You are here
Home > #trustory > NFZ – Nasze Fartowne Zdrowie

NFZ – Nasze Fartowne Zdrowie

Po raz kolejny niby rozumiem, ale pojąć nie mogę. Jak cholera być w tym kraju zdrowym? A jak być chorym? Ano właśnie, konkluzja tu jest taka, że żeby móc chorować trzeba być zdrowym. Chore.

Przytrafiła mi się niedawno rzecz taka, która koniecznie wymaga zabiegu chirurgicznego… i tu się zaczynają schody. Schody do gabinetu Pani doktor. Aż mnie wzdryga na wspomnienie tych dni.

Pierwsza kwestia uderzająca w oczy za raz po wejściu do placówki to kolejka. Kurwa, jak za PRL po zakup żarcia. Naprawdę, wchodząc do szpitala czuję się jakbym przeniósł się w czasie wstecz, co prawda Ja nie mogę wiedzieć jak było, bo za PRL byłem noworodkiem, ale opowiadania starszyzny edukują i wiem, co się wtedy działo. Nie dość, że każą Ci przyjść na 7 rano, choć lekarz jest, od 10, ale przecież trzeba się zarejestrować. Ale nie tak łatwo… trzeba przedtem przeżyć stojąc między różnej maści pacjentami, tych starszymi, śmierdzącymi i narzekającymi na wszystko dokoła w pierwszej kolejności. No to stoję… I stoję, dalej stoję. Mija godzina, jestem w połowie, sukces! Obok mnie jakaś babcia prawie zemdlała, cóż się dziwić taki zaduch, jak w saunie. Ale nie! Stójcie i czekajcie pajace! Wasza wina! Po co chorujecie? Po kolejnej godzinie dostałem się do okienka rejestracji. I tutaj zonk! Nie ma numerków. Zniechęcony idę przed gabinet, gdzie zastaję kolejną chmarę ludzi, spoconych, dyszących, znudzonych, czekających na swoją kolej. Staram się pamiętać, że jestem za dziadkiem w niebieskiej bluzce, a on chyba za tą babcią w zielonym, chociaż kurde nie jestem pewien. Ciągłe kłótnie, kto, za kim był, przekomarzanie się, kto teraz wchodzi, burzy cały, jakikolwiek system oczekiwania na wejście do doktor. Mija kolejna godzina. Do gabinetu wchodzi kolejny pacjent. Ale moment, moment, dlaczego nie ten, który był teraz w kolejce? Ano, dlatego, że to jaśnie wielmożna Pani doktor zdecydowała, że teraz gościu w niebieskim z plastrem na czole wchodzi, bo tak i chuj. Ten obrazek burzy spokój na korytarzu, ludzie się gotują, nerwowo chodzą, jakiś koleś z nosem jak pomidor zaczyna coś mruczeć, następnie rzucił parę kurew pod adresem administracji i ogólnego porządku i poszedł zajarać. Ja lekko tylko zmarszczyłem czoło, czekam dalej. Nie chcę wtrącać się w obecną dyskusję odnośnie zajścia całego, nie chcę się denerwować. Poza tym wystarczy, że staruszki siedzące na krzesłach dość głośno wyrażają swe opinie wszelakie, co w następstwie powoduje, że Pani doktor w spokoju pracować nie może i zmuszona jest uciszać to całe towarzystwo na korytarzu. Ona w ogóle spokojna nie jest. No, bo przecież, czy byłbyś spokojny, gdybyś musiał zapierdalać na 3 gabinety na raz?! Tak, to jest prawda, Pani doktor zasuwa, co i rusz do innego gabinetu i w między czasie przyjmuje pacjentów. I nie ma mowy z nią dłużej pogadać, to ona mówi ci jak jest i jak ma być, a Ciebie nie łaska wysłuchać, bo trzeba w gabinecie 113 obejrzeć pacjenta z bólem palca, a ona zaraz wróci. Mija 10 minut, nie wróciła. Pewnie musiała ujebać mu palec.

Gdy już szczęśliwie Pani doktor dotarła do rodzimego gabinetu, byłem zbyt zmęczony tą całą zawieruchą, żeby cokolwiek jeszcze mówić. W tej całej bieganinie i stresie, który generowany jest przez nią samą wespół z pacjentami, pozapominałem, o co chcę zapytać. Jak to poradziła mi kiedyś inna Pani doktor w przychodni…poczyta Pan sobie w intrenecie. No normalnie opieka medyczna XXI wieku! W ogóle nie wiadomo, po co My pacjenci chodzimy do lekarzy i im dupę zawracamy. Powinniśmy czytać internety i się sami leczyć!. I recepty sobie pisać i drukować. I to w ogóle jest nasza wina, że chorujemy. Naprawdę, poziom poszanowania pacjenta w placówkach państwowych jest chyba mniej niż zerowy. Mówiłam Panu, żeby Pan brał te lekarstwa i czekał! Po co Pan do mnie przychodzi?

Można by rzekę słów napisać o tym wszystkim i tak by nie starczyło. To jest tylko wycinek, skrawek tego, co się dzieje. Wy to znacie. My wszyscy to znamy. I za to płacimy. Najgorsze, jest to, że musimy, nie ma innego wyjścia. A oni w tych placówkach nadal nas tak traktować będą. Bo jest nas za dużo, oni padają ze zmęczenia. Bo ich jest mało. Bo system jest taki pojebany, że więcej ich być nie może. Bo nie ma kasy.  Czyli reasumując, wpłacić za coś, czego nie dostajemy, mimo, iż nam się należy jak psu micha. Bo płacimy.

Na koniec chciałem napisać, że biegałem do szpitala chyba z 5 razy, za każdym powtarzając ten sam schemat. Mnie samego ciągano między gabinetami łącznie z oczekiwaniem na wejście do nich. 3 godziny, żeby załatwić coś u lekarza, może okazać się bardzo niewystarczające. Nigdy więcej NFZ.

  • zraisok

    Jak masz coś „za darmo”, to dostajesz gówno. Przyzwyczaj się.

    • Tylko że to nie jest za darmo – albo Ty, albo Twój pracodawca odprowadzacie obowiązkowo składki co miesiąc i nikt Was nie pyta, czy macie ochotę.

      • zraisok

        Dlatego jest cudzysłów. Jednakże w świadomości ludzi funkcjonuje myślenie „za darmo”. To jest bardzo szkodliwa postawa. Myślę, że jednak bardziej niebezpieczne jest spojrzenie od strony np: lekarza. On nie dostaje pieniędzy od pacjenta, od dostaje pieniądze z resortu. Czyje więc wymagania będzie spełniał? I nie ma znaczenia, że te pieniądze są de facto z kieszeni podatnika. Liczy się, od kogo dostaje się pieniądze bezpośrednio.

Top
%d bloggers like this: