You are here
Home > Pasta > O wartości utraconych uczuć i emocji… #pasta

O wartości utraconych uczuć i emocji… #pasta

Czasem trzymamy w ramionach piękne uczucie, z wartości którego zdajemy sobie sprawę, dopiero kiedy je stracimy… dziś nieco sentymentalnie właśnie o tym.

 

Czasem mam wrażenie, że ona zawsze była ze mną. Odkąd pamiętam. Pewnie wielu z Was miało tak samo, a nawet jeśli nie, to doskonale zrozumiecie sytuację.

Zaczęło się w dzieciństwie. Nie byliśmy jakoś nierozłączni, ale zawsze była gdzieś blisko. Wspólne wyjazdy nad jezioro, wspólne ogniska, imprezy rodzinne. Cała moja rodzina bardzo ją lubiła i jej obecność w tych miłych chwilach zawsze była bardzo naturalna.

Będąc dzieckiem, nawet nie zastanawiałem się nad tym, skąd tak naprawdę się wzięła i jak to wszystko się zaczęło. Po prostu zawsze była, kiedy jej potrzebowałem i nigdy mnie nie zawodziła. Tym chwilom towarzyszyła masa uśmiechu i zabawy. Kiedy tylko przypomnę sobie jej wygląd, czy zapach, bo zawsze pięknie pachniała, to od razu widzę przed oczami moją wesołą rodzinę, przez myśli przelatuje mi obrazek, na którym wujkowie opowiadają jakieś śmieszne historie, a ja śmieję się do rozpuku.

Zabawa, tak, zabawa, zawsze jak była z nami to do wieczora musiałem mieć umazaną buzię i ubranie. Moi rodzice nigdy nie byli źli, rozumieli, że dzieci już tak mają i często śmiali się z tego. Co sprawia, że jeszcze lepiej wspominam te czasy.

Czas jednak mijał. Ja wyprowadziłem się od rodziców i, wstyd się przyznać, zapomniałem o niej, choć spędziliśmy razem tyle pięknych chwil.

Wszedłem w dorosłe życie i wszystko to, co dziecięce zostawiłem za sobą, więc z mojej głowy zniknęły te wszystkie wspomnienia, nie nosiłem ich w sobie. Czasem ze swoim życiem radziłem sobie lepiej, czasem gorzej, ale to było zupełnie nowe życie, które zostawiło za sobą wszystko to, co było wcześniej. Niczym po przejściu przez magiczne lustro, przez które można przejść tylko w jedną stronę.

Zapomniałem. Jak szczyl, jak gówniarz. Nie pamiętałem o tym, ile radości w życiu mi dała.

W końcu nadszedł gorszy czas w moim życiu. Miałem problemy z pracą, z pieniędzmi, w ogóle ze sobą. Moje myśli były szare i gęste niczym poranna mgła. Mgła, która lepi się do ciała, sprawia, że robi się zimno. Mgła, która zasłania wszystko to, co piękne.

To był okres okołoświąteczny w zeszłym roku. Snułem się z zamgloną głową po mieście. Spotkał mnie mój znajomy i pewnie z tej świątecznej życzliwości zaprosił mnie do siebie – powiedział, że robi małe przyjęcie i tylko wyskoczył po alkohol do sklepu. Zgodziłem się, wiedziałem, że sam sobie z tym wszystkim nie poradzę.

Weszliśmy do niego, zdjąłem buty, płaszcz, wszedłem do salonu i wśród świątecznego stołu i kilku znajomych… zobaczyłem właśnie ją.

Wszystkie wspomnienia z dzieciństwa spłynęły na mnie w ułamku sekundy wodospadem ciepła. Cała mgła w mojej głowie nagle się rozeszła, a ja stałem jak wmurowany i patrzyłem na nią, nie zwracając na nikogo uwagi. Wyciągnąłem rękę w jej stronę, zrobiłem krok w przód. Byłem jak w pijackiej malignie, jakbym nie chodził po podłodze, tylko unosił się nad ziemią, czas stanął w miejscu, wszystko to, co poza nami wydawało się rozmyte i przygaszone.

Wszyscy patrzyli na nas, kiedy trzymałem ją w ramionach, a ja nie potrafiłem wstrzymywać już uczuć. Kiedy dotknęła jej pierwsza łza spadająca z mojego policzka, wiedziałem, że emocji jest zbyt wiele. Mocno trzymałem ją dłonią, przeprosiłem wszystkich i spytałem gospodarza, czy nie będzie miał mi za złe, jeśli ją “porwę” z tej imprezy.

Był szalenie zdziwiony, jakby nie wiedział, o co mi chodzi, ale po chwili zaskoczenia wrócił na ziemię i powiedział “tak, tak, jasne, oczywiście, nie ma sprawy, śmiało, jeśli Ci to tylko pomoże, to będziemy wszyscy się bardzo cieszyć”.

Wiem, że nie rozumiał, w końcu ciężko takie rzeczy rozumieć na pierwsze piknięcie serca. Ja sam dopiero w momencie, w którym ją zobaczyłem, uświadomiłem sobie, że tak naprawdę ja zawsze ją kochałem.

Wziąłem ją do siebie do domu. Usiadłem naprzeciwko niej i patrzyłem tylko niemo. Nie potrafiłem poradzić sobie z emocjami, a ona, wydawała się w tej chwili bardzo zimna i zamknięta.

W końcu wstałem, podszedłem do niej, dotknąłem delikatnie… próbowałem dostać się do jej wnętrza. Opowiadałem różne historie, które pamiętałem z dzieciństwa, głaskałem ją, mówiłem o tym, jak bardzo się denerwowałem, kiedy wszyscy przekręcali jej imię, ale ona wydawała się niewzruszona. Próbowałem mocniej, a w końcu wydawało mi się, że przez tę niemoc stałem się aż agresywny, ale nic jej nie ruszało, a z każdą chwilą czułem, że tylko oddalam się od tego pięknego obrazu z dzieciństwa i że to wszystko nigdy już nie wróci. Nerwów i frustracji było we mnie coraz więcej, jednak udało mi się uspokoić.

Tak, chodziło o to, żeby dotrzeć do niej sposobem, była po prostu mocno zakręcona, więc kiedy otworzyła się przede mną, to pierwszą rzeczą, jaką zrobiła, było umazanie mi buzi i spodni. 

Siedziałem przy stole w brudnych spodniach i znów śmiałem się do rozpuku. 

Musztarda Sarepska, Boże jak ja ją kocham  

Piotr Iskra
Piotr Iskra - z życiowych dokonań najbardziej znaczącym będzie to, że nie ukończył szkoły podstawowej. Mimo wszystko "Nie ma wymówek!" #noexcuses
https://www.instagram.com/piotriskra/
Top
%d bloggers like this: