You are here
Home > Stosunki męsko-damskie > Jak skrzywdzić kobietę – feminizm w praktyce

Jak skrzywdzić kobietę – feminizm w praktyce

Bo coś wydaje mi się… że feminizm już dawno przestał być drogą do szanowania kobiet.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że tematem feminizmu nigdy się nie interesowałem i pewnie całe moje zdziwienie obecną sytuacją wynika z tego, że po prostu nie jestem doinformowany na czym on polega… Bo wydawało mi się do tej pory, że cała idea polega na równouprawnieniu płci. Po prostu. Jak wiemy, w historii było z tym bardzo różnie. Kobiety nie miały praw wyborczych, nie miały prawa do edukacji. To w dużej politycznej skali. Jest też płaszczyzna społeczna problemu, gdzie to szereg mężczyzn (z rodzaju macho-man) sprowadzał role i obowiązki kobiet do zasięgu łańcucha, którym była przypięta do kuchni (w przenośni – żeby nie było wątpliwości). Tak więc kobiety były uważane za gorsze, słabsze, głupsze itd… Myślę, że te rzeczy możemy już włożyć w annały historyczne, bo od Tatr po Bałtyk te czasy już naprawdę minęły, a Curie Skłodowska (która de facto „też była kobietą”) nie pozostawiła nam już żadnych wątpliwości, choć sama musiała z fałszywym obrazem białogłowej walczyć. Mimo wszystko wiadomo, że do dziś zdarzają się sporadyczne przypadki łamania wszelkich reguł, ale dzieje się to bez względu na zakres rozpatrywanych problemów, czy będzie chodziło o poszanowanie kobiet, poszanowanie prawa, religii etc.

Nie zabijajmy kobiecości w kobietach.

Wydawać by się mogło, że w tej kwestii rola feminizmu jest już skończona, ale okazuje się, że trzeba było wywalczyć też dla kobiet parytety (Dla niekumatych jak ja do wczoraj – przykład: Policja wprowadza parytet zatrudnienia, oznacza to, że na każde 100 przyjętych osób kobiet musi być tyle, a mężczyzn tyle i są to bardzo ściśle określony liczby). Dla mnie sytuacja trochę dziwna, bo jeśli ustalamy odgórnie, że kobiet musi się dostać więcej niż się dostaje, to ułatwiamy im tę drogę. Ułatwiamy! Traktujemy je protekcjonalnie – uważamy, że są słabsze, że same sobie z tym nie poradzą (Ja wiem, że to co piszę, może dla niektórych wyglądać jak jakiś Korwinizm, ale od tego Pana się odcinam i proszę do niego nie pić w komentarzach). No i teraz wiadomo „bo to jest dlatego, że kobiety były gorzej traktowane, że mniej ich przyjmowano tylko dlatego, że były kobietami” itd… Tylko że w takiej policji są bardzo ściśle określone testy i wynik decyduje o zatrudnieniu. W tym momencie dzięki parytetom słaba fizycznie kobieta ma większe szanse na pracę w prewencji niż silny mężczyzna. To jest pewne następstwo tej protekcjonalnej paranoi. „Gdyby nie parytety to kobiety nie miałyby szans, żeby pracować w policji” – ależ oczywiście, że miałyby szanse, takie same szanse jak mężczyźni, przecież jesteśmy tacy sami i od jednych i od drugich wymaga to wiele wysiłku i treningu. Fuck logic! Zostawmy policję i inne miejsca zatrudnienia. Wiecie co mnie bawi najbardziej? W szkołach na WFie chłopcy biegają 1000 m a dziewczynki wciąż tylko 600 m. Jakoś nie słyszałem, żeby ktoś walczył o równouprawnienie w tej kwestii. Dlaczego dziewczynki mają biegać krótsze dystanse?

Dla mnie to proste. Bardzo proste

Różnimy się – różnimy się bardzo, kobiety i mężczyźni, Panowie i Panie, chłopcy i dziewczęta. Różnimy się między sobą i nigdy, ale to powtarzam NIGDY nie będziemy tacy sami. I to jest piękne! Tak! Właśnie te różnice są piękne.

Uważam, że nie można bardziej zdegradować ‚kobiety w kobiecie’ niż krzywdząc ją przesadnym feminizmemCzęsto pod internetowymi wpisami traktującymi o stosunkach damsko-męskich pojawiają się opinie typu: „szowinizm!”, „przedmiotowe traktowanie kobiet!!”,  „jesteś bucem i widzisz kobiety poprzez swoją bucowatość!!!”, czasem nawet zakończone wdzięcznym „Ty chuju” i wiele, wiele innych. Wiecie co jest najlepsze? Często piszą to mężczyźni, bardzo młodzi, ale faceci. Ja się pytam: Gdzie jest ten szowinizm? Gdzie jest to przedmiotowe traktowanie kobiet? Gdyby te artykuły w wielkim skrócie głosiły ideę:

„Baby są od robienia dobrze w łóżku i kanapek, poza tym są głupie i do niczego innego się nie nadają”

To byłby szowinizm, przedmiotowe traktowanie kobiet i bucowatość. Ale nie pisze się dziś aż tak dennych rzeczy (a nawet jeśli, to nie na poważnie), a my przecież jesteśmy równo uprawnieni do śmiania się z siebie nawzajem. Może ktoś odbiera satyryczne wpisy jako instrukcję obsługi życia, może ktoś pomyślał, że głównym celem śmieszków jest przedstawienie kobiety w złym świetle. Ja rozumiem, że nie każdy ma to samo poczucie humoru, ale to jest po prostu przesada w imię dziwnie rozumianego feminizmu. Najgorsze co można dla kobiecości zrobić to rzucać w takim przypadku w/w feministycznymi hasłami. Dlaczego to robimy? Chyba z chęci dopasowania się do jakiejś galopującej poprawności politycznej. My wiemy, że wiele, wiele kobiet ubawiło się setnie czytając np. satyryczne wywody na temat swoich łóżkowych poczynań >LINK<. Cieszymy się tym bardzo i nigdy nie chcielibyśmy im tego zabierać, dlatego bardzo chętnie będziemy o kobietach pisać i to najgorzej jak się da, najlepiej jak można, skrajnie niepoprawnie, wszystko jedno. Nie zabierzemy im prawa do spojrzenia na siebie z przymrużeniem oka. Bo w imię czego? Równości? Właśnie w imię równości kobiety mają prawo śmiać się też z siebie. W imię równości kobiety mogą chcieć czuć się pięknie i wyglądać pięknie. W imię równości kobiety mogą czuć się lepsze, atrakcyjniejsze, mądrzejsze, bardziej zaradne od mężczyzn. A my – mężczyźni – w imię równości mamy prawo czuć dokładnie to samo.

Są rzeczy, których żaden feminizm kobietom nie odbierze. Bo z tym dzisiejszym feminizmem jest trochę tak, że według niektórych, każda kobieta jest w pełni uprawnionym mężczyzną i jeśli jesteś kobietą i to czytasz, to powinnaś siedzieć przed ekranem w bokserkach, podgryzając kiełbasę i drapać się pod owłosioną pachą głośno pierdząc – tak jak ja teraz. To po prostu tak nie działa. Kobieta będzie kobietą. Mężczyzna mężczyzną.

Pozwolę sobie jeszcze dodać, że gdyby żartowanie ze zmywania garów(bo widzę, że feminiści/feministki traktują takie żarty jak obrazę status quo) było towarzysko niedopuszczalne, to czułbym się zaszczuty, mając świadomość, że oto w domowym zaciszu robię coś, co jest na cenzurowanym, rozmowy o czym są wątpliwej jakości, a moi znajomi w towarzystwie boją się poruszać ten temat w obawie przed popełnieniem jakiegoś faux pas. Żyłbym w jakimś negatywnie nacechowanych świecie, a ja nie chcę czuć się zaszczuty. Hej! To tylko zmywanie garów! Każdy to robi.

Dlatego szczerze, bez przekąsu i sarkazmu, życzę wszystkim feminizującym więcej jakości w życiu, a mniej negatywnych emocji. Serdecznie pozdrawiam.

P.S.: Jako portal malecontent, stworzony przez facetów i dla facetów, chętnie zaprosimy do współpracy autorkę. :D Jeśli znasz jakąś dziewczynę, bądź sama jesteś osobą która umie dosadnie i z dystansem pisać, tak, że wszyscy faceci na świecie dostaną skrętu kiszek ze śmiechu/złości/wkurwienia to pisz do nas! próbne teksty można wysyłać do redakcji: redakcja@malecontent.pl

P.P.S: Nie musisz podzielać naszego zdania w żadnej kwestii, zawsze możemy się troszkę w ramach portalu pokłócić! Będzie wesoło.

  • Feminizm był szlachetną ideologią w XIX i XX wieku (dwie pierwsze fale), dzisiaj normalne feministki zostały zepchnięte na margines. A przynajmniej tak to widzę za pośrednictwem mediów, faktycznego stanu nie znam, bo też się za bardzo nie wgłębiałem.

    Pokutuje tutaj niestety doktryna czystej tablicy, czyli pogląd, że ludzkie umysły są jak czyste kartki, idealnie plastyczne, bez żadnych wrodzonych cech, i że wszelkie różnice między płciami, rasami itd. wynika tylko i wyłącznie z wpływu kultury. Tak więc jakiekolwiek różnice w traktowaniu mężczyzn i kobiet uważa się a dyskryminację i popieranie patriarchalizmu, no bo skoro płcie różnią się tylko od pasa w dół… Rozumiesz puentę:)

    Nie znaczy to oczywiście, że normalnych feministek już nie ma. Christina Hoff Sommers zaproponowała użyteczne rozróżnienie na feminizm równościowy (ten normalny) i feminizm płci (który jest mieszanką marksizmu i postmodernizmu). Wydaje mi się, niestety, że to właśnie feminizm płci jest dzisiaj dominującym nurtem.

    Jak chcesz, to mogę Ci polecić książkę, która trochę bardziej pogłębia ten temat (akurat skończyłem ją niedawno czytać i sam jeszcze trawię niektóre informacje).

    • Książek nigdy za wiele, proszę o tytuł. ;)

      Za obrazek milion plusów. ^_^

      • „Tabula rasa” Stevena Pinkera. Nie jest ona o feminizmie, ale o naturze ludzkiej i o sporze wokół tego, czy istnieje i jaka ona jest. Jest natomiast rozdział o feminizmie i namiary na książki, z których kilka wylądowało na mojej liście do przeczytania:)

Top
%d bloggers like this: