You are here
Home > Sport i turystyka > Pierwsze treningi biegowe.

Pierwsze treningi biegowe.

Leżę właśnie w wannie, dolewam sobie co chwilę gorącej wody, z twarzy kapie mi pot, łydki palą żywym ogniem…

A miało być tak pięknie.

Nikt nie obiecywał ze będzie lekko, wszyscy ostrzegali, ale ja swoje. Zastanawiasz się może cóż to za morderczy trening właśnie skończyłem? Przebiegłem trzy kilometry, tylko tyle i aż tyle. 15 minut rozgrzewki, 15 minut biegu 5 minut schładzania 10 minut rozciągania, leżę w tej wannie już 10 minut i dopiero wraca mi tętno. W kąciki oczu nadal wpływają szczypiące słone krople, ale oddycham już spokojnie.

Przesadziłem, znów kuźwa przegiąłem!

Dzisiaj jestem na tyle ‚doświadczony’, że powinienem wiedzieć jak unikać takich sytuacji, jednak rącza fantazja niesie mnie często wiele dalej niż sam jestem w stanie dotrzeć. Popełniłem dziś kilka błędów: za mało odczekałem od posiłku, złamałem rygor treningowy, zwiększyłem zakładane tempo, wystartowałem z jeszcze wyższym tempem. Wytrzymałem kilometr w tempie 4:30, chciałem biec 5:00 a zgodnie z rygorem powinienem leciutko biec z tempem 6:30 i zostawić sobie jeszcze duży zapas sił – nie zmęczyć się. (jeśli te dane liczbowe nic Ci nie mówią to biegłem jak na siebie bardzo szybko, chciałem biec szybko a powinienem powolutku truchtać). Usiadłem teraz przy komputerze i odezwał się dodatkowy ból w kolanach.

Dlatego tak ważne jest trzymanie się planów.

Tutaj przechodzimy do sedna – do moich początków z bieganiem. A zaczynałem tak, że pierwszy bieg zupełnie spaliłem, umarłem niedobiegłszy do połowy kilometra. Upadłem na kolana i spokorniałem. Potrzebowałem tego ogromnego klapsa w pysk „Hej człowieku! Jesteś wrakiem! Jesteś niczym! Jesteś gównianą papką zawiniętą w młodzieżowy image! W środku znaczysz tyle co nic! Chciałeś wejść na górski szczyt, a tymczasem nie doszedłeś nawet do przedgórza. Idź, usiądź przed komputerem, włącz swojego fejsunia i gnij”.

Załamanie nie trwało długo.

Następnego dnia wsadziłem dziecko w rolki a sam zacząłem za nim dreptać. W godzinę przebyliśmy jakieś 4 kilometry. Kolejnego dnia sam założyłem rolki, jednak jedyne co robiłem to próbowałem utrzymać równowagę, stwierdziłem, że to głupie (dzisiaj wiem, że utrzymywanie równowagi to świetne ćwiczenie na mięśnie korpusu). Następnego dnia przeklikałem na telefonie Endomondo i znalazłem tam opcję wybierania planów treningowych (nie pamiętam czy jest w wersji bezpłatnej, ale to nieistotne, świetne plany można znaleźć w internecie i rozpisać sobie w kalendarzu – tak teraz robię). Wybrałem jakiś zupełnie najprostszy, najbardziej amatorski „przebiegnij 5km”. Mam plan treningowy – graj muzyko. Co ciekawe, pomimo dość dobrego mniemania o swojej znajomości angielskiego nie załapałem do końca komend i…

Zamiast biec – szedłem.

To była chyba najdziwniejsza pomyłka w moim życiu. Tam było napisane, że wolne odcinki należy pokonywać w tempie, o ile mnie pamięć nie myli, 12:00 minut na kilometr, a szybkie w tempie 7:30 na kilometr. Przeliczyłem sobie to jakoś na kilometry na godzinę i wyszło mi, że to jest tempo spacerowe i marszowe. Tak też ćwiczyłem przez pierwsze kilka dni i chyba wyszło mi to na zdrowie, bo przyzwyczaiłem nogi do aktywności. Dopiero na czwartym czy piątym treningu przejrzałem kolejne treningi i do samego końca tempa wyglądały bardzo podobnie, dopiero wtedy zorientowałem się, że to przecież trzeba biegać! Ja wiem jak to głupio brzmi, ale tak było. Pewnie dzięki temu nie zniechęciłem się do biegania, zyskałem trochę wytrzymałości w nogach i mogłem sobie pozwolić na spokojne treningi. Pojawił się jednak problem:

Nie umiem wolno biegać!

Zgodnie z założeniami planu powinienem biec tempem 7:30 (to jest tempo szybkiego marszu), ale nie umiałem biec wolniej niż 6:30. Nie pokonałem tego problemu do dziś. Niektóre plany treningowe zakładają bardzo wolne odcinki, odcinki na ‚zaliczanie’ kilometrów, bardzo wolne odcinki na regenerację pomiędzy dość szybkimi, a ja nie umiem tego zrobić! Zawsze śmiałem się z tych powolnych szuraczy, bo czasami idąc chodnikiem widziałem, że ktoś przede mną biegnie, a ja zwykłym swoim krokiem go doganiam i zapalało mi się w głowie:

„To chyba będzie nieuprzejme jeśli wyprzedzę biegacza zwyczajnie idąc”

Starałem się unikać tego faux pas jak to tylko możliwe, ale śmiałem się z tego w duchu „Po co oni biegają wolniej niż się chodzi?”. Teraz wiem, że to nie jest wcale takie łatwe i trzeba mieć sporo techniki, żeby tego dokonać. Szczerze? Nadal nie umiem tak wolno biegać i zdaje mi się że przy moim wzroście (185cm) to jest zwyczajnie niewykonalne. Krok biegowy dla tak wolnego tempa wygląda u mnie pokracznie, muszę się hamować, wygląda to trochę tak jakbym biegł w miejscu, albo tak, jakbym szedł, tylko bujał się przy tym jak rezus. Pewnie zwyczajnie brak mi techniki, ale zwalnianie poniżej określonego tempa okropnie mnie męczy! Nie, nie, nie przechwalam się, oto dowód:

powolni biegacze mają ogromną wytrzymałość.

Spokojni powolni szuracze mogą biec sobie tak powolutku przez 30 minut, godzinę, a niektórzy są w stanie przeszurać cały maraton! Ja przez pierwsze tygodnie treningów biegałem odcinki nie dłuższe niż 2minuty. Po miesiącu na teście sprawnościowym przebiegłem bez zatrzymania 8 minut! Oszałamiający wynik, prawda? Nie, niestety. W tym czasie udało mi się kupić rower, więc treningi biegowe uzupełniałem dłuższymi wypadami na rowerze. Po kolejnym miesiącu przebiegłem 12minut, czyli tyle ile zakłada Test Coopera – pełny sukces!

Dalsza część tekstu w kolejnym wpisie.

Top
%d bloggers like this: