You are here
Home > Technologia > Dzieci + gry komputerowe = problem

Dzieci + gry komputerowe = problem

Tak, dzieci i gry komputerowe to często problematyczna kwestia dla rodziców. Właśnie. To rodzice mają problem z dziećmi, a nie dzieci z grami. To z czym dzieci mają problem? Z rodzicami! Dlaczego rodzicenie mogą znieść tego, że ich dziecko gra godzinami w gry komputerowe? Bo tego nie rozumieją, nie są w stanie tego ogarnąć umysłem jak można gapić się w ekran przez ileś godzin i patrzeć na jakieś skaczące ludziki, samochodziki, domki, kwadraciki czy cholera wie co. Z tym problemem taka Mama z takim Tatą siadają po południu do obiadu i przy włączonym telewizorze dywagują i strofują swoje dzieci. Telewizor wyłączą dopiero późnym wieczorem, a najpewniej sam wyłączy się kiedy zasną.

Nasze krajowe tradycyjne oglądanie telewizji od rana do nocy to jest dopiero problem. Przecież oglądanie telewizora nie wytęża naszego umysłu ani na chwilę, zawsze kiedy widzę kogoś przed telewizorem mam wrażenie, że to takie warzywo ze strużką śliny przy ustach, które tylko oddycha i podtrzymuje tylko te funkcje, które są niezbędne do przeżycia.

Organ nieużywany zanika.

I tak właśnie moim zdaniem dzieje się przed telewizorem. Oczywiście jak zwykle generalizuję, ale na dłuższą metę nawet oglądanie kanałów przyrodniczych czy naukowych jest dla mnie męczące – bo nie zachęca do reakcji. Nie zachęca do niczego. Telewizor mówi co chwile „Siedź na dupie! Nie wstawaj, bo już po reklamach dostaniesz super program o chujwiczym i musisz go oglądać… i reklamy też.” Serio… kora mózgowa się prostuje… ale to jest normalne, bo przecież nikt nie mówi do Mamy „Wyłącz ten telewizor! Ile możesz przy tym siedzieć?”

Rozwój czy zastój? Jak jest z grami?

Gry nie mają z tępym gapieniem się w telewizor nic wspólnego. Gry – nawet najgłupsze – WYMAGAJĄ od gracza.

Gry uczą zwinności. Refleksu. Szybkiego reagowania. Wyrabiają w człowieku automatyczne zespoły odruchów. Jakie to ma znaczenie? A Dlaczego piloci samolotów uczą się latać na symulatorach? To są symulacje komputerowe – uczą ich reagowania, wyrabiają w nich odruchy, przyzwyczajają do różnych dziwnych i niespotykanych sytuacji. Ale jaką lekcję może wyciągnąć dziecko z grania w strzelaniny? Szybciej zabije? To nie ma sensu! To będą mocne słowa, ale: tak! W sytuacji krytycznej będzie mógł zareagować jeszcze zanim ktoś inny zda sobie sprawę z istnienia niebezpieczeństwa. Nie musi to być sytuacja ekstremalna jak wojna. Mam świetny przykład ze swojego życia: [Byłem gotów zabić…] Nie mówię, że trzeba grać w gry, żeby tak reagować, ale gry rozwijają takie umiejętności. Na co dzień zdarzają się sytuacje jeszcze mniej ważkie, z którymi też trzeba sobie radzić.

Gry uczą podejmowania decyzji na podstawie dogłębnych i często błyskawicznych analiz.  W grach często jedna źle podjęta decyzja waży na całej dalszej rozgrywce – jak w życiu. Decyzje muszą być przemyślane, muszą opierać się na zebranym doświadczeniu w grze, na własnym przeczuciu, na przewidywaniu możliwych skutków. Przydatna jest wiedza ogólna, a często także historyczna. To jest super lekcja i odbywa się niejako ‚przy okazji’, dzieciak nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, że uczy się jednocześnie wielotorowo analizować sytuację, wizualizować sobie łańcuchy przyczynowo-skutkowe, przewidywać jaki wpływ jego decyzje będą miały na otoczenie etc… To jest super ważne!  Żadne program telewizyjny tego nie umie. Żadna książka tego nie umie, pomimo że jest pierdylion razy lepsza od TV!

Gry pobudzają mózg do pracy – cały czas wymagają myślenia – to zwiększa efektywną inteligencję.

Gry uczą systematyczności – znam wielu zatwardziałych graczy, którzy potrafią wstawać punktualnie o 6:00 wykonując machinalnie poranną toaletę, śniadanie, spacer z psem, wysłanie floty statków kosmicznych do innej galaktyki, prasówkę i przygotowanie do pracy.

Jest jeszcze wiele zalet grania, i to nie tylko grania na komputerze – karty, kości, planszówki – to też gry i mają podobne zalety. Dlatego warto rozumieć co robią i w co grają dzieci. Przecież od lat mówi się też o szkodliwości grania. Bo niektóre gry są szkodliwe…

No tak! Przecież te wszystkie mordobicia, strzelanki, to wszystko powoduje agresję i w ogóle morderstwa! … ekhm… gówno… eghm… prawda. Tak samo jak granie w grę medyczną nie robi z gracza chirurga, tak samo wcielenie się w mordercę nie zrobi z niego przestępcy. Po prostu. Agresja która jest w grach to agresja która jest tam, w środku. Równie wiele agresji i chorych zachowań jest u braci Grimm, czy Andersena i jakoś nikt jeszcze nie dostał od czerwonego kapturka ‚pierdolca’. Oczywiście… jeśli dane dziecko ma problem z odróżnieniem gry od rzeczywistości to jest źle – jest bardzo źle, albo cierpi na jakiś zespół schorzeń psychicznych, albo jest zwyczajnie nienormalne po rodzicach. Zadaniem rodzica jest jakaś kontrola nad tym wszystkim, ale nie koniecznie kontrolowanie ze stoperem. Czasem wystarczy pogadać, zainteresować się, w momencie w którym dzieciak będzie opowiadał Ci o gówno-Cię-obchodzącej misji w grze, będzie w swojej głowie rozgraniczał świat wirtualny od rzeczywistego. Jego głowa dostanie bodziec „To o czym mówisz działo się tam, osoba do której mówisz, to człowiek z krwi i kości – inny świat”. Proste? Zazwyczaj to nie jest potrzebne, ale wystarczy się zainteresować i posłuchać w jaki sposób dziecko opowiada o graniu. To w końcu rodzice powinni znać swoje dziecko i pierwsi powinni zauważyć kiedy coś jest nie tak. O ile są w stanie. O ile są w ogóle zainteresowani. Podkreślę to jednak: takie przypadki to margines zachowań nadmuchany przez media. Kiedyś tego nie było, dlatego parę lat temu tytuł w gazecie „Zabił bo wyłączyła mu komputer” brzmiał bardzo mocno.

Powiem więcej, a co mi tam. Nie znam nikogo kto byłby agresywny ze względu na gry komputerowe. Znałem za to wiele osób, które były agresywne przez patologię w której się wychowywały. Jeśli dziecko jest agresywne przy temacie gier, to pewnie tylko dlatego, że rodzice drą się na nie bez sensu i potrzeby, zamiast normalnie i racjonalnie się zachowywać..

Przejdę do meritum szkodliwości gier: najgorsze gry, to gry internetowe dla dzieci poniżej 12 roku życia. Polegają głównie na robieniu niczego, są tam jakieś minigierki, ubieranie lalek, pierdoły – brak rozwoju, albo i uwstecznienie… są tam jeszcze dwie rzeczy: chat – którego nie jesteś w stanie skontrolować; oraz opcje premium – za pieniążki będziesz fajniejszy od innych osób w grze. „Mamo kup mi premium na ten portal, bo wszyscy mają tylko ja nie mam.”, niby nic strasznego, tylko premium kosztuje 250zł/rok, daje nic… no może podsyca próżność. Na chacie natomiast dzieciaki mogę przesyłać sobie co tam chcą, mogą podsycać swoją próżność. „Cześć jestem Wojtek, też mam 12 lat” też może im przesyłać co chce. Dlatego mam małą osobistą radę:

Dla małych dzieci:
gry OK
internet NIE OK

Dobrze mieć kogoś kto podpowie jaka gra jest odpowiednia dla dzieciaków – chociaż tutaj jeśli chodzi o zagrożenia to jest minimum wiekowe PEGI, warto na to zerknąć. Z tyłu na pudełku jest napisane jaki jest przedział wiekowy dla gracza. Jeśli gra ma przedział 3+ to prawdopodobnie jest zwyczajnie głupia i nie warto kupować jej dziesięciolatce nawet jeśli bardzo chce.

Reasumując: nie bójmy się dawać dzieciom pograć. Niech grają, niech się bawią, niech się uczą. Fajnie, rzecz jasna, wiedzieć co tam robią i móc chociaż zamarkować jakąś rozmowę na temat „Co tam w grze?” a nie tylko „Co w szkole?”.

Świat komputerów istnieje równolegle do naszego, tego już nikt nie zmieni. Z tym nie można walczyć, w to trzeba wejść z pełną świadomością.

Top
%d bloggers like this: