You are here
Home > Lifestyle > Gówno wiem o piwie!

Gówno wiem o piwie!

Na początku było jasne pełne i to było dobre!

Jeszcze kilka lat temu piwo kojarzyło mi się tylko z kilkoma największymi markami, każde smakowało właściwie tak samo. Smakowało piwem – po prostu. Uważałem się oczywiście za znawcę tematu, bo potrafiłem nawet odróżnić smak paru koncernów i piwo niemieckie od czeskiego. „Uwielbiam smak chmielu” – powtarzałem sam sobie i znajomym. „Chmiel to jest to” – pogłębiałem temat pociągając z kufla.

Dnia drugiego wlałem w siebie porter!

Sytuacja była tak beznadziejna, że po sylwestrze, czy jakiejś innej imprezie, w moim ulubionym pubie skończyły się wszystkie beczki piwa. Po kolejnej godzinie skończyły się wszystkie jasne butelkowe. Zostały portery. Z braku laku zamówiliśmy z kolegą po jednym…

To było najdłuższe małe piwo w moim życiu

„Tego się nie da pić!”, kurna gorzkie, cierpkie, by to cholera wzięła! Jasna dupa, gówno straszne! Nie pamiętam nawet czy je dopiliśmy, miny w każdym razie były nietęgie. Straszne gówno ten porter – tyle wynieśliśmy z tej przygody. W dalszym ciągu uważałem się za znawcę i smakosza piw. Fanatyka chmielowej ambrozji.

Dnia trzeciego św. Patryk przyniósł po zielonym.

W połowie marca obchodzimy hucznie święto piwa. Jakieś 8 lat temu trafiliśmy ze św. Patrykiem na piwo zielone. W końcu jak jest się piwoszem, to trzeba wszystkiego próbować. Tego dnia dowiedziałem się, że knajpiane piwo zielone nie jest lepsze od piwa z kija. To samo tyczyło się różnych piw smakowych, a także większości radlerów, kulerów, lemonerów i innych cholerów.

Czwartego zaś dnia pojawiły się regiony!

Dokładnie tak, w kolejnych latach w sklepowych lodówkach na półce poniżej największych koncernów zaczęły nieśmiało pojawiać się piwa z innych rejonów Polski. I nagle olśnienie! No tak! Przecież jak byłem nad morzem to piłem Bosmana, we Wrocławiu Piasta, tam Specjal, tam Książ, Łomża, Perła itd… Nagle okazało się, że można to kupić w jednym sklepie i to było dobre! Oczywiście Bosman pity w parku na skarpie w centrum miasta nie smakuje tak samo jak sierpniowym wieczorem na plaży. To jednak nie przeszkadzało, duży wybór to duża zaleta.

Piątego dnia stworzono tradycję.

Kolejnym zjawiskiem na sklepowych półkach były piwa tradycyjne! Duże koncerny zaczęły oferować swoje największe produkty w dwóch wersjach, np. Tyskie – Tyskie tradycyjne, pojawiło się piwo Okocim Pszeniczne. Na etykietach mniejszych browarów zaczęły pojawiać się w opcji wielkie napisy NIEFILTROWANE. Zaraz za nimi stały NIEPASTERYZOWANE.  Nagle z 10 marek i regionów zrobiło się 30! Potem 50! Wybranie piwa w sklepie zaczęło robić się trudne jak zakupy odzieżowe z żoną.

W sobotę koncern odpoczął.

Marki koncernowe osiadły nieco na laurach i tę sytuację wykorzystał CRAFT – czyli browary rzemieślnicze! Nieduże browary, bez ogromnej produkcji, bez nakładów na reklamę. Na półkach zaczęły pojawiać się piwa o dziwnych etykietach, o w ogóle nieznanych nazwach, a na kontretykiecie nie miały informacji ani o Kompanii Piwowarskiej, ani o Grupie Żywiec, ani o Carlsbergu… nic z tych rzeczy! Prawdziwe krajowe małe browary! Zrobił się swego rodzaju szał na te piwa. Wiadomo – większość Januszy kupowało 4-pack swojego ulubionego koncerniaka i wypijało wieczorem tak samo jak 10 lat temu, ale cały ogrom miłośników piwa zaczął te małe piwa doceniać, próbować, poszukiwać nowych. Zrobił się z tego taki trend jak zbieranie karteczek w podstawówce :D „Ja piłem to i tamto i jeszcze tamto, wiesz… nie ma to tamto.” Piwo rzemieślnicze zrobiło się Trendy, Foxy i Sexy! Wybór jest tak duży, że jest w tej chwili niewiele sklepów które oferują choćby ćwierć dostępnych w Polsce piw! Większość sklepów oferuje tylko malutki procencik.

W niedzielę przeprosiłem Portera.

Przez tę złotą sobotę przelałem przez siebie dziesiątki różnych piw. Poznałem różne smaki, nauczyłem się dostrzegać różnice między poszczególnymi STYLAMI piwa! Kiedyś różnica w piwie to było dla mnie jak „Żywiec czy Tyskie”. Dzisiaj wiem, że te dwa piwa chociaż smakują lekko inaczej to tak naprawdę ten sam styl, a jest jeszcze w cholerę innych! Cała feria smaków! Zobaczcie teraz jakie zdanie pogrubiłem w pierwszym akapicie. Ja przez cały ten czas nawet nie wiedziałem jak smakuje chmiel! Dowiedziałem się tego dopiero niedawno pijąc kolejne odsłony IPA, AIPA itd.

To że nigdy nie byłem znawcą piw, stało się oczywiste, ale też okazało się że nie jestem takim znowu miłośnikiem piw! Chora sytuacja co? Uwielbiam różne piwa, ale tak naprawdę to tylko kilka stylów mi doskonale leży, jest też sporo takich, które mi nie podchodzą i tyle. Przeprosiłem się za to z porterem. Dziś muszę powiedzieć, że porter to jeden ze stylów które mi bardzo pasują, są bogate, kryją w sobie wiele różnych smaków, aromatów i zapachów, picie porterów to trochę jak czytanie książki, a może rozwiązywanie krzyżówki… jedno i drugie bardzo lubię, tak samo jak portery. :D

Ergo: Kiedy ktoś mówi Ci, że się zna na piwie, możesz śmiało powiedzieć mu:

„Gówno wiesz o piwie”

Top
%d bloggers like this: