You are here
Home > Lifestyle > Kilka słów o starych samochodach.

Kilka słów o starych samochodach.

Na szrot z nimi. Nie?

Po pierwsze – zabronić.

Banda oszołomów (nie będę pokazywał palcem) wymyśliła, że należy zamknąć centra miast dla starszych samochodów. Przeprowadzili jakieś tam badania, z których wyszło, że średnia wieku samochodów, które poruszają się po polskich drogach to 15 lat. Co w tym złego? A no fakt, że 15 lat temu Polska nie należała do Unii Europejskiej, a co za tym idzie, nie było specjalnych obwarowań prawnych dotyczących emisji spalin, i miliona innych dyrektyw związanych ze środowiskiem. Ponieważ prawo w naszym kraju nie działa wstecz, to nie da się wyrejestrować samochodów, które już są zarejestrowane. Nie da się też (jeszcze) wprowadzić badania emisji spalin do przymusowych, corocznych badań technicznych pojazdów i na podstawie ewentualnego kiepskiego wyniku cofać prawa do użytkowania pojazdu. Wykombinowali więc, że należy uznać, że wszystkie kilkunastoletnie samochody przekraczają dopuszczalne normy co do emisji spalin i hurtem wypieprzyć je z ruchu. Zaczną od centrów miast, a z czasem zabronią nam pewnie w ogóle odpalania takich pojazdów nawet na własnym podwórku.

Też macie wrażenie, że takie przepisy mógł wymyślić tylko ktoś, kto raz w roku kupuje sobie nowe Audi albo Mercedesa? Oczywiście kupuje za pieniądze podatników. I niech nikt nie próbuje mi wmawiać, że to prywatne pieniądze polityków, bo skąd niby bierze się kasa na ich wypłaty, diety, czy co oni tam dostają?

Po drugie – zastanowić się.

Jeżdżę dwudziestoletnim, japońskim samochodem. Wiecie – nieduży, wysokoobrotowy silnik, krótka skrzynia, niewielka kubatura. Takie tam jeździdełko. Lubię go z kilku powodów. Kosztował grosze. Ewentualna naprawa czegokolwiek również jest w jego przypadku śmiesznie tania. Poza tym jest nietypowy i niepowtarzalny na dzisiejszych drogach zdominowanych przez kilkuletnie Passaty i Yarisy. Ma 200 tysięcy na liczniku i jeszcze całkiem sporo przed nim.

Musiałbym upaść na głowę, żeby zamienić go na współczesne wozidło, które wygląda jak mydlana bańka, kosztuje moje zarobki z trzech lat, a jakiekolwiek naprawy w nim przekraczają ceną trzy moje miesięczne wypłaty. Budowane w zgodzie ze wszystkimi eko-normami mydelniczki, wyposażone w silniki, które ledwo przekraczają litr pojemności, więc żeby w ogóle dało się nimi ruszyć z miejsca montuje się w nich turbiny. A potem trzeba jeździć czymś, co na papierze ma 150KM, ale kiedy włączysz klimatyzację, to ciężko już się tym wtoczyć pod pierwsza lepszą górkę na trasie. Zajebisty wóz.

Kiedy w moim samochodzie coś się popsuje to w 99% przypadków jestem w stanie dojechać jeszcze o własnych siłach do znajomego mechanika, zostawić mu wóz i wieczorem odebrać w idealnym stanie. Koszt naprawy? 150zł. Kurwa, nawet gdyby przyszło mi wymienić silnik, to dałoby się to zrobić w jeden dzień i po wszystkim mieć jeszcze z czego żyć. Kiedy w tym nowym wynalazku ciśnienie w lewym tylnym kole spadnie o 0.1 jednostki, to włączy się alarm, zgaśnie silnik, GPS przekaże sygnał do najbliższego ASO żeby natychmiast wysłali lawetę, a na wyświetlaczu na samym środku deski rozdzielczej pojawi się pulsujący napis „WEŹ KREDYT – POTRZEBA NAPRAWA”.

Po trzecie – jebnąć się w beret.

Ja wiem, że po naszym kraju jeździ cała masa trupów, które nie spełniają nie tylko norm ekologicznych, ale przede wszystkim norm bezpieczeństwa. Metodą na problem nie jest wycięcie w pień wszystkich fajnych youngtimerów, jak leci. Metodą jest za to ogarnięcie systemu, uniemożliwienie robienia lewych przeglądów technicznych na gębę. Nie mam też nic przeciwko dopierdalaniu solidnych mandatów za przewinienia na drodze, bo jeśli ktoś rozklekotanym trupem bez hamulców napierdala 200 km/h po mieście to jest dla mnie zwykłym idiotą i mandat mu się należy.

A od emisji spalin radziłbym się odpieprzyć, bo jak tak dalej pójdzie to puszczać bąki też nam zabronią. Przecież to też emisja spalin.

  • Rollmoll Mud

    Przez parę lat miałem starego Land Cruisera. Ba, on nadal jeździ, a urodziła go fabryka w 1986 roku. I za żadne skarby, błyskotki czy lizaki nie zamieniłbym go na nowoczesne wozidła. Trzęsło na dziurach? Trzęsło. Nie było systemu wspomagania zjazdu? Nie było, ale przynajmniej nauczyłem się bezpiecznie jeździć po (i w) śniegu. W d… mam obecne komputery na kołach. To ja mam prowadzić, a nie jakiś czip-piździk. I do tego Strucel był w stanie mechanicznym bdb+.

    • 86 rok dla Land Cruiserów to jak nówka! :D

      • Tomasz Szklarz

        Ogólnie każdy sprawny samochód i dbany jest dobry. Zatem zadbana Ascona C z 1987 nie będzie się zbytnio różnić od Opla Insignii AD 2015 pod względem spalania ale wyposażeniem to i owszem. Akurat stare samochody robią robotę przy miksokretach, targach, festynach, zieleni miejskiej i wielu innych miejscach gdzie najnowszy VW Transporter jest drogi jak jasna cholera (TCO), a Kaczka wykona niezawodnie robotę. Zatem nie zakazujmy starych samochodów.

Top
%d bloggers like this: