You are here
Home > Lifestyle > Policjanci codziennie pracują na nasz szacunek

Policjanci codziennie pracują na nasz szacunek

To będzie opowieść o stosunku do policji… ze srającym psem w tle. Rozgość się.

Od pewnego czasu obserwuję ruch społeczny polegający na napiętnowaniu pracy policjantów i strażników miejskich. M.in. @ZbigniewStonoga wzywa do nagrywania filmów z interwencji policji, wrzuca to potem w odmęty internetu, ludzie wytykają policjantom błędy, zarzucają się numerami ustaw i przepisów, żeby udowodnić ile policjanci popełniają błędów. No, pewnie mają rację, ale nie może być aż tak źle, prawda? A tu nagle BOOM: jeden nikomu nieznany policjant wrzuca na YouTube bardzo emocjonalny, a na pewno emocjonujący film w którym opowiada o tym co dzieje się w policji, o tym co idzie ‚z góry’ i jak to żeby być policjantem to w sumie trzeba być ścierwem po człowieku, bo normalny człowiek na takie rzeczy nie może się godzić. W międzyczasie reporterzy odkopują sprawę Krzysztofa Olewnika. Między wierszami, a może już całkiem jawnie (nie śledzę), oskarżają o spreparowanie sytuacji policjantów z najwyższych szczebli. Na ekrany wchodzą co raz to nowe produkcje typu „Służby specjalne” które tworzą w widzu iluzoryczne przeświadczenie, że oto ogląda film dokumentalny o jakichś układach i układzikach wewnątrz RP, a jeśli nie stricte dokument to w najgorszym przypadku film oparty na faktach. To przeświadczenie pozostało po obejrzeniu filmów opartych na faktach takich jak „Bogowie”, czy „Układ Zamknięty”, oraz po głośno komentowanej „Drogówce”, która o ile pamiętam miała być po prostu komedią, a wyszło na to, że świetnie obrazuje pracę policji.

Przecież nie może być tak źle z Policją!

Staram się być we wszystkim racjonalny, więc przyjmuję to wszystko do wiadomości, jednak sieję wszystkie wiadomości przez grube sito. Przecież nie może być tak, że każdy policjant to szuja, nie może być tak, że nękają ludzi bez potrzeby, że nie stosują się do prawa, piją na służbie, nie biegają za ludźmi pająkami bo im się nie chce i tak dalej. Jak pamięcią sięgam nie dostałem od policji za nic mandatu, a kilka parkowych spotkań oko w oko z patrolem policji przeżyłem i piwo musiałem grzecznie do kosza odłożyć, ale pogadaliśmy grzecznie, pośmialiśmy się, dokumenty sprawdzili i poszli. Co bardziej pyskujący kolega dostawał mandat za zaśmiecanie, to taka reguła, każdy zrzucał się po 10zł i koszty picia pod chmurką nie wyrównywały nawet do cen pubowych. Tak więc tu mamy In Plus dla policji.

Jak pamięcią sięgam, najmniej raz zdarzyło mi się składać zeznania w jakiejś tam sprawie na komisariacie. No dobra, jeszcze zanim przestąpiłem próg komisariatu to już zaczęły się jaja, a wyszedłem stamtąd po kilku godzinach i byłem jeszcze głupszy niż podczas wchodzenia. Cały ten pobyt był tak absurdalny, że lepiej nawet tego w szczegółach nie opisywać. Napomnę tylko, że policjant spisujący zeznania spojrzał na moje jeansy, czarny t-shirt, glany i pozwolił sobie na komentarz „No tak, przecież nie każdego stać na porządne ubrania” – mówił to ostentacyjnie poprawiając swoją czapkę z daszkiem i wielkim emblematem NIKE, na wieszaku obok niego wisiał dresik Adidas. Mindfuck, ale to Warszawa-Targówek, więc wybaczam przynależność do blok-ekipy. Cała sprawa potoczyła się tak, że po kilku latach dostałem wezwanie na rozprawę sądową, bo podobno tamtego dnia oskarżyłem Pana X i Pana Y, których w życiu na oczy nie widziałem, a w trakcie składania zeznań też nikogo o nic nie oskarżałem. Cała ta sprawa to było jedno wielkie pasmo wszelakiej nieudolności, no ale dobra… nawet w najlepszej firmie zdarzają się wpadki.

Jestem człowiekiem wielkiej wiary w ludzi, więc w/w wpadek nie biorę do siebie i pozostawiam policjantom wielki kredyt zaufania. W końcu młodzieżowe hasła ‚jak to należy kochać policję od tyłu’ i inne często powtarzane hashtagi pokolenia #JP, to tylko chuligański wybryk gówniarzerii, która nie ma pojęcia o życiu i o tym, że gdyby nie policja to nie uszliby bez uszczerbku na zdrowiu dalej niż 5 kroków od klatki. Skąd 14-latkowie mogą mieć jakiekolwiek zdanie o policji? Tylko od starszych kolegów i internetowych pajaców, którzy rzeczywiście mają na pieńku z policją. Tylko jak myślicie, z czyjej winy?

Nadarzyła się okazja, żeby obudzić wiarę w policjantów.

Pod moim blokiem przez kilka godzin stał radiowóz. W sumie cholera wie po co. Kilkugodzinna interwencja? Nieistotne. W każdym razie stał sobie ten radiowóz i nikomu nie wadził, przypomniało mi się to wszystko o czym pisałem w pierwszym akapicie, ale… bujda na kółkach. Nic to. Około północy wyszedłem z psem. Policjant siedział w radiowozie i ćmił peta. „Hmm… z tego co mi wiadomo to nie wolno im palić w radiowozie.” – pomyślałem sobie, ale przecież to błahostka. Nieważne. Pies znalazł sobie miejsce na swoją potrzebę, a że ja nie lubię wprowadzać nikogo w zażenowanie – odwróciłem wzrok – i w tej chwili rzucił mi się w oczy ten zasrany pet wyrzucony z radiowozu na nasz i tak już sfatygowany trawnik pod blokiem. „No żeż kurwa, gnoje!” wyrwało mi się, bo co jak co, ale rzucanie petów i śmieci gdzie popadnie wyprowadza mnie z równowagi. Dotarło też do mnie, że przez ten cały czas stali na trawniku i odjeżdżając zostawili po sobie rozrajdane gówno a nie trawę. Z lewej strony gul mi rośnie, z prawej pies sra a przede mną radiowóz na wstecznym próbuje grać ze mną w tchórza. Skoczyło mi ciśnienie, ale nie odważyłem się na nic więcej niż stanie na środku drogi, tak żeby nie mogli przejechać, w końcu na końcu smyczy miałem psa popełniającego wykroczenie z Art. 145 Kodeksu Wykroczeń. Oddali walkę w tchórza i zamiast czekać aż sobie pójdę odjechali w innym kierunku, znów zahaczając o bogu ducha winny trawnik… psia jej mać policja – moi wybawcy, moi obrońcy, świecący przykładem męże cebuli narodowej.

Mój pasek ładowania JP rośnie.

JP 50 procent

JP 50% – bo trochę się cykam

Top
%d bloggers like this: