You are here
Home > Polityka > By żyło się lepiej?

By żyło się lepiej?

To chyba ostatni moment, żeby napisać coś o wyborach prezydenckich 2015.

Robimy politykę.

To ostatni moment, bo przez całą sobotę obowiązywać będzie cisza wyborcza, a w niedzielę i tak już za późno będzie na smętne pierdolenie. Swoją drogą ogłaszam konkurs, do wygrania goła baba. Pytanie brzmi: „W jaki sposób światłe umysły będą w sobotę obchodzić ciszę wyborczą?” Jest to o tyle ciekawy temat, że zestaw kandydatów wyjątkowo sprzyja wszelkim kombinacjom. No bo wiecie, chcecie napisać coś o Kukizie – wrzucacie na Fejsbunia jakiś stary klip Piersi (uwaga na ostatni hit „Bałkanica”, grają Piersi, ale śpiewa ktoś inny, nie spierdolcie tego). Chcecie napisać o Bronku – wrzucacie jakąś chińską bajkę o szogunach. Chcecie pospamować o Ogórek – postujecie solidnego fikoła.

Do czego zmierzam? Na polityce nie znam się wcale. Może nie jest to specjalny powód do dumy, ale pozwala podejść do tematu z dystansem. Jedyne, czego jestem pewny jeśli chodzi o politykę i polityków to fakt, że w całej imprezie chodzi o kasę. I to kasę NIEWYOBRAŻALNĄ dla przeciętnego, szarego Kowalskiego czy Nowaka i która na pewno nigdy w życiu do Kowalskiego czy Nowaka nie trafi. Ile by w ten pierdolnik nie wpompować, to i tak miliony złotych rozpłyną się w powietrzu gdzieś na samych szczytach władzy i nie trafią na ulicę. W robieniu polityki chodzi o to, żeby urwać sobie z tych milionów jak największy procent na prywatny użytek. Dziwicie się, że tak ich tam ciągnie?

Demokracja, te sprawy.

Mam wrażenie, że polski Fejsbuk za chwilę pęknie od wysypu fanpejdżów w stylu „10 maja głosuję na X”, „10 maja nie głosuję na Y”, „10 maja głosuję przeciw systemowi”, „10 maja zabierz babci dowód” (i te najbardziej mnie dziwią, bo przecież drób nie kandyduje). Jest jeszcze cała seria fanpejdży o zabieraniu na wybory własnego długopisu, ale z litości dla obu komórek mózgowych człowieka, który wymyślił tę akcję, nie będę się znęcał specjalnie nad aferą długopisową.

Wiecie kto na wyborach zrobi niezły biznes? Ci, którzy w poniedziałek rano wrzucą wszędzie oferty sprzedaży fejsbukowych fanpejdży, posiadających po sto tysięcy lajków. Matoły klikają, udostępniają posty, wydarzenia, napierdalają zażarte debaty o cyckach kandydatki, licznik lajków tłucze nieubłaganie, a założyciele fanpejdży zacierają łapki i zapuszczają pejsy. Gorzej, że wszyscy Wasi znajomi sieją tym gównem na lewo i prawo, udostępniają, biorą udział i zapraszają Was do wydarzeń, które latają Wam totalnie koło torby. Czy co tam macie.

Myślę sobie, że ta cała demokracja wcale nie jest taka do końca fajna. W tym systemie identyczne prawo głosu posiada zarówno profesor politologii, jak i Wasz kumpel, którego nie widzieliście na oczy już z 5 lat, ale aktualnie jego fejsbukowy profil ozdabia zdjęcie ogromnego bongosa, zdjęcie na którym cycata murzynka kręci wielkiego blanta na własnych udach i ogromny napis „KOR WIN”, czy jakoś tak. Muszę wspominać, że to właśnie od tego znajomego odstaliście w ciągu ostatnich dwóch tygodni jakieś półtora miliona zaproszeń do wydarzeń?

Władza.

Wiecie kto jest najśmieszniejszy? Ci, którzy głoszą pogląd, że należy wyrwać władzę z rąk dotychczas panujących, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że powinniście głosować na kogokolwiek, kto nie jest znany. Gdyby jeden z drugim chociaż przez chwilę skupili się na lekcjach WOSu w gimbazie, to wiedzieliby doskonale, że w wyborach prezydenckich nie głosuje się nad przyznaniem komukolwiek władzy. Serio, nie żyjemy w monarchii.

Prezydent to taki ktoś, kto ewentualnie może sobie zgłosić projekt ustawy, ale w sumie co mu z tego, jeśli nie ma poparcia w żadnej partii, bo wszystkie się na niego obraziły za to, że to nie ich kandydat wygrał wybory? Sam swojej ustawy w życie nie wprowadzi. Prezydent ma prawo zawetować ustawę, ale Sejm może to weto w każdej chwili spuścić w kiblu. Ma prawo zgłosić poprawkę do ustawy, ale nikt nie zapewni go, że poprawka zostanie przyjęta. I tak dalej. Pamiętajcie, do jasnej cholery, że prezydent bez poparcia w rządzie jest nikim, bo tak są skonstruowane procesy legislacyjne. Wybierzcie sobie bezpartyjnego prezydenta, a możecie być pewni, że nic nie zmieni ani na gorsze, ani na lepsze, bo na szczytach władzy będą się przerzucać stosami papierów, nawzajem blokować i wetować. Zajebista perspektywa.

Plany na niedzielę.

Nie powiem Wam co macie zrobić z niedzielą. Czy iść na wybory, czy nie iść. Na kogo głosować też nie powiem, bo jak wspomniałem wcześniej, nie znam się na tym kompletnie. Nie czytałem obietnic kandydatów, nie oglądałem debat. Nieważne co tam piszą i mówią, to wszystko i tak tylko marketing, do tego wyjątkowo słabo zaprojektowany. Nie znam tych ludzi osobiście i nigdy osobiście ich nie poznam, nie wiem czy się z tego powodu cieszyć, ale płakać też nie mam zamiaru. Jeśli też nie znacie tych ludzi, to przeczytajcie tekst Piotra, wiele więcej o nich wiedzieć nie trzeba. Zrobicie to, co podpowie Wam sumienie. Zagłosujecie na tego, kto posiada poglądy podobne do Waszych. Albo nie zagłosujecie wcale, wszak to też jakiś pogląd.

Nie oczekujcie tylko, że w jakimkolwiek wypadku w poniedziałek obudzimy się w nowym świecie. To tak nie działa. Na zmiany potrzeba o wiele więcej czasu i determinacji.

  • Szymon Qavtan Furmaniak

    Ponad 50% obywateli nie poszło głosować, w tej grupie jest więcej profesorów czy kumpli z bongosami? Czy może zarówno głosujący jak i niegłosujący to ta sama grupa demograficzna?

Top
%d bloggers like this: