You are here
Home > Lifestyle > O żydach i gejach nie wypada mówić

O żydach i gejach nie wypada mówić

Brzmi strasznie, co?

Zaczniemy od żydów.

Czujecie te ciarki pod kopułą czytając powyższe zdanie? Ja czuję. Za każdym razem, kiedy w widnokręgu pojawia się słowo ‚żyd’ czuję się nieswojo. Czy jestem antysemita? Nie, nie jestem. Mój strach przed używaniem słowa ‚żyd’ został wszczepiony zaraz po narodzinach. Z żydami nie ma to nic wspólnego, po prostu boję się tego słowa.

Pamiętam z uroczych rodzinnych obiadków u dziadków, że ‚żydami’ nad stołem szafowało się bardzo hojnie. Żydzi to, żydzi tamto, żydzi winni wszystkiemu, żydzi stoją za wszystkim, ten był żydem, tamten był żydem i może jeszcze Curie-Skłodowska też była żydem. Na większych rodzinnych spotkaniach dziadkowie wraz ze swoimi rówieśnikami przekrzykiwali się nad stołem licytując się na winy żydów, zakrzykując się dosadnymi epitetami uzupełnionymi o daty i koordynaty geograficzne. Ostatecznie padało przeważnie głośne „Ty żydzie i komunisto!” wraz z mocnym trzaskiem pięścią w stół, po którym zapadała cisza, a śmiertelnie obrażony gość wychodził, by nie przekroczyć już nigdy progu tego domostwa… no przynajmniej do kolejnej niedzieli. Myślę, że wiele polskich domów przeżywało to samo i wielu z Was może to potwierdzić. Pozostali muszą wierzyć na słowo.
I zaznaczam: ja nie oceniam czy to było złe czy dobre, to był po prostu element krajobrazu w latach dziewięćdziesiątych jakie pamiętam. Zapewne w niektórych miejscach trwa to do dziś.

„Babciu a co to są ci żydzi?”

– A widzisz wnuczek, żydzi to jest taka zakłamana nacja…

„Dziadku…”

– ŻYDZI! WSZYSTKO ŻYDZI!

„Mamo…”

– Daj mi spokój, ja całe życie o żydach słucham, jeszcze Ty teraz…

Wiedziałem po prostu, że żydzi to coś złego, ale nie dlatego, że byli oskarżani o wszystko, bałem się samego słowa „żyd” bo go nie rozumiałem, a czego nie znamy, tego się boimy. W międzyczasie w telewizji i mass-mediach nie używało się chyba w ogóle słowa ‚żyd’ – taki temat nie istniał. W szkołach Panie uczulały na to, żeby nie wymawiać tego słowa, bo można kogoś obrazić. Zakopać to słowo. Zniszczyć, zapomnieć. Niech nikt nie używa słowa ‚żyd’.  Nie wolno. Do uszu dochodziły tylko historie o tym, jak to jeden z drugim żyd oskarżył kogoś o nękanie, gnębienie, grożenie itd. Dlatego, że ktoś nazwał go tak a nie inaczej, dlatego, że ktoś się krzywo spojrzał. Ile w tym legendy? Nie wiem, nie oceniam. Jednego jestem pewien, słowo „żyd” wymawiało się szeptem, rozglądając się czy nikt nie podsłuchuje.

To wszystko sprawiło tylko, że słowo „żyd” brzmi dla mnie tak obco, szorstko i niebezpiecznie, że w codziennych rozmowach nie używam go do dziś, ze strachu przed popełnieniem jakiegoś „faux pas”. To jest nic, dzisiaj już to i owo doczytałem w encyklopediach i internecie, ale gdyby przed dwunastoletnim mną stanął gość i powiedział „jestem żydem” to prawdopodobnie obsrałbym się ze strachu nie wiedząc, ani jak zareagować, ani którędy uciekać.

W każdym razie ogromny niesmak w używaniu tego słowa pozostaje do dziś. Nie przez opowieści dziadków, tylko przez tą ogólnospołeczną, wymuszoną poprawność polityczną, która po cichu zakazywała używania słowa „żyd”. Bo po prostu nie wypadało. Bo można było kogoś urazić. Po prostu lepiej było nie używać tego słowa, bo nie byliśmy pewnie co wolno, a czego nie.

Przejdziemy do gejów

Nie wiem, czy już wyłapaliście do czego dążę, ale dla podkreślenia rozwinę: Dziś to samo dzieje się z pojęciem „gej” – ja już tutaj mam zgrzyt. Jak powinienem mówić? Gej niby jest w porządku, ale spróbuj powiedzieć do kogoś „geju”, wikipedia mówi, że „homoseksualista” to też obraźliwe określenie. Szereg innych Korwinowskich homosiów i części rowerowych to już zupełnie odpada. Nie piszę tego, żeby kogoś obrazić, zauważcie proszę, że znów jest ten problem, że nie wiadomo jak użyć rodzimego języka. Nie wiadomo jak zjawisko nazwać, co znaczy, że zjawiska dobrze nie znamy, a jak wspominałem wcześniej „boimy się tego, czego nie znamy„. Uczula się szeroko i społecznie, żeby nie używać wszelakich zwrotów, żeby nie nazywać tak kolegów, żeby do właściwych gejów w ogóle najlepiej nic nie mówić itd…

Ostatnio przechodzimy ciągle przez te tematy z paleniem i odnawianiem tęczy, przez marsze i pochody LGBT, manifestacje, wrzucanie sobie tęczowych fotek w portalach społecznościowych itd… a to jest dokładnie to samo co wspomniane wcześniej krzyczenie nad rosołem „Ty żydzie i komunisto”. Niczemu konkretnemu to nie służy. Ten „żyd i komunista” i tak za tydzień wróci i gadka zacznie się od nowa. Nie rozumiem, absolutnie nie rozumiem po co rozpala się ten ogień. Nie jest to dla mnie w żadnej mierze zrozumiałe bo brak mi w tym jakiejkolwiek logiki. Nie żyjemy w czasach, ani w państwie w którym za bycie gejem nabija się na pal, ćwiartuje, sypie solą i rozrzuca krukom i wronom. Nie żyjemy też w państwie w którym przeciętny mąż rodziny biega za gejami z wiatrówką i ładuje im śrut w tyłki. Ludzi nie obchodzi to z kim kto sypia, a nawet jeśli chcą się w tej kwestii wypowiedzieć, to wypowiadają to albo do czterech ścian, albo do telewizora, bo przecież nikt nie wejdzie gejowi do sypialni i nie będzie go pouczał „Jak żyć”. Nie mamy wspólnej wolnej przestrzeni w której moglibyśmy ingerować w życie osób homoseksualnych. Ale… tutaj z pomocą przychodzą barwne korowody sunące przez miasto. Na nich można się już jakoś wyżyć, na nich można swoje zdanie pomanifestować. Poza tym w tłumie jakoś tak łatwiej, bo bardziej anonimowo i przeważnie nie bierze się do głowy odpowiedzialności za to co się robi. I to się tyczy w pełni obu stron. Jedni i drudzy pokazują jak bardzo są inni. Jak bardzo się od siebie różnią. Prawda jest taka, że chodząc do łózka z przedstawicielem tej czy innej płci – ciągle będę tym samym człowiekiem i widząc mnie na ulicy nie będziesz się nawet zastanawiać nad tym, z kim i co robię „po godzinach”.

Bo tak z goła patrząc to jaka jest różnica między gejem a heterykiem? Żadna. Mam natomiast wrażenie (i za to możecie mnie zjechać z góry do dołu – jak chcecie), że środowiska LGBT swoimi manifami i pochodami chcą na siłę pokazać, że jednak są inni, że jednak się różnią, że gej to zawsze będzie kolorowy, podskakujący, roztańczony chłopczyk o zniewieściałych manierach i pół-kobiecym głosie. Że nie ma osób, które są transgenderyczne(?) są tylko Drag Queens tańczące w rytmie techno ubrane w boa z piór. Że Geje, Lesbijki, Bi, Trans i heterycy to zupełnie różne kategorie ludzi. A moim skromnym zdaniem w manifach nie bierze udział nawet procent rzeczywistych gejów i lesbijek, ale wystawiają wizytówkę wszystkim.

Akcja z wklejaniem sobie tęczowych profilówek w portalach społecznościowych… na znak równości. To znów jest to samo – to nie jest głos „hej, żyjemy wśród Was, jesteśmy tacy sami” to jest krzyk „Jesteśmy tutaj i jesteśmy od Was inni! Deal with it! Różnimy się bardzo! Musicie się z tym pogodzić!”. Tak to odbieram, a to jest po prostu zastraszanie i zniechęcanie do siebie. Chociaż dla mnie akurat to zwykła farsa i spływa to po mnie jak po gęsi, ale dla tych którzy są na nie, to już jakiś element zapalny.

Bez względu na to co wyżej, moje zdanie na temat osób o innej od mojej orientacji czy o innym wyznaniu – nie zmieni się. Mój światopogląd jest bardzo silny i nie trzeba mnie do niczego przekonywać, ani od niczego odwodzić. Nie czuję się nawet na siłach, żeby przedstawiać swoje konkretne stanowisko w kwestii tego czy homoseksualizm jest dobry, czy zły. Ja nawet nie muszę mieć takiego stanowiska, uszanujcie to. Dochodzimy jednak do sedna, które ma uniwersalne zastosowanie na każdej płaszczyźnie, czy to w/w, czy politycznej, czy religijnej,

Ergo:

Konflikty między obozami nie są spowodowane różnicą zdań, są spowodowane oszołomstwem i fanatyzmem.

I tego, proszę Was, unikajmy. Od tego trzymajmy się z daleka.

  • zraisok

    jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze; żydzi byli potępiani, bo mieli pieniądze, teraz z drugiej strony, na holokauście i wielkiej tragedii próbuje się zbić kapitał, także polityczny; w temacie gejów podobnie: nagłaśnia się wielką tragedię homoseksualistów (?): dziennikarze mają kontrowersyjny temat, politycy kogoś za kim się mogą ująć; jeśli o mnie chodzi, nie przerażają mnie te terminy ani trochę, raczej wywołują odruch wymiotny; i to nie dlatego, że nienawidzę żydów czy gejów; po prostu nie mam ochoty słuchać, czytać czy rozważać nad tym tematem; dlaczego więc piszę ten komentarz? – ot, żeby samemu sobie myśli poukładać i nie zajmować się tym więcej; przyjmuję nastawienie naszego króla Stefana Batorego: „nie jestem królem waszych sumień”; ani religia ani pogląd na to czy ktoś lubi mieć kutasa w dupie czy nie, nie jest dla mnie powodem do tego, żeby kogoś potępiać, ani do tego, żeby komuś dawać przywileje; jest to po prostu każdego prywatna sprawa

    • I właśnie to jest neutralne – moim zdaniem właściwe – podejście. Bo wygląda to trochę tak, że ktoś na siłę każe nam zajmować się problemem, który nie istnieje. :) A nam to wszystko już po ludzku zbrzydło.

Top
%d bloggers like this: