogólnym, ale nie słyszałem, żeby ktoś tak naprawdę na to narzekał.Mnie proszę za to nie rugać, ja naprawdę nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Po prostu przekazuję info.

#24. Okna!?

No po prostu okna. Do tej pory nie sądziłem, że okno to może być coś, czego bym się nie spodziewał w Kanadzie, a tu proszę! Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem.

#25. Sprzęt działa!

Kanadyjskie gniazdka poza tym, że wymagają innych wtyczek, to serwują nam prąd o napięciu 120V. Czyli połowę z tego co mamy w Polsce. Wiedziałem, że będę potrzebował przejściówek do wtyczek, ale nie zdawałem sobie sprawy z tego, że naprawdę wszystkie moje urządzenia elektroniczne będą działać na niższym napięciu bez żadnego dodatkowego konwertera. Działały – tego się nie spodziewałem i bardzo miło mnie to zaskoczyło! A dlaczego tak jest? Może w komentarzach ktoś da znać?

#26. Wiewiórki

W Sudetach wychowałem się z czarnymi wiewiórkami, ale nie spodziewałem się, że w Kanadzie nie zobaczę żadnej rudej. Są szare, są czarne, rudych nie spotkałem.
No ale czy one nie są słodkie?

#27. Skunksy

Jakoś nie do końca dotarło do mnie również to, że w Kanadzie będę miał do czynienia ze skunksami. Niedźwiedzie, łosie, jelenie, bobry, ale te skunksy… Nie będę zalewał, ani razu nie widziałem skunksa, ale nie raz go poczułem. Wrażenia? Ło matko bosko! No ja wiedziałem, że coś tam śmierdzą, ale nie spodziewałem się, że aż tak!
Gdybyście podpalili opony i wrzucili na to jeszcze z pół kilograma marihuany, to mielibyście obraz tego jak bardzo śmierdzi skunks i czym to naprawdę pachnie. Nie polecam.

Z wiki dowiedziałem się, że skunks może wystrzelić swoją śmierdzącą strugę na odległość nawet 6 metrów, w dodatku wycelować między oczy. Substancja jest tak żrąca, że może spowodować kilkudniową ślepotę, a sam smród wyczuwalny może być nawet z odległości 6 kilometrów!

Ciekawostka nr 1: Popularnym sposobem na pozbycie się smrodu skunksa jest nacieranie spryskanego miejsca sokiem pomidorowym. Sąsiadka powiedziała mi jednak, że jeśli skunks prysnął na Twojego jaśniutkiego Husky to nie powinieneś go myć w soku pomidorowym, bo od ter pory będziesz miał różowego Husky. Autentyk.

Ciekawostka nr 2: jeśli chcecie pobić rekord w zamykaniu okien na czas, to jedźcie do Kanady. Smród skunksa pod domem zapewni Wam naprawdę niezły wynik… tylko właśnie te okna na korbkę….

#28. Syrop klonowy

Jak byłem dzieciakiem to to jadłem, ale jakoś nie zapamiętałem tego smaku. Teraz wiem już dlaczego. Kanadyjski syrop klonowy smakuje przeważnie po prostu jak rozpuszczony cukier. Nic szczególnego. Jednak jeśli powiecie znajomym, że jedziecie do Kanady, to wszyscy poproszą Was o przywiezienie tego syropu bogów.
No to się nie opłaca, nie polecam.

#29. Słodkie jedzenie

Jedzenie w Kanadzie jest bardzo tłuste i bardzo słodkie. Naprawdę niemałym wyzwaniem jest zjedzenie kanadyjskiego pączka i powstrzymanie odruchów spowodowanych nadmiarem słodkości w ustach. Ja wiem, że niektórzy ludzie lubią słodkie, ale to co się tam wyprawia jest absolutnie poza europejską skalą słodkościowych norm. Nie jest lekko. Nawet zupełnie naturalna, niesłodzona, całkiem normalna owsianka, która u nas smakuje jak kurz z papierem, tam jest słodka. Po prostu słodka.

Jeśli spróbujecie zagryźć pączka jakimś innym specjałem, to prawdopodobnie traficie na coś, co nie mieści się w naszych normach tłustości.

Połączenie tych dwóch rodzajów jedzenia naprawdę rzuca nas w kierunku pomidora, czy ogórka. O borze gajowy, a jak dobrze zjeść sobie wtedy takiej sałaty… sałata jeszcze nigdy nie smakowała tak dobrze jak tam.

#30. Alkohol i jazda samochodem

Widok lokalsa wsiadającego do samochodu po piwie na początku był dziwny, ale wypadało się do niego przyzwyczaić, widać kraj inny, prawo inne, to i obyczaje inne. Rzeczywiście limit wesołych procentów jest niemal dwukrotnie większy niż w Polsce, więc nie ma się czego obawiać, jeśli po piwku złapie nas policja. No chyba, że mamy wewnątrz samochodu butelkę z alkoholem, nawet zamkniętą, nawet gdzieś z tyłu na kanapie w zamkniętej na kłódkę drewnianej skrzynce i torebce z napisem „merry christmas”. Wtedy to już nie ma zmiłuj, wożenie alkoholu wewnątrz samochodu jest surowo karane – mówili lokalni. Sprawdziłem w ustawie i z tego co zrozumiałem, wydaje się, że legalnie alkohol można wozić tylko w bagażniku.
Tak więc jeździliśmy po kanadyjskich „hajłejach” z otwartymi oknami, rozkręconymi na maksa Acid Drinkers, rozwianymi włosami i piwem w… bagażniku.

#31. Marihunanen

Będąc przy temacie używek chciałbym zauważyć, że w Kanadzie da się wyczuć duże przyzwolenie społeczne na palenie maruhanianiny. Rozwiązania prawne bardzo dynamicznie w ostatnim czasie się zmieniają i tak naprawdę sami Kanadyjczycy nie wiedzą, w którą stronę to idzie. Nie wiadomo, czy można hodować, czy można sprzedawać, czy można kupować. Palić w każdym razie, z tego co zauważyłem, można.
Oh… i wracając do skunksów. W Polsce często możemy spotkać się z określeniem „skun”, co jest spolszczoną nazwą słowa „skunk” (czyli skunks), którym to słowem zwykło nazywać się za marihuanę. Jest to najprawdopodobniej bezpośrednio połączone z tym, że jedno i drugie ma naprawdę podobny zapach, przy czym same skunksy powinny zostać definitywnie zdelegalizowane.

#32. Kanada jest duża. Naprawdę duża.

Uświadomiłem sobie to dopiero w trakcie rozmowy, w której ktoś zwrócił uwagę na to, że chętnie pojechałby w jakieś miejsce, ale… to prawie 3 dni jazdy.
3 dni!? Mój mózg dość dziwnie to przyjął, bo z Polski jesteśmy w stanie dojechać niemal w każdy zakątek Europy w ciągu doby, a w tym samym czasie dojedziemy komunikacją zbiorową w każdy zakątek Polski nawet przy 10-godzinnych opóźnieniach pociągów.
Tak… droga z Montrealu do Vancouver to ponad 4500 km. Dla porównania z naszego europejskiego podwórka, to jest tyle ile z Lizbony do Laponii, albo dalej patrząc: z Warszawy do Kirgistanu. Inaczej mówiąc: w cholerę daleko.

#33. Finale, finito, fin, the end, koniec – te kible!

To jedna z najgłupszych rzeczy, jakich nawet nie spodziewałbym się, że mógłbym się nie spodziewać. W Kanadzie te toalety jakieś takie inne są, z wodą po brzegi w stanie wyjściowym. „Jakbyś siedział na misce z wodą” – ktoś skwitował. „Jakbyś sikał do jeziora” – ktoś dodał.
Rączka spłuczki ponadto często chowa się po lewej stronie rezerwuaru.
Iskier myślał, że taki jest światowy, a tu przy obsłudze toalety wyszła z niego nieprzebrana dzicz! I na tym optymistycznym akcencie kończmy!
Materiał powstał dla portalu JoeMonster.org
Top
%d bloggers like this: