You are here
Home > Lifestyle > Piłeś! – Nie piłem! – Skąd się biorą kłamstwa?

Piłeś! – Nie piłem! – Skąd się biorą kłamstwa?

Niech pierwszy rzuci kamieniem kto nigdy nie skłamał!

Kłamstwo to rzecz zupełnie naturalna i to pokrótce postaram się tutaj udowodnić, jednak żeby do tego dotrzeć, zajrzymy najpierw do słownika:

Oportunizm – dostosowywanie się do sytuacji w celu osiągnięcia jak największych korzyści. (za sjp.pwn.pl)

W Polsce to słowo przyjmuje często wydźwięk pejoratywny, jednak jeśli zagłębimy się w etymologię tego słowa to dojdziemy do łacińskiego:

Oportunitas – szansa, okazja. (za pierwszym lepszym słownikiem)

Jeszcze częściej oportunizm jest niesłusznie określany jako postawa przedstawiająca opór, bądź o zgrozo upór. Nic z tych rzeczy. To słowo nie ma ani z tym, ani z opornikami wpiętymi w klapę marynarki czy swetra nic wspólnego.

Tak więc oportunista to po prostu człowiek, który korzysta z szans, z okazji i idzie w danej sytuacji po linii najmniejszego oporu chcąc uzyskać jak największy profit. Jak dotąd nie widzę w tym nic złego. Bo z definicji nie ma w tym nic złego. Takie zachowanie jest zupełnie naturalne i nie musimy się go uczyć. Powiem więcej, przez całą młodość ktoś chce nas tego na siłę oduczyć, wmawiając nam, że oportunizm nie popłaca, że tylko ciężką pracą ludzie się bogacą itd itp… wystarczy miesiąc od wyjścia z ostatniej ukończonej szkoły, żeby przekonać się o tym, że to totalne bzdury.

Kwestię językową mamy już wyjaśnioną, więc przejdźmy do genezy (zanudzę Was opowieściami o dzieciach):

Jeśli mieliście kontakt z noworodkami to z pewnością zauważyliście, że nawet niemowlęta potrafią korzystać z wrodzonego oportunizmu. Wiedzą, że wystarczy krzyknąć, żeby dostać jeść, wystarczy krzyknąć, żeby być noszonym na rękach, wystarczy krzyknąć, żeby być bujanym w wózku, a nie leżeć w łóżeczku. Na początku to jest całkiem niewinne, ale już w wieku kilku miesięcy dzieciaki świetnie rozumieją swoją pozycję i możliwości, więc mogą je wykorzystywać. Ciężko też nad tym jakoś zapanować, to są nasze kochane dzieci, więc dajemy im co chcą. Sytuacja rozwija się z wiekiem.

Dla przykładu takie jedno dziecko z mojego życia: mając nieco ponad rok była w stanie usiąść przy stole i na luzaku zjeść papu rękami. Chyba, że w odwiedziny wpadała babcia. W takim wypadku po jednym dniu dziecko już nie umiało siedzieć przy stole i jeść. Na samą próbę posadzenia w foteliku reagowało bardzo mocno, krzycząc, płacząc, naprężając się, kopiąc itd. Dlaczego? Bo Babcia w trakcie karmienia nosiła na rękach i karmiła łyżeczką. Tak więc babcia dała sam profit. „Od teraz chcę tak jak było z babcią. Nie będę jadła przy stole.”

Reszta typowych przykładów:

2-latek niespecjalnie zachwycony perspektywą zjedzenia całej zupki z kalafiora wypluwa już pierwszą łyżkę. Wolałby zjeść coś innego i wie, że to dostanie. Dalej nauczy się, że wystarczy wypluć dowolną rzecz, żeby dostać swoje ulubione papu. Oczywiście trzeba z takimi zachowaniami walczyć, ale jeśli w dodatku w rodzicach jest dużo oportunizmu, to nie dokładając do tego większego wysiłku będą karmić dziecko jakąś kaszką do piątego roku życia.

5-latek może spokojnie nauczyć się wiązać buty, czy nawet pisać proste słowa. Tylko po co? Jeśli nie będziemy od niego wymagać, to on też nie będzie od siebie wymagał. 5 lat to świetny wiek, żeby uczyć dziecko obowiązkowości. Tylko po co? Można włączyć dziecku bajkę i mieć to z głowy.

6-latek już doskonale rozumie, że nie ma jednorodnego świata. Każda osoba żyje w swoim świecie, który stworzony jest z rzeczy które dana osoba wie. To znaczy, że jeśli powiemy Mamie, że umyliśmy zęby, to wtedy w mamy świecie nasze zęby będą umyte. Profit.

– Kochanie umyłeś zęby?
– Tak Mamo, umyłem.

Widzicie co tu się stało? Tu pojawiło się już pierwsze w pełni świadome kłamstwo wynikające z oportunizmu. „Powiem, że umyłem, nie będę musiał myć, pobawię się dłużej klockami.” Potem to już idzie z górki.

8-latek

-Odrobiłeś lekcje?
-Tak, odrobiłem!

(I tak mnie nie spyta, a jak już coś to najwyżej powiem Mamie, że o tym jednym zapomniałem)

10-latek

-Wyszedłeś z psem?
-Tak Mamo, wyszedłem.

(Skąd może wiedzieć, że tak naprawdę nie wyszedłem?)

12-latek

-Umiesz wszystko na egzamin? Powtarzałeś cały materiał?
-Jasne że tak, umiem wszystko bez dwóch zdań.

(Serio miałbym się teraz uczyć godzinami? Nie ma opcji.)

14-latek

-Gdzie idziesz?
-Do Pawła, musimy powtórzyć coś z matmy…

-A mogę na sylwestra iść do Michała? Jego rodzice będą, będziemy jeść chipsy i pić kompot.

(Przecież jasne, że uwierzy, nigdy nie przyłapała mnie na kłamstwie)

15-latek

-Dziecko co Ci jest? Ledwo na nogach stoisz!
-Mamo, tylko póóół piwa wypi-łem.

(Bo niby skąd ona może wiedzieć jak człowiek po pół piwa wygląda?)

16-latek

-Pawełku, ale Ty wszystko na temat antykoncepcji to wiesz prawda?
-Weź się Mamo, jasne że umiem wszystko, w szkole nas uczą i w internecie czytałem.

(Ale siara z matką gadać o takich rzeczach, jak ja nawet w życiu prezerwatywy w rękach nie miałem)

a w szkole:

-Tej, Paweł. Weź powiedz bo gadamy kto ile panien zaliczył. Ty ile?
-No jak coś to trzy już mam na liście…
(…dziewczyn, które mi się ostatnio podobały, ale przecież im nie powiem, że jestem prawiczkiem.)

20-latek

-Piłeś!
-Nie piłem…

30-latek

-Piłeś! Przyznaj się!
-Nieeee piłeeeEM!

40-latek

-Ty pijaku! Znowu piłeś!
-Nie piłę… w szachy grałę…

Większość z tych sytuacji jest tożsama i polega po prostu na dostosowaniu się do poziomu oczekiwań rozmówcy. Dzieciaki mają w sobie tyle oportunizmu, że spróbują każdej możliwości skłamania, żeby tylko oszczędzić sobie wysiłku. Oczywiście każdy rodzic może to zauważyć i ukrócić, ale też niewielu rodziców ma na to ochotę, bo sami są cholernymi oportunistami i zwyczajnie im się nie chce. Kolejną rzeczą, która wzmacnia w dzieciak potrzebę zastosowania oszustwa to model edukacji w szkole.

Dzieci wiedzą, że nie są nagradzane, czy ganione za swoje uczucia. Dzieci mają pełną świadomość, że zupełnie nieistotne jest to co myślą, istotne jest to, żeby dopasować się do oczekiwań dorosłych. Już w trakcie edukacji wczesnoszkolnej uczy się dzieci, że na postawiony temat „Moje wspomnienia z wakacji”, nie można pisać o tym, że grało się w grę i wybijało kamieniami okna na wsi u Babci. To się nie przyjmie, trzeba napisać jakiś bzdet o tym, że gdzieś nad jeziorem był ładny zachód słońca, że poznało się fajnych kolegów, a w ogóle to że nauczyło się czegoś nowego. Tak. To będzie piątka jak nic.

I nieważne, że opowieść o wybijaniu okien kamieniami sprawiłaby frajdę całej klasie i nieważne, że byłaby pełna emocji i napisana od serca. To jest dla dorosłych nieważne.

Kiedy dziecko usłyszy tylko pytanie „Umyłaś już ząbki?” W głowie rodzą mu się dwie opcje:

  1. Powiem prawdę, że nie umyłam. To będę musiała iść umyć, a właśnie robię coś ciekawszego, a w ogóle to jest opcja, że będę musiała wysłuchiwać, że powinnam sama o tym pamiętać, że inne dzieci w moim wieku same pamiętają, że jak Mama była w moim wieku…
  2. Powiem nieprawdę, że umyłam. Zostanę jeszcze pochwalona.

Tutaj wchodzi ten naturalny oportunizm. Proste?

Tak samo uczy się dzieciaki, że muszą się usprawiedliwiać ze swoich nieobecności, czy nieprzygotowania. „Dlaczego Cię nie było? Dlaczego się nie nauczyłeś?”

Ja miałem zawsze prostą formułkę i wielu nauczycielom oczy otwierały się z niedowierzania: „Absolutnie nic nie usprawiedliwia mojej nieobecności na sprawdzianie i jestem gotów na konsekwencje tego faktu.” Serio. Nigdy nie czułem potrzeby usprawiedliwiania się z nieobecności, bo co to zmienia w wymiarze wykładanego przedmiotu? Nie było mnie, to mnie nie było. Co za różnica, czy mi dziadek psa potrącił, czy miałem kaca? Po prostu muszę teraz to nadrobić, a moje tłumaczenia nic w tej materii nie zmienią.

www.piotriskra.pl Darmowe Zdjęcia na bloga.
Panie władzo! Ja w ogóle nie widziałem tego znaku!

W dorosłym życiu brak nam często tej cywilnej odwagi, żeby się po prostu do czegoś przyznać i wziąć to na klatę. Dlaczego ludzie tłumaczą się kanarom z nieposiadania biletu, czy w końcu policjantom z przyczyn swoich wykroczeń drogowych? Mają głęboko zakorzenione, że trzeba się tłumaczyć i że tak jak z rozprawką na temat wakacji można dostosować swoją odpowiedź do oczekiwań odbiorcy, tak by wybielić się w jego oczach.

Tylko uwaga! Moim skromnym zdaniem w momencie, w którym uniezależniamy się od rodziców (czy to finansowo – im szybciej tym lepiej – czy to światopoglądowo – to przeważnie następuje zbyt szybko), powinniśmy z automatu podjąć tę rękawicę i zapomnieć o takich „kłamstewkach”, bo przecież nasze życie nie jest już pod butem cudzych oczekiwań! Oczywiście nadal od nas wymagają. Wymaga od nas szef, wymagają od nas wykładowcy, wymagają od nas przepisy, ale hej! Przecież sami jesteśmy kowalami swojego losu i sami kreujemy nasz świat czynami, a nie słowami. Od tej pory kłamstwa już nic nam nie dają. Nie ma profitu, bo rozliczamy się sami ze sobą, a nie odpowiadamy przed Mamą, czy Panią w szkole. Wtedy zależało nam na tym, żeby wypaść dobrze przed rodzicami, bo dawało nam to start do negocjowania w kwestii zakupu roweru, konsoli, czy pozwolenia na wyjście z kolegami. Chcieliśmy wypaść dobrze przed nauczycielami, żeby mieć lepsze oceny i dzięki temu spełnić swoje małe cele, czy ambicje naszych rodziców.

Absolutnie każdemu zdarzyło się kłamać. Najpewniej i najczęściej okłamywaliśmy własnych rodziców. Po co? Teraz może wydawać się nam, że okłamywanie rodziców, to jedna z najpodlejszych rzeczy jakie można zrobić, a w momencie kiedy kłamaliśmy, myśleliśmy o tym, żeby spełnić ich oczekiwania względem nas.

Nie kłamiemy dlatego, że jesteśmy źli. Kłamiemy, bo chcemy uchodzić za dobrych. – Pedro Iskrelio

Z tego wszystkiego można szybko wyekstrahować przyczynę pejoratywnego wydźwięku słowa „oportunizm” w języku polskim. Jak sami widzicie, od razu kojarzy się z kłamstwem, czy oszustwem. Ale nie, oportunizm to zupełnie zdrowa naturalna reakcja gwarantująca postęp. Natomiast kłamstwa to na początku próba podkolorowania swojego dziecięcego ja. Jeśli przypadkiem z nich nie wyrośniemy, to w dalszym życiu kłamstwa  będą jak plasterki przyklejane na otwarte złamanie kości udowej.

-Już nigdy nie będę pił!

-To ostatnia paczka, potem rzucam.

-Od poniedziałku ćwiczę i zdrowo jem.

-Zdążę na czerwonym…

  • Nekogamiteru

    Nie istnieje ktoś taki jak Pedro Iskrelio czyt: cytat z dupy.

    • Spójrz na moje imię. A potem na moje nazwisko. ^_^

Top
%d bloggers like this: