You are here
Home > Technologia > Filtr rzeczywistości na przykładzie fotografii

Filtr rzeczywistości na przykładzie fotografii

Czy to co widzimy gołymi oczami to prawda? Nie! I to postaram się udowodnić.

Pracując w branży jako tako kreatywnej – chociaż wolałbym nazywać się zwyczajnie rzemieślnikiem – trzeba czasem coś stworzyć, trzeba nadać temu kształt, trzeba włożyć w to swój osobisty rys. W rozumieniu prawa utwór autorski to: „…każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze…” – utwór to może być piosenka, książka, fotografia, obraz etc.. „o indywidualnym charakterze” – czyli wszystko to, na czym pozostawiamy coś charakterystycznego dla naszej pracy. Teraz tak, mamy na świecie przeróżnych artystów, którzy robią bardzo charakterystyczne rzeczy, jak Picasso, jak Beksiński, Dali, Gaudi i wielu, wielu innych. Są niekwestionowanymi autorytetami w dziedzinie tworzenia rzeczy o bardzo charakterystycznym rysie, ale to jest sztuka wielkiego formatu, z którą na co dzień nie mamy zbyt wielkiego kontaktu, z której na co dzień nie mamy zbyt wiele pożytku (poza uniesieniami i ucztą dla ducha).

Jak to wygląda w życiu przeciętnego fototechnika?

Pokus jest wiele. Bo świat fotografii jest ogromny, bardzo szybko się rozwija, daje bardzo dużo nowych możliwości i rządzi się wieloma trendami. Jak za tym wszystkim nadążać? Nie nadążać. Gonienie mody jest cholernie niebezpieczne. Jakieś 10 lat temu – kiedy fachu uczyłem się jeszcze w szkole – do łask przyszła technika HDR. Każdy z nas, z tych zaangażowanych w życie i świat fotografii chciał robić fotografię w tym stylu. Wyglądało to tak:

HDR xabia

Wtedy strasznie się tym jarałem, wszyscy którzy umieli robić takie przesadzone zdjęcia byli mistrzami. Później przyszła moda na szerokie kąty:

szerokie

A to już jest mistrzostwo, kunszt i gracja na rok 2008  HDR + rybie oko:

hdr02

Jeżu Nazareński jak nam się to podobało. Podobnych mód przechodziliśmy więcej. Dostaliśmy do swoich nastoletnich głów rząd sprzętu i umiejętności obróbki. Wypracowaliśmy sobie takie możliwości kreowania obrazu, że sami sobie zazdrościliśmy tego poziomu mistrzostwa. Bez ściemy, uważaliśmy się za niekwestionowanych mistrzów. Bez zastanowienia i bez pokory.

Czy te zdjęcia są dobre? Nie, zdecydowanie nie są.

Filtr właściwy

Przez ostatnie lata wykonując różne prace dla klientów często nadawałem całości coś charakterystycznego. Trochę mocniejszą obróbkę, trochę mocniejsze barwy, trochę zaciemnione rogi, podbity kontrast itd. Bardzo często mi się to zdarzało i bardzo często musiałem się przed tym powstrzymywać. Brałem gotową pracę pod lampę stałem nad nią kilka minut i zadawałem sobie najważniejsze pytania na których opiera się mój filtr:

  • Czy to jest dobre?
  • Czy ja bym to chciał dla siebie? Gdybym powiesił to sobie nad biurkiem, to by mi się podobało?

Jeśli na któreś z tych pytań odpowiemy NIE to jest bardzo źle, praca do poprawki. Powiedzmy, że napisałaś/eś tekst na bloga/do gazety/opis do jakiejś publikacji i idźmy dalej: kolejny krok jest bardzo istotny i nie poczujesz jego mocy do póki go nie wypróbujesz. Wyślij napisany przez siebie tekst do kolegi, do znajomej, do Mamy. Już w momencie najeżdżaniem kursorem na przycisk „wyślij” w głowie otwiera się zupełnie nowy przewód myślowy. Od razu zaczynasz symulować potencjalne reakcje (pamiętaj, że na tekst o antykoncepcji inaczej zareaguje Mama a inaczej kolega, dlatego warto zmierzyć się z kilkoma opcjami). Kursor wisi na niewciśniętym przycisku „wyślij”, a Tobie od razu pojawiają się w głowie dodatkowe pytania, dodatkowe odpowiedzi. Z miejsca zauważasz, że któregoś punktu będziesz musieć bronić. To znaczy, że praca nie jest wykończona – przed wysłaniem musisz to poprawić. Poprawione? Teraz wyślij i sprawdź co czujesz, jest niepokój? / możesz też pokazać to komuś na żywo, jednak moment decyzji nad przyciskiem „wyślij” jest jak przejście przez jednokierunkowe drzwi.

Wiesz już, że to co zrobiłaś/eś jest dobre. Sukces? Otóż nie do końca. Spójrz na to jeszcze raz i postaw sobie kolejne pytania:

  • Czy za rok to nadal będzie dobre?
  • Czy za 10 lat nie będzie się trzeba tego wstydzić?
  • Czy nie poddałem się chwilowej modzie, która jutro będzie pośmiewiskiem?

Te pytania są szalenie istotne. Wystarczy, że spojrzycie na trzy zdjęcia z początku artykułu. Są słabe, są przewalone, przesadzone. W momencie robienia były fajne, ale teraz każdy fotograf, nawet amator, powie że są do kitu. Bo są. Nie żałuję ich, bo to była droga do zdobycia doświadczenia, ale trzeba w którymś miejscu z tego wyrosnąć. Przecież na samym początku „selfie” były bardzo popularne i wszyscy je lubili, a przynajmniej oglądali z zaciekawieniem – dziś to już w większości dzióbki i śmiech na sali. Podobnie dzieje się z kijkiem do zdjęć. „Selfie-stick” to już przebrzmiała moda. Kijek można kupić w markecie za 19zł a obnoszenie się z nim to zwyczajna wiocha. „Co za dużo to nie zdrowo, nawet świnia nie chce jeść”

W tej chwili bardzo popularne są zdjęcia wykonywane w wysokim kluczu (bardzo jasne). Można spotkać je we wszystkich miejscach internetu, które chcą uchodzić za eleganckie. Zrobiłem poglądowe zdjęcie:

wysoki klucz

Nie jest to mistrzostwo świata, ale ukazuje trend. Mocne światło z tyłu, ‚flara’ od słońca, zdjęta barwa, mało detali w jasnych miejscach. Na dziś uważam to zdjęcie za dobre. Wiem natomiast, że za 5 lat nikt nie będzie chciał na nie patrzeć. Zgodnie z najnowszymi trendami wykonuje się w ten sposób masę zdjęć z uroczystości rodzinnych, przede wszystkim ze ślubów (nie mam niestety w swoim portfolio). Te zdjęcia są dobre, podobają mi się, są fajne, są na czasie tylko… czy oglądane za 50 lat na złotych godach też będą takie dobre? Nie. Nie będą. Niestety. No ale tak jest, są trendy, tego się nie zmieni. Sami mamy w rodzinnych albumach zdjęcia z brzydkimi mikołajami z przedszkola, albo ślubne naszych rodziców na malowanych ściankach w studio… przy sztucznej studyjnej barierce, z plastikowymi kwiatami, albo z podstawówki na tle w kolorowe smugi, z rączką pod bródką… o zgrozo. Ja mam nawet takie jedno z gimnazjum, gdzie fotograf wyciął z grupowej fotografii podłogę i szafy a następnie wkleił nas na plażę. W sumie to zabawne. Żal mi tylko, że tyle się przy tym musiał napracować.


Metodę przedstawiłem na przykładzie fotografii, czy publicystyki, ale zastosujecie ją nawet przy wyborze sedesu. Pamiętajcie też o tym kolejnym razem, kiedy będziecie chcieli poprzeć jakąś partię polityczną, bądź powtórzyć jakieś populistyczne hasło. Wiem, że to może brzmieć zabawnie, ale w momentach w których grają nami emocje, zapominamy o najprostszych rzeczach i robimy najwięcej głupstw.

Podsumuję to przysłowiem: „nie wszystko złoto co się świeci” – i myślenie o tym w trzech wymiarach to za mało, trzeba dodać do tego czwarty wymiar: czas.

  • Wszystko wraca i zatacza koło – może za te 50 lat jednak takie zdjęcia będą dżezi i trendi? Mam nadzieję, bo jak sobie oglądam siebie ślubnego klęczącego przed ławeczką, na której siedzi MałaŻonka a obok namalowana latarnia z rozwijanej maty, to jakoś mi tak… No wiocha, kurna.

    • Hahaha :D rozbawiłeś mnie z tą ławeczką. :D

      No ale właśnie… tak to niestety wygląda. W fotografii te wszystkie trendy są strasznie widoczne i zostają z nami na całe życie. :) Dlatego pracując w branży musiałem się mieć mocno na baczności, co w efekcie doprowadziło do takiego a nie innego filtrowania mojej rzeczywistości. :)

Top
%d bloggers like this: