You are here
Home > Lifestyle > – Mamo, weeeeeeeź..

– Mamo, weeeeeeeź..

Przestańcie robić krzywdę własnym dzieciom, błagam.

Zrób za mnie.

Uwaga, będzie scenka rodzajowa. Nawet dwie scenki. Rzecz dzieje się w typowym zakładzie usługowym, w typowym miasteczku. Powiedzmy, że gdzieś na zachodzie Polski.

Scenka numer jeden:

Do typowego zakładu usługowego wchodzi typowa czternastolatka. Jest wyluzowana i uśmiechnięta.

 

-Dzień dobry. Poproszę bulbulator dwusprzęgłowy z kalibratorem mimośrodowym.

-Dzień dobry. Czerwony czy zielony?

-Ten zielony bardziej mi się podoba.

-OKej, zapakować?

-Nie, dziękuję. Zaparkowałam za rogiem. Do widzenia.

-Do widzenia.

A teraz scenka numer dwa:

Do typowego zakładu usługowego wpada typowa mamusia. Za mamusią wolnym krokiem, niespiesznie, lekko zgarbiony wtacza się synek. Na stopach synka Najeczki, na nogach synka rureczki, na głowie synka czapeczka z daszkiem nałożona tylko na słowo honoru, żeby nie uszkodzić fryzury na modłę Justina Biebera. Orientacyjny wiek synka oscyluje w rejonach drugiego krzyżyka.

 

-Dzień dobry. Mój synek potrzebuje blu.. lubb.. bblubu..

-Bulbulatora?

-Tak! Dokładnie! Bo wie pan, mój syneczek już idzie na studia i musi to mieć koniecznie. Tylko nie taki jak wszyscy mają, musi mieć najlepszy!

-Mamy różowy.

-Ohhh, zobacz kochanie, będzie ci pasował do piżamki w serduszka! Chcesz taki?

-Yhy..

-Świetnie, bierzemy dwa, będziesz miał na zapas. Jak popsujesz albo zgubisz. Cieszysz się synku? Zobacz jaki piękny blublamator!

-Yhy..

-To ja państwu zapakuję.

-Ohh tak, tak! Tylko proszę pamiętać o kokardce dla mojego synunia! Chodź kochanie, teraz idziemy do fryzjera, a potem do haendemu po majteczki dla ciebie.

-Do widzenia.

Zastrzelcie to nim złoży jaja.

No bo wiecie, jak już urodzicie swojego upragnionego synka, to na pewno bardzo go kochacie. Prawda? Zakładam, że zazwyczaj rodzice kochają swoje dzieci. Jako mamusie macie prawo nawet kochać swoje dzieci trochę bardziej niż Wasi partnerzy, albo chociaż trochę bardziej się do tego faktu przyznawać. Wiadomo – ciąża, poród, macierzyński, cycek, te sprawy. Można się ze szkrabem zżyć, nie przeczę. Po prostu przychodzi w życiu taki moment, w którym trzeba wypuścić w świat owoc swojej macicy. Pozwolić mu zrobić coś samemu, pójść gdzieś bez Waszej asysty, załatwić coś bez Waszej pomocy. Drogie mamy, mam do Was tylko jedną, maleńką prośbę:

Uświadomcie sobie, do jasnej cholery, że przecinanie pępowiny to bardzo kiepski prezent na trzydzieste urodziny Waszego syna!

Niedobór testosteronu.

Znam dziesiątki kobiet, które narzekają na nijakość dzisiejszych mężczyzn (chociaż chyba lepiej powiedzieć „chłopców” i to niezależnie od wieku). Kiedyś myślałem sobie „e tam, pierdolicie farmazony dziewczyny”, ale coraz częściej łapię się na tym, że obserwując młodych mężczyzn zaczynam rozumieć zastrzeżenia wobec nich. A chyba jedynym wytłumaczeniem problemów z męskością są relacje między matkami i synami.

Nie da się wychować porządnego i samodzielnego faceta, jeśli do dwudziestego roku życia robi się za niego wszystko. Idź i złóż za swojego synka podanie do liceum a potem papiery na studia, wysprzątaj mu pokój, przygotuj śniadanie, obiad i kolację, wypierz bieliznę i najlepiej znajdź mu kandydatkę na żonę. On w tym czasie będzie mógł bez większych stresów zająć się nabijaniem kolejnego levelu. A gdyby przypadkiem kiedyś ktoś stwierdził, że zamiast syna masz zwykłą pizdę, to ogłaszaj całemu światu, że za dużo się od niego wymaga, bo przecież jest jeszcze młody i ma czas na wszystko. Pójdziesz za syna na rozmowę kwalifikacyjną? Zabierzesz jego koleżankę do kina, a potem przelecisz ją tak, że zobaczy trzy swoje wcielenia wstecz?

Ty też, droga matko, chciałaś kiedyś spotkać fajnego faceta. Faceta, który potrafi coś zrobić, umie podjąć decyzję i nie potrzebuje do tego pomocy swojej mamy. Nie wierzę, że interesowałaś się maminsynkami. Jestem pewny, że szukałaś czułego barbarzyńcy, który czasem pójdzie z Tobą do kina na komedię romantyczną, a czasem zapewni Ci pościelowy rollercoaster. Gościa, przy którym będziesz czuła się bezpieczna, ale nie znudzona. Jestem tego pewny, bo wszystkie takich szukacie. Więc dlaczego robisz ze swojego syna ofiarę? Zwykłą ofermę, która nie potrafi załatwić prostej sprawy, nie ma swojego zdania i nic do powiedzenia?

Koleżanki Twojego syna mają takie same marzenia, jakie w ich wieku miałaś Ty. Pozwól im je spełnić.

Adam Frey
Jeden z ostatnich ludzi, którzy załapali się na PRL. Z zawodu fotograf. Miłośnik starych, japońskich samochodów (prywatnie porusza się 20-letnim bolidem ozdobionym niesławną naklejką mówiącą o cyckach i ciastku, który kocha bardziej, niż przeciętny Polak swojego Passata). Trochę też muzyk, tyle że wciąż nieznany. Kontakt bezpośredni: adamfrey@malecontent.pl
http://malecontent.pl
Top
%d bloggers like this: