You are here
Home > Lifestyle > Kurierzy… jak oni mnie…

Kurierzy… jak oni mnie…

Macie już parę lat i pewnie nie raz zdarzyło Wam się korzystać z ich usług. Pewnie też nie raz szczery chuj z jasnego nieba Was strzelił jak zobaczyliście co też zaszło wewnątrz Waszej przesyłki.

 

Kurierzy to mistrzowie w swoim fachu i myślę, że mają specjalny ośrodek szkoleń gdzieś głęboko pod lodową pustynią Antarktydy, albo na Syberii, albo w Laponii. Zdecydowanie w Laponii, w Rovaniemi, tam świętej pamięci Mikołaj uczy ich magicznych sztuczek. Np. Jak przewieźć opakowanie jajek-niespodzianek, żeby potłuc zabawki, ale nie naruszyć czekolady i sreberka. Właśnie takie umiejętności mają, właśnie tak bardzo potrafią wszystko – koncertowo – spierdolić!

Dziś odebrałem przesyłkę. Przesyłkę jakich przychodzi do mnie wiele. Przyjąłem ją jak zwykle, położyłem w kącie, żeby poczekała na swoją kolej. Po jakimś czasie biorę paczkę, ale coś w niej chrobocze. Pierwsza warstwa towaru – wszystko gra. Sprawdzam, oglądam, wszystko cacy. Środkowa warstwa towaru… roz-pier-do-lo-na w drobny mak… kolejna warstwa: ideał, mucha nie siada. Jak on tego dokonał? Jak on to kurwa jego zasrana mać zrobił? Pieprzony magik!

Pracowałem kiedyś w warunkach biurowych i rozsyłałem po Polsce kartony z dokumentami. Całe kartony papieru po 10-15kg. Odbierałem też takie przesyłki z innych miejscowości i… przesyłki które przeszły przez kuriera były upierdolone błotem. Zwyczajnym, normalnym, brązowym, śmierdzącym glebą… błotem. Przesyłka z Warszawy do Wrocławia, czy vice-versa. Ja rozumiem, że ciężarówka mogła mieć stłuczkę z towarowym Kopernikiem, albo pośpiesznym Karkonoszem, albo nie wiem kurwa z rządowym tupolewem i paczki rozsypały się po polu świeżo nawiezionym obornikiem… no ja rozumiem, wszystko jestem w stanie zrozumieć. Może ktoś akurat wysyłał kurierem błoto i im gdzieś wypadło… ale dlaczego działo się tak niemal za każdym zasranym razem? Dlaczego wysyłając dokumenty w trakcie projektu za grube miliony złotych musiałem mieć świadomość tego, że mój kontrahent dostanie paczkę ujebaną gównem? Ja tego nie jestem w stanie racjonalnie sobie wytłumaczyć.

Pewnego razu dostałem też idealny nienaruszony karton. Nie miał ani jednego wgniecenia. Towar wewnątrz porządnie zawinięty folią bąbelkową i obłożony gąbką-makaronem… no warstwa tak po 20cm z każdej strony. A wewnątrz zamiast porcelanowego dzbana… drobny mak. Rozjebane skorupy, rozjebane wszystko. Gdyby nie to, że wysyłającego znam osobiście to pomyślałbym, że celowo zapakował połamaną skorupę. No niestety, kurier magik się popisał.

Ile razy kurier przyszedł do mnie do firmy i zwyczajnie pierdolnął z ramienia na podłogę paczkę ważącą 10kg zaklejoną znaczkami „OSTROŻNIE”… ja nawet tego nie liczę. Podpowiem tylko, że niewiele z tych paczek w ogóle odebrałem, ale kurier na prośbę o lepsze traktowanie kolejnych przesyłek strzelał tylko koncertowego focha i wyrywał z lokalu bez słowa. Pewnie od rana wywalili go już z dziesięciu adresów.

Wkurwiają mnie kurierzy jak nie wiem. Mają ciężką robotę i poznałem kilku naprawdę świetnych gości, ale przeważnie to dno, to dno i metr mułu, a nawet jak kurier jest spoko, to paczka gdzieś po drodze z Ursynowa na Żoliborz miewa takie przygody, że mi życia nie starczy, żeby czegoś podobnego doświadczyć.

  • Jopas

    A co z listonoszami Panie Piotrze?

    • Listonosz też jest w zasadzie posłańcem/kurierem, więc powinien łapać się w pełnej rozciągłości, ale sposób działania Poczty Polskiej, czy InPostu to zupełnie inny materiał. :D
      I tak jak InPostu nie umiem polecić, tak w Poczcie Polskiej chwalę sobie wszystko POZA listonoszami. ;)
      /Piotr Wilk – Malkontent

      • Jopas

        Akurat jestem listonoszem i wiem, że zdarzają się mendy jakich świat nie widział. Na obronę swego jakże zacnego fachu dodam, że klient jest najczęściej tak samo winny jak pracownik. O betonie kierowniczym nie ma co wspominać, bo kłaki na cyckach opadają…

        Pozdrawiam

        • :D Akurat listonosz w moim rejonie zostawia mi awiza powtórne/ostatnie na dzień po ostatecznym terminie odbioru, tak, że nie mam szansy odebrać przesyłki. Dodam tylko, że pracuję w domu, więc 8:00-19:00 jestem 1,5 metra od drzwi i domofonu. Jeszcze NIGDY nie dostałem poleconego, albo paczki, ani nawet normalnego awiza. ZAWSZE muszę od osoby wysyłającej wyciągać numer przesyłki i iść na pocztę bez awiza. O ile wiem, że ktoś coś mi wysłał to jest ok, gorzej jak parę lat temu nie przyszły do mnie PITy…
          Z Poczty Polskiej korzystam bardzo dużo i muszę pochwalić za ogromny skok jakościowy usług w ciągu ostatnich 10 lat. W końcu nie na darmo wybrałem ich usługi – wszystkie firmy kurierskie mogą się schować. :D Co nie zmienia faktu, że w mojej codziennej pracy, jedyne problemy jakie wynikają w trakcie przesyłek to są problemy z listonoszami, którzy nie zostawiają awiza, nie dostarczają paczek itd.
          Widziałem, że w niektórych rejonach za dostarczanie paczek jest odpowiedzialna zupełnie inna osoba i oni chyba mają umowy na akord, to działa dość sprawnie, ale nadal dzwonią do mnie ludzie z całej Polski, że nie ma przesyłki, nie ma awiza itd… itp…

          /Piotr Wilk – Malkontent

          • Jopas

            Z paczkami to wygląda tak, że listy do 3 kg noszą zwykli listonosze, a paczki powyżej 3 kg już listonosze paczkowi (pocztowa wersja kurierów). Na usprawiedliwienie kolegów mogę jeszcze tylko dodać, że listy zwykle, nie polecone których rozmiar nie pozwala wrzucić je do skrzynki listonosz ma prawo zaawizować bez próby dostarczenia. Wiadomo jest dużo leni i takich co idą na łatwiznę. Ostatecznie wszystko zależy od człowieka, rewelacyjnych zarobków nie ma, więc większość ma to gdzieś i się w ogóle nie stara. Tak więc poradzę na pohybel kurwimsynom, najlepiej pisać ciągle skargi. Co prawda 95 % poleci od razu na śmietnik, ale smrodek pozostanie ;)

Top
%d bloggers like this: