You are here
Home > Stosunki męsko-damskie > Seks i przemoc

Seks i przemoc

W naturze samców seks i przemoc są ściśle powiązane. Oczywiście hołubimy w mass-mediach model miłości  pięknej i romantycznej, w płatkach róż, przy grających płomykach świec, z rozpaloną wieżą Eiffla za oknem i tłem dla zmysłów wyścielonym muskającą zmysły delikatną muzyką… a gdzieś tam w środku jesteśmy zaprogramowani żeby rżnąć. Po prostu. Może zdziwię część z Pań, ale wielu Panów utożsamia seks z agresją względem kobiet i vice versa – agresję z seksem – bo to działa w dwie strony. Jest cała rzesza kobiet oddziałujących bardzo mocno na seksualną wyobraźnię mężczyzn i to są te apodyktyczne, władcze, zimne suki. Tak. Często w głowie Panów zapala się myśl „Kurna jak ja jej nienawidzę, jak ona mnie wk.rwia – ale bym ją rżnął, kwiczałaby jak szlachtowana locha”. Serio. To może wyglądać strasznie, okrutnie, ohydnie, okropnie, ale tak jest. Tak jest i to częściej niż może się wydawać.

Mamy takie dziwne klapki w głowie, bo seks kojarzy nam się z władzą, jeśli jesteśmy w stanie coś sobą pokryć, to jesteśmy tym w stanie rządzić. To już jest nasze. My mamy nad tym władzę. Między innymi dlatego też stopniowo tracimy szacunek do partnerek po przekraczaniu kolejnych barier łóżkowych, na których łamanie sami namawiamy swoje kobiety.*** Za mocne słowa z tą utratą szacunku? No to inaczej: przestajemy wymagać sami od siebie. Jeśli ona już mi dała wszystko i wszędzie to serio jest tak bardzo moja, że kwiaty na rocznicę nie będą już potrzebne. Jeśli zrobiłeś z nią już wszystko i nadal jesteś tym adorującym ją harlekinem i nadal masz ochotę dla niej być żigolakiem to istnieje duże prawdopodobieństwo, że trafiłeś w dziesiątkę.

Można się kłócić, można się spierać, ale natury się nie oszuka. Sam nie uważam się za jakiegoś buhaja, jednak uważam, że rządzi nami testosteron i w trakcie życia mamy go raz więcej, raz mniej, przez co i nasze potrzeby na przestrzeni czasu są bardzo różne. To można bardzo łatwo sprawdzić. Jeśli nie uprawiacie żadnego sportu to zacznijcie biegać, a jeszcze lepiej – jeździć na rowerze. Ale tak porządnie! Zróbcie w godzinę 30 kilometrów na swoim starym góralu – codziennie – na początku będziecie czuć zmęczenie i brak chęci do życia, ale po tygodniu będziecie wsiadać na rower i po 10 minutach szaleńczego kręcenia korbą będziecie jechać z chęcią mordu w głowie. Dlatego rowerzyści są tak w*wiający na drodze: poruszając mięśniami czterogłowymi, które są największe i najcięższe, wytwarzają ogromne ilości testosteronu, który robi z nich debili, bo wzbudza agresję i hamuje inteligencję w skuteczny sposób – „Zdążę! Mam pierwszeństwo bucu! Wyrobię się przed Tobą Wacku! Na czerwonym mogę, a Ty stój ..uju w samochodzie! Co ona tu ku*wa robi z tym wózkiem!!! Wy****lać z drogi tępe ch*je!”

Oczywiście można nad tym panować, to kwestia tego, żeby się przed sobą przyznać, że też tak się ma. Ja się przyznałem i dzięki temu jest mi lepiej. Nie zrobiłem tego po to, żeby usprawiedliwiać swoją upierdliwość, zrobiłem to po to, żeby lepiej ją poznać i skuteczniej ją hamować. Nie zmienia to faktu, że czasem mam po prostu ochotę (potrzebę nawet) pokręcić na maksa pedałami, potem założyć buty do biegania i przekraczając kolejne bariery zmęczenia głośno krzyczeć-ryczeć jak cholerny niedźwiedź.

Hej! W końcu jestem facetem!

Zapomnijcie o pieniądzach, pieniądze to tylko łatwy sposób na zaspokojenie ww luksusów.

To co nas gdzieś tam głęboko kręci to:

Władza – Seks – Przemoc.

Kolejność dowolna


*** Na wszelki wypadek, gdyby ktoś nie znał to przypomnę tylko cudownego sucharka sprzed lat:

Mąż namawia żonę na seks oralny, ale ta się upiera, że nie!
-Bo jak już to zrobimy to przestaniesz mnie szanować, będziesz szarpał mnie za włosy, spuścisz mi się na twarz, uderzysz mnie, a na koniec kopniesz mnie w dupę i zostawisz.
-Nie no co Ty Skarbie, przecież ja bym Ci nigdy czegoś takiego nie zrobił.
-Nie Misiu, tak będzie, mówię Ci. Nie zrobimy tego…
-Obiecuję Ci kochana, że tak nie będzie.
Mąż w końcu jakoś przekonał małżonkę. Akt właściwy, zabawiają się w najlepsze, mąż w pełnej ekstazie szarpie żonę za włosy, spuszcza jej się na twarz, strzela klapsa w potylicę, a na koniec daje jej kopa w dupę i zbiera się do wyjścia. Żona zapłakana:
-Obiecałeś że tego nie zrobisz!
Na co mąż z uśmiechem:
-Oj tam, oj tam.

  • Alex Lord

    Nie zgodzę się. Najbardziej kochamy kobiety, z którymi możemy wszystko zrobić w łóżku. Te, które kochają seks, kochają mocny, ostry seks. Tych skarbów nie chcemy stracić. Chcemy, żeby przychodziły do nas i żeby robiły to często. Gdy zaczynają się oddalać, kombinujemy, żeby je zatrzymać. Wiemy, że drzemie w nich nieokiełznana energia seksualna i chcemy ją dla siebie. Dlatego właśnie robimy co możemy, żeby je zdominować. A seks – to tylko nagroda za utrzymywanie kontroli.

    A przestajemy się interesować tymi, które co prawda poszły z nami do łóżka i pozwoliły zrobić ze sobą wszystko, ale widać, że nie są takimi pasjonatkami dzikiego seksu.

    • Od tej strony to brzmi dość słusznie. Tylko proszę nigdy nie stawiać słowa seks obok słowa nagroda! :D

  • NoOne

    Z tym rowerem i testosteronem troche pojechales. Sam jezdzilem przez poltora roku 43 km dziennie do pracy i spowrotem. Czesto wychodzilem z roboty z rzadza mordu, ale po kilkunastu minutach pedalowania sie uspokajalem. Nie przekonasz mnie ze byl to runners high, bo doswiadczylem tego kilkukrotnie biegajac, ale nigdy mi sie nie udalo tego osiagnac pedalujac. Wydaje mi sie ale nie jestem biologiem, ze wysilek powoduje zwiekszenie ilosci endorfin, chociaz w moim wypadku to chybe byla bardziej dopamina, bo uwielbiam jezdzic na rowerze. Co do agresji na drodze, to spotkalem sie z tym wsrod kierowcow, ale nie wsrod rowerzystow.

    • To musiałeś mieć bardzo dobrą drogę, że po kilkunastu minutach byłeś spokojny. :D Ja nie jestem w Warszawie w stanie przejechać 5km żeby ktoś nie próbował mnie zabić wymuszając pierwszeństwo, albo się zabić wchodząc mi pod koła. :D Więc jedyna opcja na spokój to nie rozpędzanie się do prędkości większych niż 20 km/h i hamowanie co 250 m. A co to za jazda? 20km/h to można biegać. :D Wystarczyłoby nie mieć takiego brzucha jak ja. Ponad rok zajęło mi wyrobienie w sobie odpowiedniej ilości nawyków, żeby się nie denerwować, chociaż czasem jak się zatrzymuję, żeby przepuścić jakąś wchodzącą na jezdnię Panią z wózkiem to uśmiecham się do niej bardziej z obowiązku, niż z potrzeby ducha.

      Runners high to zupełnie co innego. Też może być niebezpieczny, tylko że to sobie można krzywdę zrobić. ;) Na moim pierwszym mierzonym biegu ulicznym poczułem taki high, że ostatnie 3 km przeleciałem w kosmicznym dla mnie tempie. Tydzień zajął mi powrót do zdrowia. :) ale na trzech kilometrach urwałem prawie 4 minuty. :)

      Co nie zmienia faktu, że agresji wśród rowerzystów jest bardzo dużo. Nie mówię tutaj o dziewczynkach na holenderkach z bagietką w koszyku, tylko o elicie ostrego koła i niskiej klasy szosy. :D Jak już jeżdżę to jeżdżę cholernie szybko i żaden taki z elity nie pozwoli się wyprzedzić, bo wstyd czy coś. Jak dolatuję z takim do skrzyżowania, to ja zwalniam i puszczam go przodem, a on wylatuje na pełnej urwie na skrzyżowanie. Gdzie nikt go nie widział zasłoniętego samochodami i w.urwiony drze się na ludzi, macha rękami i w ogóle nie wiadomo co ^_^ Albo już jakiś ewenement światowej kultury kolarskiej jeździ szosą po ścieżce rowerowej z prędkościami przelotowymi jakby na Tour de Pologne ćwiczył i też w.urwiony, że utrudnienia na każdym kroku.

      No i zwróć uwagę jak przedstawia się mężczyznę podejmującego jakiś wielki wysiłek, jakąś walkę. To będzie przeważnie obrazek gościa z zaciśniętymi zębami, zmarszczonymi brwiami i z wkurwem na ryju. :) Jakby chciał zamordować ten kamień który niesie. Jakby chciał krzyczeć do linii mety, że jej matka puściła się z krasnoludem. :)

Top
%d bloggers like this: