You are here
Home > Stosunki męsko-damskie > Seks nastolatków

Seks nastolatków

Chłopcy dorastając potrzebują eksplorować co raz to nowe pola swojej osobowości. Seks to wielka pokusa, ale też swego rodzaju potrzeba. Młodzi mężczyźni muszą ustalać swoją siłę w stadzie zwanym społeczeństwem, buzuje w nich testosteron, ale też właśnie potrzeba spełnienia oczekiwań stada. Stado daje przeważnie sygnał – że trzeba czym prędzej zerwać gwint swojej małej śrubki. Dlaczego? Szczerze powiem, że nie mam pojęcia jak to działa, ale jakaś presja jest. Sam ją odczuwałem, ale starałem się to bagatelizować. Jako typowy-nastolatek-gówniak czułem, że trzeba, jednak odczuwałem też rozmiar obowiązku jaki niesie ze sobą seks. Gdzieś tam po drodze wykształcono we mnie wiedzę na temat tego jak to wygląda, jak działa nasienie, zapłodnienie, ciąża, co to są choroby weneryczne, alimenty… no i przede wszystkim jak skutecznie się przed tym wszystkim zabezpieczyć. I wiecie co? Nauczono mnie w teorii jak bezpiecznie uprawiać seks, żeby nie zbrzuchacić dziewczyny i to wystarczyło by zadziałać na moją wyobraźnie tak, że już nawet nie śpieszyło mi się z podejmowaniem tego ciężaru.

Ja nie mówię „seks po ślubie” bo to brednia totalna, ale po co się śpieszyć? Będąc nastolatkiem nie naruchałem się i wcale mi z tego powodu nie jest przykro. Powiem więcej, celowo użyłem tego niekulturalnego słowa, żeby podkreślić to, że będąc nastolatkiem dokonywałem co najwyżej mechanicznego aktu samozaspokojenia za pomocą koleżanki. Tam nie mogło być mowy o jakimś lepszym seksie, czy w żadnym wypadku o miłości, czy namiętności. Ale czy ten okres i te próby są nam rzeczywiście potrzebne do tego, żeby w przyszłości prowadzić lepsze życie łóżkowe? Wydaje mi się, że niekoniecznie, ale cóż… gdybym mógł to bym cofnął czas i raz przeżył życie tak a raz na opak, wtedy bym Wam odpowiedział. Decydował też nie będę za nikogo. Polecam jedynie życie z dala od presji, nacisków i w odwodzie od zaspokajania potrzeb stada. Lepiej skupić się na swoich własnych.

Bo to właśnie w stadzie musimy spowiadać się ze swoich podbojów, by kreować moc swojej postaci. Musimy udowadniać, jak bardzo jesteśmy ponad przeciętną. Założę się, że dziś, tak jak i wczoraj i przedwczoraj, w jakimś miejscu w naszym pięknym kraju, siedziało sobie czterech prawiczków i przechwalało się między sobą ilością zaliczonych lasek. Ja nie musiałem nikomu udowadniać, że jestem zajebistym kolesiem. Wiecie dlaczego? Bo mi Mama i Babcia zawsze mówiły, że fajny ze mnie chłop i ja im wierzę. One mnie nie okłamały (mikołaj się nie liczy). Wiem, że to brzmi śmiesznie, zabawnie, a niektórym wydało się, że wręcz żałośnie, ale to bardzo ważne. Rodzina to nasze pierwsze i główne stado i to rodzina może nam pokazać jakiś fajny wzorzec. To, że babcia mówiła „fajny chłopak” od razu wzbudzi odzew z rodzaju „nie można w dzieciach budować próżności i wzbudzać w nich samozachwytu” – i to jest racja. Dlatego rodzina taka jak moja, budowała we mnie poczucie wartości nie przez samozachwyt „Jaki jestem wspaniały, że w ogóle jestem”, dlatego nie słyszałem „fajny chłopak” zaraz po wejściu do pokoju. Słyszałem to, kiedy zrobiłem coś dobrego. Budowano we mnie poczucie przydatności w grupie, czyli „o, jestem na tyle sprytny i umiem zrobić to i to i Babci pomóc w ogródku i Mamie przy szyciu i Tacie przy samochodzie i kota umiem nakarmić i nawet z Wujkiem mogę krzyżówkę rozwiązać – jestem gość – mam 9 lat, ale jestem gość!”. Kumple z podwórka też są spoko, ale ilu kumpli tyle różnych poziomów niedorozwoju umysłowego, czy emocjonalnego. Mocne słowa? Nie do końca. Nie wszyscy rozwijamy się tak samo, niektórzy najpierw rosną, potem mądrzeją, czasem jest na odwrót. Jedni najpierw poznają potrzebę bicia pięścią, inni jako pierwszą poznają potrzebę zarządzania współtowarzyszami, inni od przedszkola próbują zdjąć jakiejś koleżance majtki. Każda taka zwiększona potrzeba to deficyt gdzieś na drugim końcu skali. Dlatego podwórko trzeba obserwować, ale to od rodziny trzeba się uczy.

No dobra, hej ludzie! Ale to wszystko jest tak bardzo nieistotne dla dzisiejszych dzieciaków, bo ogromna ich grupa dzisiaj po prostu MUSI to robić, bo po prostu WYPADA się grzmocić, bo TRZEBA być na równi ze wszystkimi, bo NIE MOŻNA odstawać od grupy, bo wzorzec dawno przestał istnieć w rodzinie, już nawet podwórko powoli schodzi na drugi plan, teraz wzorzec idzie z gazetek, telewizji, internetu.

My w zakresie czerpania podwórkowych wzorców zachowań mieliśmy dostęp tylko do dzieciaków o rok starszych, może o dwa lata max – tam dalej to już była przepaść wiekowa, przecież dla pierwszoklasisty taki tam z czwartej Be to już prawie dorosły człowiek. Dlatego jedyna okazja na obcowanie z jakimkolwiek seksem to był wykradziony gdzieś tam Tacie z szafki VHS z perłami niemieckiej kinematografii. Dzieciaki też były tak sprytnie porozmieszczane w szkołach, że najbardziej dziecinne klasy 1-3 były zupełnie oddzielone od klas 4-8, które to już czuły się o wiele poważniej od dzieciaczków. Dopiero potem szkoła średnia 14-18 lat – czyli ten okres przejściowy – czas wchodzenia w dorosłość. Teraz ten okres przejściowy to gimnazjum 12-14 lat. Gimnazjum, które nie sprawuje absolutnie żadnej kontroli nad dzieciakami i nie spełnia kompletnie żadnej funkcji wychowawczej. A już najlepsze są zajęcia z rodzaju „Wychowanie do życia w rodzinie”, które są po prostu żenujące zarówna dla prowadzących jak i dla dzieciaków.

Dzisiaj ośmio-dziesięciolatki „obracają” się w towarzystwie kilkunastoletnich gwiazdek internetowych video-pamiętników, vlogów, blogów i całej reszty, pompując swoją próżność i przyrównując się do modelu z ekranu. Co w tym złego? Czy ja zabraniam dzieciom rozrywki? Nic z tych rzeczy i też nie o to chodzi, żeby dziecko chodziło po sznurku bez centymetra wolności i własnej inwencji, jednak widzę, że przez takie „kontakty” dzieciaki kreują w sobie potrzeby do których jeszcze nie dorosły. Wcześniej dzieciaki widziały co robią dwa lata starsi znajomi. Dzisiaj 11-latka ogląda „Seks w wielkim mieście” i traktuje go nie jako komedię i rozrywkę, tylko jako poradnik – bo przecież tak zachowują się prawdziwe kobiety. Skąd ona ma wiedzieć, że taki film, to tylko dla zabawy i obnażenia pewnych śmiesznostek? 12-latek nie musi szukać wzorców w przeciętnych filmach czy serialach, bo chociaż rodzice zablokowali mu strony porno w komputerze, na routerze i zamówili specjalny pakiet ochronny u dostawcy internetu, to dzieciak i tak wchodzi sobie na fikoły przez bramki DNS w Irkucku.

  • Jak się okazuje, choć seks zdominował mocno media i ogólnie rzeczywistość, nadal jest strasznym tematem tabu. I to o tyle specyficznym, że albo nie mówi się o nim wcale, albo krzyczy się, obnażając całe swoje życie seksualne – chcąc jakby z tabu zerwać. Nie ma złotego środka. Albo wstyd, albo wyzywająca postawa.
    A szkoda, bo to przecież nie dość, że całkiem fajna sprawa, to jeszcze zupełnie naturalna.

Top
%d bloggers like this: