You are here
Home > Polityka > Będę smażył się w piekle – nie zagłosowałem na PiS.

Będę smażył się w piekle – nie zagłosowałem na PiS.

Tak po prawdzie to wcale nie zagłosowałem. Teraz śmiało możecie obrzucić mnie mięsem. Będzie fajnie.

Masz wybór!

Jasne, że mam i właśnie dlatego postanowiłem wypiąć się na wybory w całej rozciągłości. Nie dość, że sprawa była z góry przesądzona (jak zwykle) to jeszcze (również jak zwykle) wybór był mocno idiotyczny, ale ja w zasadzie o czym innym.

Od rana obijają mi się o uszy komentarze, że teraz to już tylko pomniki, żałoby narodowe, nowe kościoły i litanie do świętego Antoniego od samolotów, że teraz już nic innego nie będzie się w kraju działo. Swoją drogą wygrana partia już podobno wycofuje się rakiem ze swoich wyborczych obietnic twierdząc, że przecież jeśli po podliczeniu głosów okaże się, że jednak nie posiada większości i nie może „rządzić samodzielnie”, to niczego nie może obiecać. Proste?

Zmierzam do tego, że kilka lat już na świecie żyję, przeżyłem kilku prezydentów, kilku premierów, widziałem kilka różnych opcji politycznych u władzy i wiecie co? NIGDY nie zdarzyło mi się tych zmian odczuć w jakikolwiek sposób na własnej skórze. Zmieniali się politycy, w sejmie wydzierali się na siebie i prali po mordach, a ja kończyłem kolejne szkoły, potem znajdowałem kolejne miejsca zatrudnienia i ciągle żyłem po swojemu.

Polityka jest dla polityków.

Wpadły mi w oko jakieś dane z 2013 roku. Według nich w naszym kraju utrzymywanych jest prawie pół miliona urzędników administracji publicznej. Oczywiście cała budżetówka jest jeszcze większa, ale w jej skład wchodzą również nauczyciele, pracownicy służby zdrowia, nauczyciele i wojskowi. Żeby było śmieszniej, wśród tych „prawie pół miliona pracowników” nie uwzględniono pracowników ZUS. Będąc pracownikiem budżetówki, chcąc nie chcąc jesteś związany z polityką i choćby się waliło i paliło nie oddasz głosu na partię, która obiecuje oszczędności u podstaw, czyli redukcję w sektorze państwowym. Łapiecie o co mi chodzi? Cała budżetówka, łącznie z sektorem publicznym, to pewnie jakieś trzy miliony ludzi. Dodajcie sobie do tego ich najbliższe rodziny, które też raczej nie życzą sobie zostać bez zarobków męża/żony/matki/ojca i wychodzi nam jakieś osiem milionów głosów. Tym można już coś zawojować.

Wbrew powszechnej opinii fejsbukowych gimbopatriotów mój głos i moje zaniechanie nie jest jednym z miliona głosów i miliona zaniechań, które mogą zmienić wynik wyborów. One pozostają tylko i wyłącznie moje i są nic nie znaczącą kroplą w morzu zatęchłych przyzwyczajeń i zakorzenionych zwyczajów. Polityki nie da się zmienić, bo ona po prostu nie pozwoli sobie na jakiekolwiek zmiany. Kiedy ktoś raz dorwie się do władzy, zrobi wszystko żeby przy tej władzy się utrzymać, a pomogą mu miliony ludzi, którym ten ktoś daje pieniądze, zabierając je innym. Zależność jest prosta jak konstrukcja cepa i trzeba mieć nierówno pod deklem, żeby myśleć że którykolwiek z opozycyjnych oszołomów, ze swoją bandą wyznawców, z których 3/4 nie ma nawet prawa głosu, bo jeszcze nie skończyła gimbazy, jest w stanie urwać sobie większy kawałek wyborczego tortu i faktycznie na coś wpłynąć.

Zapomnijcie o polityce.

Po prostu odpuśćcie sobie, żyjcie po swojemu i nie zawracajcie sobie głowy pierdołami. Dopóki nie żyjemy w dyktaturze (a na to się, dzięki bogom zielonym, nie zanosi) możemy być całkiem spokojni. Wyłączcie telewizor, albo chociaż przełączcie go na Discovery. Przestańcie zastanawiać się nad tym, na co nie macie wpływu. Jeśli ktoś naprawdę myśli, że którakolwiek partia polityczna, w tak zadłużonym jak Polska kraju, będzie w stanie obniżyć podatki, obniżyć próg emerytalny i jeszcze dać każdemu obywatelowi dodatkowego tałzena do pensji, to serdecznie gratuluję mu fantazji.

Dziś – dzień po wyborach obudziłem się dokładnie w takim samym kraju, w jakim zasnąłem wczoraj i obudziłbym się w takim samym niezależnie od wyniku wyborów. Mam dokładnie takie same warunki do życia, jakie miałem wczoraj i politycy nie mają na to najmniejszego wpływu.

Adam Frey
Jeden z ostatnich ludzi, którzy załapali się na PRL. Z zawodu fotograf. Miłośnik starych, japońskich samochodów (prywatnie porusza się 20-letnim bolidem ozdobionym niesławną naklejką mówiącą o cyckach i ciastku, który kocha bardziej, niż przeciętny Polak swojego Passata). Trochę też muzyk, tyle że wciąż nieznany. Kontakt bezpośredni: adamfrey@malecontent.pl
http://malecontent.pl
Top
%d bloggers like this: