You are here
Home > Lifestyle > Czy istnieje granica smaku w rozrywce?

Czy istnieje granica smaku w rozrywce?

Stadia zdrowego rozwoju potrzeb dla ducha przebiegają w większości od dziecięcego bezguścia, któremu żaden poziom rozrywki nie doskwiera, aż po osobę dorosłą, która bardziej zwraca uwagę na to co wolno, co wypada, a co nie wychodzi poza ‚cztery ściany’ prywatnych rozmów.

Mówcie na mnie Benjamin Button, ale urodziłem się wyrachowany jak psia mać. W 88 roku przyszedł na świat świadomy słuchacz Tadeusza Nalepy, Ala Di Meoli i Bacha, wielki fan wszystkiego w czym maczali palce Pan Wołoszański i Pan Sznuk… dzieciak którego bawili do rozpuku Starsi Panowie, radiowi Poszepszyńscy, Dudek z Kobuszewskim na czele… i właśnie w tym sęk!

I tu jest pies pogrzebany!

Zgodnie z kierunkiem rozwoju, powinienem dojrzewać na coraz bardziej świadomego odbiorcę. Na osobę, która coraz mocniej zacieśnia kręgi swych zainteresowań. Mój gust powinien być podsycany przez moje ego i świadomość własnej wartości. Chcąc pozwolić sobie na rozrywkowe uniesienia, chcąc zapracować sobie na kolejne artystyczne Katharsis – powinienem sięgać głębiej, do nisz, do nowych, wysokopoziomowych nośników sztuki. Jazz. Teatr. Filharmonia. Przeszedłem to jeszcze przed dwudziestką.

Jako że czuję się dzieckiem lat dziewięćdziesiątych – bo to w tych latach otrzymałem jako taką świadomość własnego istnienia i istnienia świata – miałem okazję zaobserwować koniec transformacji naszego kraju do obecnej formy. Transformacja – poza tą na Wiejskiej, poza tą w portfelach, poza integracją z UE – przebiegła również na polu serwowanej nam rozrywki. Zwróciliście uwagę? Podawanej nam! To nie jest efekt naszych potrzeb, to jest kreowanie naszych potrzeb. Od końca lat dziewięćdziesiątych nowymi formatami rozrywki przebijamy kolejne granice dobrego smaku.

Teleturnieje.

Te starsze, odnosiły się do wiedzy uczestnika, opierały się na szacunku, kulturze i dobrych manierach. Istniejący do dzisiaj „1 z 10”, zdjęta niedawno „Wielka Gra”. W międzyczasie, pojawiło się bardzo popularne, ale jeszcze grzeczne Koło Fortuny. W tym punkcie nie mam zastrzeżeń, ale zaraz za tym poszedł „Idź na całość”, w którym to grało się bardziej emocjami uczestników. „Najsłabsze Ogniwo”, które z założenia (i dzięki prowadzącej) miało ośmieszać uczestników. Później powstał jeszcze szereg innych, w trakcie oglądania których więcej osób przed telewizorami krzyczy „Co za debil! Nie ta bramka!”. Kiedyś przecież można było mruknąć pod wąsem „O skubany… takich szczegółów to i na studiach pewnie nie uczą.” Widzicie do czego dążymy? Widza nie łechce się po ludzkiej ciekawości i jego własnej inteligencji. Widza sprowadza się do najpodlejszych instynktów. Instynktów, które może są istotne dla przetrwania ‚w stadzie’, ale umówmy się… pilot i telewizor to nie jest żadne stado.

„To jest odpowiedź na potrzeby widza.”

To najprostsze czym można sobie to usprawiedliwić, ale tak nie jest. Kapitalnym przykładem jest program, który na przełomie tysiącleci wywołał ogromną burzę w temacie granic rozrywki. Temat wałkowany był we wszystkich mediach. Oburzało się wielu. Ludzie nie byli pewni, czego można się było spodziewać po tym telewizyjnym show. Na publikę padł blady strach „Czy stoimy już na skraju braku poszanowania dla człowieka w imię wątpliwej jakości rozrywki?”. Obaw było wiele. Jeszcze więcej sceptycyzmu. Program w końcu wszedł na antenę i w dalszym ciągu wywoływał niemałe emocje – przekraczał granicę dobrego smaku – budził kontrowersje. Tym programem był BigBrother. Pamiętacie? Pamiętacie pierwszą edycję Wielkiego Brata? Dziś możemy traktować ją z uśmiechem, podkręcić wąsa wspominając sobie wesołych i grzecznych uczestników tej zabawy. Ja nie wybielam tego formatu show – bynajmniej. Po prostu dziś stoimy w takim punkcie, że coś co 15 lat temu budziło w nas emocje na skraju oburzenia i obrzydzenia, dziś wydaje się być najbłahszą rzeczą jaką moglibyśmy obejrzeć w telewizji. Więcej! Dziś to byłoby zwyczajnie nudne! Ale nie dlatego, że my potrzebujemy więcej i mocniej przeżywać. Bo przecież po reakcji przed pierwszą edycją BB widać dokładnie, że ten lud nie chciał takich igrzysk. Bariery od tamtego czasu były łamane wielokrotnie, a widz, przełamywany wraz z nimi.

Telewizja to doskonałe narzędzie do kreowania potrzeb społecznych.

Już od jakichś 10 lat staram się nie oglądać telewizji, a niezwracanie żadnej uwagi na to co dzieje się na niebieskim ekranie obrałem za punkt honoru. Czasem jednak nie sposób przejść obojętnie obok wysypu popularnych w ostatnich latach programów pokroju „trudne sprawy”, „pamiętniki z wakacji” i cały szereg innych szkół czy szpitali. Jest to dla mnie smutne o tyle, że wiem, że ogromna większość Polaków spędza przed telewizorem CAŁY wolny czas. Telewizor to w naszym kraju członek rodziny. Włączany jest rano, wyłącza się sam, kiedy wszyscy już śpią. Cały czas robi swoją robotę, cały czas kreuje w nas obraz tego, jakie jest społeczeństwo. Ja wiem jak głupio to brzmi, ale przez formę podania debilnych zachowań w tych programach, widz odbiera to jako prawdziwą historię. Wiadomo, nie jesteśmy tacy głupi, żeby na to się nabrać, ale gdzieś tam głęboko w nas to siedzi… bo jesteśmy dorośli. Dzieci nie mają tej bariery. One przyjmują całą informację od A do Z. Pomyśleć teraz, że jeśli (zakładam) My wychowaliśmy się na Adamie Słodowym, Wołoszańskim i Pomysłowym Dobromirze, a już i tak średnio radzimy sobie w dzisiejszym świecie, to jak będą pływały w tym wszystkim kolejne pokolenia? Obawiam się, że za 5-10 lat najmodniejszym ułatwieniem zajęć w szkołach nie będzie ‚dysleksja’ tylko ‚depresja’.

Dlatego właśnie uważam, że telewizja jest zła, zła do szpiku, zła na wskroś.

„Jak może mówić to gość, który pisze na wulgarnym i sprośnym portalu o dupie Maryni?”

Bardzo prosto. Bo to jest podstawowa różnica między telewizją a internetem. Internauta sam dostosowuje swój poziom rozrywki do swoich potrzeb. Na ten portal trafiają często osoby, które piszą później, że to co tu robimy jest śliskie, rubaszne i niesmaczne. Mówią, że nie będą polecać, że odchodzą i nie wrócą. Bardzo dobrze. Zdajemy sobie z tego sprawę. Robimy ten poziom rozrywki dla osób, które mają ogromy dystans do życia i potrafią stanąć ponad wulgarną powłoczką i odbierać to jako rozrywkę dla śliskich, rubasznych i niesmacznych ludzi, jakimi każdy z nas od czasu do czasu jest. Nie zachęcamy do czytania kolejnych materiałów, jeśli nie spełniają potrzeb odbiorcy. To jest szansa, można zamknąć stronę i poszukać takiej, która lepiej zaspokoi nasze oczekiwania. W dzisiejszym świecie moglibyśmy pozwolić sobie na wszystko, ale nie ma takiej potrzeby. Bo brzydkie rzeczy też są potrzebne, świerszczyki istnieją od lat, chociaż to najmniej istotne, bo ukazywały się o wiele bardziej ‚brzydkie’ rzeczy w czasopismach „detektyw”, „zły”. I to było świetne. Kto miał mocne nerwy i lubił czasem łyknąć mroczne opowiadanie, ten szedł do kiosku i Pani z pułki poza widokiem wyciągała mu „Złego”. Tak samo jest w internecie.

„Mówcie na mnie Benjamin Button, ale urodziłem się wyrachowany jak psia mać.”

Dokończę teraz tę myśl ze wstępu. Kiedy byłem dzieciakiem oburzały mnie różne rzeczy. Pierwsze odcinki show u Kuby Wojewódzkiego budziły we mnie skrajną odrazę i wewnętrzne psychiczne wymioty na twórczość tego człowieka; na sposób prowadzenia rozmowy; na niewyszukane obraźliwe podśmiechujki z gości. Zobaczyłem może ze dwa odcinki i wyrzygałem się tak, że znaczek Polsat oglądałem od tamtej pory tylko na plakietce przyczepionej do lodówki. Byłem zwyczajnie oburzony i chciałem o tym mówić. Z latami Kuba W. nieco się wyrobił i nie ukrywam, przekonał mnie do siebie, oglądałem nawet chętnie. Dziś nie oglądam, bo jedno, że w ogóle nie oglądam telewizji, a drugie, że znów mnie denerwuje, tym razem nie poziomem rozrywki, ale objętością polityki w programie.

Poziom rozrywki już mnie nie oburza, bo uświadomiłem sobie jakie to wszystko jest nieważne! To nieistotne. To nic nie znaczy – dla mnie. Dorosłem do tego, że każda rozrywka może przynosić ludziom frajdę. Mogę nawet po kilku głębszych zatańczyć w rytm znienawidzonego niegdyś Disco-Polo. Bo zabawa jest dla ludzi, zwykła, prosta rozrywka jest nam o wiele bardziej potrzebna niż snobistyczne uniesienia. Pomaga rozładować emocje. Pozwala cieszyć się chwilą.

Bawmy się i sami dobierajmy sobie poziom rozrywki. Pamiętajmy jednak o tym, że zabawa to nie tylko wóda, gołe dupy, umca-umca i prześmiewczy brak szacunku dla ludzi. Szukajmy tego co nas bawi, bo mamy dzięki technologii tę wielką szansę! Możemy dostosować swoje otoczenie do siebie. Do tej pory to my musieliśmy dostosowywać się do podawanego wzorca.

Top
%d bloggers like this: