You are here
Home > Lifestyle > Ostatni oddech pachnący latem…

Ostatni oddech pachnący latem…

Wyjdź dziś na zewnątrz i wciągnij powietrze. Czujesz? Tak, to zapach ostatniego dnia wakacji, nutka jesieni, powiew nostalgii, zapach powrotu do codzienności… znów. Kolejny rok i wakacje minęły. Kolejne zamknięcie jakiegoś mini-rozdziału w naszym życiu. Będąc dziećmi zamykaliśmy te rozdziały końcem czerwca i otwieraliśmy początkiem września. Teraz już troszkę podrośliśmy i możemy non-stop zamykać. Minął kolejny rok, kolejny sylwester <trzask>, nowy rok <trzask>, kolejny czerwiec <trzask>, skończyły się kolejne wakacje <trzask> i kolejne lato za nami <trzask>. Później już tylko kolejny ciężki wrzesień <cyk>, nudny październik<pyk>, zimny i smutny listopad<tyk>. Znów Grudzień i tak w kółko <trzask,trzask,trzask>. Kolejny nowy rok… się skończył.

Słabo co?

Nie chodzę do szkoły już od dawna, choć zdaje mi się, jakbym wczoraj pisał maturę, jakbym przedwczoraj poszedł do średniej. Jakbym jeszcze niedawno był w podstawówce. Wszystko pamiętam. Nie… może jednak nie wszystko. Pamiętam tylko punkty kontrolne, checkpointy z mojego życia. Zastanawiające, że nie przypomnę sobie wielu rzeczy, których „się nie zapomina”, jak pierwszy pocałunek, a bez zastanowienia powiem Ci kiedy dostałem od rodziców komputer, pamiętam dokładnie jak wyglądał mój rower z komunii, pamiętam swój pierwszy tornister z pierwszej klasy. Twardy i zielony. Aż mi się uśmiechnęło pod wąsem… Pamiętam dokładnie dzień w którym wzięliśmy do domu kotka, mama niosła go na rękach, a on wchodził jej do rękawów swetra. Czarny kot w rękawie czarnego swetra w romby z włóczki… szliśmy ulicą Staszica spod lasu w stronę wioski. W tle majestat starych zdeptanych gór. Wszystko co działo się w koło było magiczne. To mógł być 1992 rok. Dlaczego nie mam pewności? Nie umiałem jeszcze dobrze czytać, ale jestem pewien, że do pamiętnych listopadowych i wyjątkowo zimnych wyborów w 95 było jeszcze daleko.

Dokładnie, Kwaśniewski został prezydentem, a mnie chwilę wcześniej Mama prowadzała za rękę do pierwszej klasy. Pierwszego dnia płakałem, pamiętam jak dziś. Płakałem całą drogę i zarzekałem się, że nie pójdę do szkoły. Bałem się. Bałem się, bo wiedziałem, że w szkole trzeba się uczyć, a ja jeszcze nie umiałem pisać pisanymi, tylko średnio drukowanymi… Ryczałem strasznie… Mama mnie uspokajała. Na dniach okazało się, że tam nawet nikt nie umie czytać, a ja się srałem ze strachu, że brzydko piszę drukowanymi.

Ty pamiętasz? Pamiętasz tamtą jesień? Pamiętasz ten jesienny apel i pasowanie na ucznia? Może nie pamiętasz, ale Twoja Mama ma pewnie w albumie Twoje zdjęcie jak stoisz na szkolnym apelu z piórem/dyplomem/czapeczką i z dużym uśmiechem. Tak było. Jak tylko zobaczysz to zdjęcie to sobie przypomnisz zapach tej jesieni. Zapach taki jak dziś. Wyjdź na zewnątrz i powąchaj.

To wszystko minęło. Minął cały rok szkolny, przyszły wakacje i skończyły się nagle z końcem sierpnia! Znów do szkoły! Wyjdź. Naprawdę wyjdź dziś na zewnątrz i wciągnij to powietrze w płuca. Tak… poczujesz nostalgię tamtych lat i jednocześnie nostalgię, która powstanie dopiero za dwadzieścia lat, powąchasz wakacje dzieciaków, które jutro idą do szkoły i jeszcze nie wiedzą, że za 20 lat będą oddychać kolejną nostalgią ostatniego dnia wakacji. Zupełnie tak jak Ty teraz, zupełnie tak jak Ty 15-20-30 lat temu.

Rok kalendarzowy kończy się z końcem grudnia, ale ja rozliczam wtedy tylko pity i budżety. Prawdziwy rok i cykl życia kończy się dzisiaj. Kiedyś odliczałeś go swoim rokiem szkolnym, teraz odliczasz go rokiem szkolnym swoich dzieci. Z resztą… nawet jeśli jeszcze nie masz dzieci to wakacje i tak są tym czasem, na który się czeka, a kiedy lato się kończy, można poczuć w sobie tę wielką pustkę…. kolejne pięknie słoneczne, uśmiechnięte, zakopane w piasku dni… one przyjdą dopiero za rok… za rok… kolejny rok <trzask>.

Teraz wszystko pójdzie jak po sznurku. Szkolna wyprawka, podręczniki <trzask> bezpłciowy przejściowy wrzesień <trzask> nostalgia w deszczowy i wietrzny 1 listopada <trzask> demonstracje, pochody i kolejne burdy 11 listopada <trzask> Mikołaj <tyk> Boże Narodzenie <cyk> Sylwester <TRZASK!>

Pierwszego stycznia… podniesiesz ciężką głowę…

Byle do wiosny

  • Alex Lord

    No przyznam, choć zdarza mi się to nieczęsto – poruszyło mnie trochę jak wspomniałeś o pasowaniu na ucznia. Ja pamiętam całkiem dobrze jak stałem wraz z koleżankami i kolegami z pierwszej „ce”, jak potem wyciągałem dwa palce do sztandaru, jak wygłupialiśmy się na przerwie… wszystko to pamiętam. Najbardziej zdolny uczeń klasy, jak się potem okazało. Czy wykorzystałem ten potencjał? Jeszcze nie. Czy wykorzystam? Mam nadzieję … Na szczęście u mnie rok wygląda bardzo niestandardowo – a odchył będzie jeszcze większy, bo nabiera tempa. Nie będzie takich trzasków!

Top
%d bloggers like this: