You are here
Home > Lifestyle > Niszczące trzęsienie ziemi u wybrzeży Portugalii pochłonęło ponad 100 000 ofiar

Niszczące trzęsienie ziemi u wybrzeży Portugalii pochłonęło ponad 100 000 ofiar

Po trzęsieniu ziemi w ulicach centrum Lizbony powstały wielkie wyrwy. 40 minut później fala tsunami zalała miasto, a trwające przez 5 kolejnych dni pożary dokończyły dzieła zniszczenia.

 

Kataklizm uderzył u wybrzeży Portugalii około 9:30, rankiem 1 listopada 1755 roku. Jak zwykle tego dnia obchodzono dzień Wszystkich Świętych, co jak się później okazało, powiększyło tylko rozmiar tragedii.

Zaczęło się od trzęsienia ziemi, którego siłę szacuje się dziś na 8,5-9 magnitudo. Jego epicentrum znajdowało się na Atlantyku, około 300 km na południowy zachód od Lizbony. Pomimo tej odległości w samej Lizbonie ziemia zaczęła rozstępować się, tworząc w ulicach szerokie nawet na 5 metrów wyrwy. Budynki waliły się, pogrążając pod ruinami wielu z 275 tysięcy mieszkańców stolicy Portugalii, a rozpalone nad ranem świece wznieciły ogromną liczbę pożarów we wszystkich częściach miasta.
W trakcie trzęsienia ziemi ludzie wybiegali z budynków, by schronić się w bezpiecznej odległości od zawalających się konstrukcji. Ci, którzy byli w tym czasie przy porcie, zaobserwowali niespotykaną rzecz. Morze cofnęło się i odkryło dno, ukazując znajdujące się tam towary i wraki. 40 minut po trzęsieniu ziemi woda zaczęła się podnosić. 3 fale tsunami, o wysokości od 6 do 20 metrów, uderzyły w miasto i spiętrzyły wody przepływającego przez nie Tagu.Stąd nie było ucieczki. Zniszczone budynki, ziejące wyrwami ulice, z jednej strony miasta niepohamowany żywioł tsunami, a z drugiej szalejące pożary. Z tymi ostatnimi walczono jeszcze przez 5 dni. W samej Lizbonie w wyniku tych wszystkich zdarzeń zginęło około 90 tysięcy ludzi. Zasięg trzęsienia ziemi i fali był ogromny, szacuje się, że z ich powodu kolejne 5 tysięcy osób zginęło w Hiszpanii i około 10 tysięcy na północnym zachodzie Afryki.

Najwyższe fale miały około 20 metrów wysokości, ale nawet 1500 km dalej, u wybrzeży Wielkiej Brytanii, zanotowano uderzenie fali o wysokości 3 metrów. Warto w tym miejscu zauważyć, że tsunami znacząco różni się od zwykłej morskiej fali. Tsunami przemieszcza się z ogromną prędkością i ciągnie z sobą ogromne masy wody. Nie jest to więc typowa fala, to raczej nagłe podniesienie się poziomu morza o wskazaną wysokość.

Jak nagłe? Z powyższej grafiki możemy wyczytać, że lizbońskie tsunami do Islandii dotarło w 5 godzin, a 8 godzin wystarczyło mu, by pokonać cały Atlantyk. Daje to prędkość przemieszczania w okolicach 660 km/h na otwartym morzu, gdzie tsunami może być nawet niezauważone. Przeważnie ma tam ledwie kilkadziesiąt centymetrów wysokości. Dopiero przy brzegu zwalnia i spiętrza się, tworząc wysokie i niszczycielskie fale.

Zniszczenia w Lizbonie

W stolicy Portugalii 85% budynków zostało doszczętnie zniszczonych. Kataklizm nie oszczędził znaczących pałaców, teatrów, czy perełek architektonicznych wzniesionych w unikatowym stylu manuelińskim. Znaczące było też zniszczenie biblioteki królewskiej i przechowywanych w niej 70 tysięcy woluminów i dzieł sztuki. Bezpowrotnie utracono wiele z obrazów Tycjana, Rubensa, czy Corregio. Zniszczeniu uległy też szczegółowe opisy wypraw prowadzonych przez Vasco do Gamę i innych odkrywców.

Dwór Królewski

W dniu katastrofy Józef I Reformator, ówczesny król Portugalii, wyjechał wraz z rodziną ze stolicy zaraz po pierwszej porannej mszy, unikając tym samym katastrofy. Było to życzenie jednej z jego córek, która chciała spędzić ten dzień z dala od Lizbony. Jak widać, uratowała w ten sposób całą rodzinę królewską przed zagrożeniem.

Król był tak przerażony tym co się stało, że do końca życia unikał przebywania w budynkach a zaraz po katastrofie nakazał wystawić królewskie miasteczko namiotowe.

Ciekawa reakcja, która służy nam do dziś

Właściwą władzę wykonawczą sprawował Markiz de Pombal, który szybko zareagował na te wydarzenia i poza programem odbudowy, zarządził też przeprowadzenie nietypowej operacji. Do wszystkich parafii w kraju rozesłał szczegółową ankietę, w której znalazły się pytania takie jak:

– Ile czasu trwało trzęsienie ziemi?
– Ile wystąpiło wstrząsów wtórnych?
– Jakie zniszczenia nastąpiły?
– Czy zwierzęta zachowywały się w nietypowy sposób?
– Co działo się w studniach i zbiornikach wodnych?

Ten ruch uznano potem za narodziny współczesnej sejsmologii. Było to pierwsze, zakrojone na tak szeroką skalę, naukowe podejście do tematu trzęsień ziemi. Większość z zebranych w tym czasie materiałów do dziś znajduje się w Portugalskim Archiwum Narodowym i dzięki nim współcześni naukowcy mogli odtworzyć przebieg tamtych dni. Porównując wyniki ankiet współcześni naukowcy określili, że epicentrum znajdowało się w uskoku transformacyjnym Azory-Gibraltar, a w momencie trzęsienia dno morza zapadło się o 30 metrów na obszarze o promieniu 300 km.

Misja specjalna architektów i ich nowatorskie metody

Do opracowania planu odbudowy miasta ściągnięto świetnych architektów i konstruktorów. Oczyszczenie miasta ze zgliszczy zajęło niecały rok i od razu po tym przystąpiono do prac nad nową Lizboną. Budynki na życzenie króla miały być jednak bardzo nietypowe – miały być odporne na trzęsienia ziemi. Wymagało to wprowadzenie wielu nowatorskich rozwiązań. Z dzienników prac wiemy, że architekci konstruowali z drewna makiety budynków, a ich odporność na kataklizm sprawdzano przez symulację wstrząsów. Tutaj należy oddać hołd fantazji ówczesnych inżynierów, ponieważ do wywoływania sztucznych wstrząsów zatrudnili oni wojsko. Materiały wybuchowe? Strzał z armaty? Nic z tych rzeczy. Wokół makiet maszerowały równym krokiem plutony żołnierzy.
Może to brzmieć trochę głupio, ale to był naprawdę dobry pomysł. Dzięki niemu właśnie w Lizbonie powstały budynki, które uważane są za jedne z pierwszych w historii budowli odpornych na trzęsienia ziemi. Możemy podziwiać je do dziś w dzielnicy Baixa Pombalina.

Echa katastrofy

Wydarzenia 1755 roku odbiły się szerokim echem w kulturze ówczesnej Europy. Znaczące było to, że Portugalia uchodziła za jeden z najbardziej oddanych katolicyzmowi krajów, a kataklizm zniszczył właściwie wszystkie najważniejsze kościoły w Lizbonie i pogrzebał pod ich gruzami tysiące ludzi. Dla XVIII-wiecznych filozofów i teologów taki przejaw boskiej niełaski był nie do pojęcia i nie do wytłumaczenia. Wydarzenia te wpłynęły na twórczość Woltera, czy Kanta.

Dziś pamięć o tej tragedii wymaga przypomnienia choćby na łamach tego portalu, bo nie jest to wiedza szczególnie znacząca dla historii naszego kraju, przez co nie jest często przytaczana. Jak to jednak w życiu bywa na różne ciekawe odniesienia możemy natrafić w najmniej spodziewanych miejscach i tak na tle lizbońskiego trzęsienia ziemi rozgrywa się np. część akcji gry Assassin’s Creed: Rogue

A tutaj to samo miejsce współcześnie:
Oryginalnie opublikowano na JoeMonster.org
Top
%d bloggers like this: