You are here
Home > Technologia > Na chwilę przed premierą – Wiedźmin 3: Dziki Gon.

Na chwilę przed premierą – Wiedźmin 3: Dziki Gon.

(18.05.2015) Już tej nocy czeka nas trzęsienie ziemi. 

 

Premiera.

W ciągu najbliższych 24 godzin, już po raz trzeci pod skrzydłami polskiego studia developerskiego CD Projekt RED, zyskamy możliwość zanurzenia się w „zegranizowany” świat prozy Andrzeja Sapkowskiego. Nie wiem jak Wy, ale ja się jaram. Z tego co zdążyłem poczytać w internetach, które miały już dostęp do recenzenckiej wersji gry, to cały świat również się jara, a oceny absolutnie to potwierdzają. Nie udało się natomiast uniknąć pewnych zgrzytów, do których chciałbym się odnieść, bo wkurwiają mnie nieprawdopodobnie.

art02

Coście najlepszego narobili?

No bo tak, trzeci Wiesiek zapowiadany był już od dość dawna, a premiera kilkukrotnie przekładana. Oczywiście w trakcie procesu produkcyjnego co rusz karmiono graczy materiałami z gry, które wysadzały z kapci i urywały głowę przy samej dupie.

Szkopuł w tym, że kiedy do mediów wyciekły pierwsze materiały z grywalnej wersji gry w internetach zawrzało od nienawistnych komentarzy. Najbardziej oberwało się grafice, która mówiąc delikatnie, niespecjalnie przypominała to, co przedstawiano nam w pierwszych zwiastunach, które robiły niesamowite wrażenie. W finalnej wersji gry wszystkiego, w sferze graficznej, jest jakby mniej i gracze, którzy nie mieli jeszcze szans zagrać choćby przez minutę, zaczęli przekrzykiwać się w inwektywach pod adresem twórców. Wszystkim zaraz przypomniała się historią z downgradem grafiki w Ubisoftowym „Watch Dogs” i zrobiło się nieprzyjemnie.

art01

Miód.

I tutaj docieramy do sedna. Nie wiem jak Wy, ale ja pamiętam czasy, kiedy gra mogła mieć nawet tekstową grafikę i nie przedstawiać sobą nic, poza ścianą tekstu. Mimo to potrafiła być tak genialna, że przykuwała do ekranu na długie godziny. Jeśli ktoś twierdzi, że od tamtych czasów cokolwiek się zmieniło, to bardzo mi przykro. Jasne, fajnie kiedy gra robi na nas wizualne wrażenie, tylko ile pamiętacie z ostatnich lat gier, które miały do zaoferowania tylko świetną grafikę i nic poza tym? Niewiele? No właśnie, takich gier się nie zapamiętuje, chociaż zaręczam, że było ich naprawdę sporo.

Posiadając w ręku tak mocny argument, jak proza Andrzeja Sapkowskiego twórcy mają możliwość przyciągnięcia graczy milionem rzeczy niezwiązanych z graficznymi fajerwerkami. Dla mnie ta gra mogłaby być nawet w 2D, ale jeśli będzie miała w sobie coś, czym przykuje mnie na dłużej do ekranu, to nadal nie będę miał do twórców najmniejszych pretensji. Pamiętacie poprzednie części? Ta seria jest znana z technicznych niedoskonałości, z problematycznej mechaniki walki i różnych upierdliwości, które się za nią ciągnęły. Tylko że te problemy nie przeszkodziły jej w zrobieniu zawrotnej kariery i zdobyciu serc wielu graczy na całym świecie, nawet takich, którym bardzo słowiańska saga o Wiedźminie była zupełnie obca. Grafika nie jest wszystkim, co gra może nam zaoferować i tego bym się trzymał, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jakie tytuły potrafiły w ostatnim czasie zamieszać na rynku.

Do tego wszystkiego dochodzą sprawy techniczne. Twórcy zapowiedzieli możliwość eksploracji ogromnego świata i to bez podziwiania ekranów ładowania co 3 minuty (pamiętacie pierwszego Wiedźmina? chcielibyście powtórkę z „loadingów” na każdym kroku?). Sądząc po pierwszych recenzjach udało im się z tych obietnic wywiązać, a ogromny świat oznacza ogromne zapotrzebowanie na pamięć. Naprawdę byłoby spoko, gdyby gra wyglądała lepiej od rzeczywistości ale możliwość odpalenia jej miałoby tylko kilka osób w kraju, posiadających komputery kosztujące tyle, ile VW Passat z 2012 roku? Nie mówiąc już o konsolowcach, którzy jak wszyscy dobrze wiemy, dysponują sprzętem o wydajności przeciętnej mikrofalówki, ale też chcieliby pograć.

Pamiętajcie o jednej rzeczy. Gier komputerowych, a już na pewno tytułów klasy AAA, nie robi się charytatywnie. W produkcję tej gry zostały włożone ogromne pieniądze i miło by było, gdyby zwróciły się z nawiązką. Jeśli mają się zwrócić to potrzebni są gracze, którzy grę kupią. Przecież nikt normalny nie kupi gry, która nie uruchomi się na jego komputerze. Nikt normalny nie pozwoli też na wydanie gry na konsole, jeśli nie będą one w stanie udźwignąć jej w sposób, który zapewnia bezproblemową rozgrywkę. To jest biznes i nie ma się o co obrażać, bo gdyby nie biznes to wszyscy moglibyśmy pograć najwyżej w wojnę. Analogowo, papierowymi kartami. Albo w bierki.

art04

Jestem za.

Osobiście cieszę się, że twórcy gry ogarnęli, że grafika nie jest najważniejsza. Gdybym dostał kipiącą efektami wydmuszkę na 5 godzin grania byłbym zdecydowanie mocno rozczarowany, jednak w obecnej sytuacji mogę najbliższą dobę spędzić w niecierpliwym oczekiwaniu na grę, która jako jedna z nielicznych od dawna, będzie mi mogła zaoferować rozrywkę porównywalną z czytaniem dobrej książki. A to już bardzo dużo w świecie gier.

Galeria wpisu:

HAJSY!

wiedzme01

wiedzme02

wiedzme03

wiedzme04

wiedzme05

wiedzme06

Top
%d bloggers like this: