You are here
Home > Lifestyle > Nie mam nic, a po raz pierwszy w życiu czuję, że mam wszystko. 

Nie mam nic, a po raz pierwszy w życiu czuję, że mam wszystko. 

Wszystko co dotąd oglądałem i czytałem próbowało mi wmówić, że szczęście i nieszczęścia chodzą parami. Gdy jest dobrze czujemy oddech na karku, że prędzej czy później musi się to spierdolić. Jeżeli jest źle mówimy, że słońce musi kiedyś zaświecić. Nie mam pojęcia czy istnieje bardziej utopijny pogląd.

Istnieje.

Kiedyś na imprezie od kumpla w stanie wskazującym usłyszałem jedną z najbardziej banalnych i jednocześnie niepowtarzalnych sentencji: Czasami jest dobrze czasami jest źle.

Banalne w chuj. To teraz spróbuj zaprzeczyć.

Teraźniejsza kultura stworzyła ludzi niezadowolonych z życia. Każdy pragnie mieć to, co może zobaczyć. Dzieje się tak, że ludzie sukcesu mają możliwość uchylić rąbka swojego życia. Mimo świadomości, że będzie to wybrany fragment, który jest tym najbardziej kolorowym jest on połykany w całości. Odnoszę wrażenie braku radości w ludziach. Każda z osób, która mnie otacza chce mieć więcej, chce mieć to co widzi, co zobaczyła.

Pozornie zobaczenie czegoś lepszego, interesującego powinno motywować ludzi do posiadania tego, zgłębienia. Najlepszym przykładem na tą tezę niech będą imigranci z Syrii, którzy przypłynęli do naszego europejskiego świata, bo zobaczyli go na zdjęciach.

Czy wszyscy są płynącymi emigrantami?

No właśnie kurwa nie. Współcześni ludzie potrafią jedynie marudzić i narzekać, czują, że bez względu na to co mają nie będą mieć tego co widzieli. Świat z Instagram’a pozostanie dla nich tylko tym światem, niezależnie czy chodzi o drogi zegarek, bardzo odległe miejsce, czy drogą torebkę.

Dlaczego w ogóle o tym piszę?

Bo ja tak nie umiem i ostatnio spotkałem paru ludzi, którzy napierdalają bo w coś wierzą. Tak samo jak ja, nie potrafią zrezygnować z siebie, ze swoich marzeń i swoich pragnień. Niezależnie od tego jak jest idą i cieszą się tym co mają. Bawi ich dziś, ciekawi jutro. Banalne nie?

Nie umiem powiedzieć czy mam okres dobry czy zły. Po kilku latach związku, kobieta, którą kochałem powiedziała, że nie czuje nic głębszego do mnie niż tylko przyjaźń. Po prawie dziesięciu latach musiałem wrócić do rodzinnego domu, który już nie wiem czyj jest ale na pewno nie mój. Gdyby przykrości było mało mój ojciec, który był dla mnie archetypem końskiego zdrowia zachorował na raka.

Przejebane nie?

W pewnym sensie na pewno. Zmiana miejsca zamieszkania, brak bliskiej osoby to inna rzeczywistość. Do tego wszystkiego z lekkim sarkazmem, wręcz auto ironiom dorzuciłem zmianę pracy. Zrezygnowałem z ciepłej wygodnej posadki, w firmie gdzie moja pozycja była niezagrożona, a jej polityka pozwoliłaby mi tam dotrwać do emerytury. W cieple, spokoju i szacunku do siebie oraz pracy (mam nadzieję, że wiesz na czym polega ta forma szacunku ;) ). Zmiana formy zatrudnienia, na bycie kontraktorem jest trochę szalona.

Ale ja muszę napierdalać. Nie umiem żyć w nudzie. Nie umiem mieć pretensji o rzeczy, które widzę, a których nie posiadam.

Dlaczego?

Bo to ja decyduję z czego jestem dumny. Bo potrafię być dumny z tego co mam i kim jestem. Z tego, że dałem radę.

Nie irytuje mnie fakt, że ktoś posiada więcej. Tylko ja wiem jaką drogę przeszedłem po to co jest.

Bardzo drażni mnie świecie Twoje podejście: oooo ten to ma.

Czemu tak mało Ciebie droga publiczności dostrzega, że ktoś na to po prostu zapracował. On ryzykował, on zapierdalał i ma. Nie spadło z nieba, nikt nie wyciągnął z kapelusza. Ktoś zapracował.

Kilka osób w życiu powiedziało o mnie, że jestem inteligentny. Garstka z nich zauważyła, że muszę sobie radzić z brakiem zrozumienia. Co zrobić, gdy Ty już znasz odpowiedź, rozwiązanie, a ktoś jeszcze przedstawia ci zadanie?
Zrozumienie jest dla mnie częścią akceptacji, czyli według Maslowa jedną z najniższych w hierarchii potrzeb człowieka. Co jeżeli czuję, że oczekiwanie na czyjąś akceptację mnie hamuje? Jeżeli nie umiem zrezygnować z mojego ja? Ze mnie, który musi napierdalać, który czuje radość z bólu zwycięstwa najmniejszej głupoty jaką pokona. Człowieka dumnego, zadowolonego z tego co jest, bo sam wymyśla i kreuje to co go otacza. Gościa, który ucieka przed nudą w pracy i stwarza sobie kolejne zajęcia.

Nie mam nic, a po raz pierwszy w życiu czuję, że mam wszystko.

Piotrowi S. Żebyśmy mogli rozmawiać w lakierni o jakiej marzysz.

Frantz Meixner
Dziecko drugiej połowy... A w zasadzie dwóch połówek. Nie pije, nałogowo rzuca palenie i irytuje szefa ciętymi ripostami. Codziennie biega za psem i nadużywa służbowego telefonu. Bo musi. Programista, który odrzucił karierę w NASA na rzecz majstrowania przy starych samochodach. Lubi disować, a najbardziej swoją siostrę. Tę z wyboru, a nie od urodzenia
http://malecontent.pl
Top
%d bloggers like this: