You are here
Home > #trustory > Dugenukeh

Dugenukeh

Historia ta jest autentyczna i wydarzyła się około roku 2006.

Wakacje, więc pora na… Tak jak ma się 17 lat to wypada już pracować i zarabiać na swój ZUS.
Jako że jako jedyni odpowiedzieli na moje CV zostałem pracownikiem pewnej sieci księgarni na E…

Praca ani łatwa ani trudna, generalnie moim zdaniem lepsze to niż MC bo człowiek dalej może jeść to gówniane żarcie z mniejszą świadomością a i odkażać z zapachu tłuszczu się nie trzeba. Zajęcie o tyle ciekawe że ma się bezpośredni kontakt z klientem. Zapnij pasy, doszliśmy właśnie do sedna.

Lipcowy gorący dzień. Praca poszła tego dnia bezproblemowo więc około godziny 14 ze świadomością tego że jeszcze 2 godziny do domu postanowiłem oddać się przyjemności dokładania towaru na półki. Czynność ta trwała dopóki nie przerwało jej szturchanie w plecy. Odwracam się i grzecznie pytam:
– Dzień dobry w czym mogę pomóc?
– Dzień dobry. Czy grał pan kiedyś w dugenukeh? – padło z osoby którą do dziś dnia uważam za najbardziej sepleniącą z jaką rozmawiałem. Gościu brzmiał mniej więcej jak nagranie ze zmasakrowanej czarnej skrzynki samolotu. Ale jako że jestem twardy i wierzę w siebie próbuję:
– Słucham?
– Czy grał pan kiedyś w dugenuken? – w tym momencie z kącika ust gościa w moim kierunku zaczęły lecieć 2, słownie: „dwie”, części składowe jego śliny. Jedna trochę większa druga trochę mniejsza. Ta mniejsza zdawała się orbitować wokół tej większej, ale to mniej istotny fakt niż ten że obydwie wylądowały na moim czole.
W mojej głowie zapłonął paradoks wyjebania, a mianowicie Ty wyjebiesz typowi a ktoś wyjebie cie z pracy.
Myśl chłopie myśl powtarzałem jak mantrę w głowie aż w końcu:
– Proszę pana czy widzi pan ten czerwony regał tam po prawej stronie?
– Tak – tak krótkiego wyrazu nie da się przyseplenić, sprawdzałem.
– Proszę pana tak jak stoi ten regał tylko piętro wyżej jest dział multimediów i tam na pewno panu pomogą.
Tak jest złota zasada korporacji i generalnie bycia pracownikiem, Ty nie możesz nie wiedzieć, Ty możesz skierować do wyspecjalizowanej kadry, która z łatwością i przyjemnością pomoże komuś w sprawie o której pierwszy raz słyszysz.
– Ale tam grali w duke nukem – pada po raz kolejny seplun z ust petenta
– Tak Tak.
Odprowadziłem gościa na schody i kompletnie oszołomiony całą sytuacją starałem się wrócić do swojego zajęcia. Kątem oka widzę swojego współpracownika, bardzo miłego i kulturalnego studenta historii, który zmierza w moim kierunku w jednej ręce z chusteczkami a w drugiej szklanką wody. Spokojnie podchodzi do mnie klepie po ramieniu i mówi:
– Nie martw się stary, ja mu dwa dni temu atlas sprzedawałem.

  • noname

    „do puki” really?

    • Wooow :D Takie babola jeszcze chyba nie zrobiliśmy, dzięki za czujność :D / poprawione.

      • Arek

        No to poprawiliście :)
        Poprawnie jest „dopóki” .

        • Polska język trudna język :D

          • ale „do póki” już nie jest dobrze – chyba, że znacie jakąś pókę, do której cośtam cośtam

          • Zdaniem niektórych naszych „redaktorów” jak autokorekta nie podkreśla to jest dobrze. (Gorzej, że czasem zapominają ją włączyć) :D
            Przynajmniej temat do dyskusji się znalazł, ilość uwagi musi się zgadzać. ^_^

          • Liczba komętków w komętkach musi się zgadzać ;)

Top
%d bloggers like this: