You are here
Home > #trustory > Byłem gotów zabić…

Byłem gotów zabić…

…i wiedziałem jak to zrobię.

Pewnej pięknej i słonecznej wiosny spacerowałem sobie szczęśliwy i zakochany z dziewczyną. Szliśmy spokojnie po chodniku, wiosna, słoneczko, ptaszki, te sprawy kiedy to nagle zauważyłem, że stoję gotowy do ataku nad ogromnym, warczącym, szczerzącym białe zęby dobermanem.
Byłem gotowy zabić – zrobiłbym to, gdybym bezwzględnie musiał. Pies zwyczajnie rzucił się na nas, przeskakując przez dziurawy płot, a ja nawet nie wiem kiedy zareagowałem – to był automat – przeskoczyłem na drugą stronę chodnika zasłaniając ciałem dziewczynę (co dało psu od razu do wiadomości, że ona jest w moim posiadaniu – ustaliło to hierarchię, jeśli ona była moja, to ja byłem przywódcą grupy, a nie jakimś tam nikim), krzyknąłem ostrzegawczo dla pokreślenia swojej siły, a także dla rozbicia uwagi. Przyjąłem pozycję dominującą nachylając się lekko w przód, zakreśliłem rękami szerokie łuki zaznaczając psu  ‚w tym kręgu ja jestem panem’, a jednocześnie znów rozbiłem lekko jego uwagę, tak by zauważył przy okazji, że nie jest już na swojej posesji. Po tej ‚prezentacji’ zrobiłem jako pierwszy stanowczy, ale nieduży krok wprzód napierając na jego strefę, jednocześnie przyciągając ręce do siebie w celu podjęcia dodatkowej obrony przed atakiem. Nogi trzymałem ugięte, najlepszą obroną jest atak, jednak z szybkością szczęk dobermana nie ma co konkurować – większą szansę uniknięcia obrażeń daje zrobienie uniku. Tutaj uniki były o tyle utrudnione, że nie mogłem wystawić dziewczyny na atak. Z miejsca oceniłem jaką pies ma obrożę i w którym miejscu, w razie potrzeby, najbezpieczniej będzie go złapać, żeby zminimalizować odniesione rany. Wiedziałem doskonale, że doprowadzenie do kontaktu spowodowałoby wylew krwi, prawdopodobnie z dwóch stron. Na szczęście pies zareagował na wszystkie moje ostrzeżenia i zagrywki jak doskonale naoliwiony trybik i zaczął się wycofywać. Udało mi się go bezkontaktowo obezwładnić, zdominować i zmusić do odwrotu.

W głowie miałem każdą możliwość rozwoju sytuacji.

Doskonale wiedziałem, że w razie potrzeby będę musiał go zabić. Widziałem oczyma wyobraźni jak markuje atak, ja robię mały unik w prawo, wypuszczam lewą rękę przed jego pysk, a prawą łapię za obrożę na karku, lub za fałd skóry. Czułem jak lewe przedramię przesuwa się po psim pysku a prawa ręka zaciska się na obroży kiedy pies jest jeszcze w pędzie. Kolejnym odczuciem był ból szarpanych przez zęby mięśni, w tej pozycji nie mógłbym w żaden sposób uniknąć kontaktu z kłami, psy są zbyt szybkie. Najprawdopodobniej odkręciłby głowę w lewą stronę atakując przedramię ręki która zacisnęła się na obroży. Porażenie nerwów zacisnęłoby mocniej rękę na obroży/skórze i miałbym ten mały ułamek sekundy na podjęcie ostatecznej decyzji: udusić czy próbować złamać kark? Obie opcje niosły za sobą ryzyko, ale będąc rannym adrenalina prawdopodobnie pomogłaby mi w obu przypadkach.

Przeczytanie tego tekstu zajęło Ci trzy minuty, a wszystko wydarzyło się w ułamek sekundy. Udało mi się go poskromić i od nas odepchnąć, ale liczyłem się ze wszystkim. Wszystko to co działo się w mojej głowie i wszystkie podjęte działania wykonały się same, zupełnie poza moją świadomością. Doskonale zaprogramowany automat.

Co mnie nauczyło reagować w ten sposób? Co w tym przypadku zwiększyło moje szanse przeżycia i obrony w sytuacji krytycznej? Przede wszystkim to, że sam miałem podobnego psa i choć był bardzo łagodny to w zabawie dowiedziałem się o wszystkich jego możliwościach, szybkości, zwinności, zakresie ruchu, mocy szczęk, siły mięśni i o prędkości z jaką reagował na zabawę. Dlaczego w ogóle zwracałem uwagę na to wszystko i dlaczego tak dogłębnie to analizowałem? Bo ktoś/coś zaprogramowało we mnie potrzebę zbierania informacji na temat wszystkiego co mnie otacza. Bo od malińkości wiedziałem, że nawet najgłupsza rzecz, może się do czegoś przydać. Bo jeszcze będąc małym brzdącem nauczyłem się podejmować krytyczne decyzje i błyskawicznie analizować sytuacje i łańcuchy przyczyna-skutek. Miałem super nauczyciela który to we mnie pobudzał i zachęcał do nauki.

Tym nauczycielem poza zwykłą prozą życia były gry.
Gry towarzyskie, planszowe, ale przede wszystkim gry komputerowe.
Tak – dokładnie tak.

Top
%d bloggers like this: