You are here
Home > Lifestyle > Tabletki na szczęście.

Tabletki na szczęście.

Dziś wpienili mnie już z samego rana.

Uśmiechnij się. Natychmiast.

Znacie radiowe reklamy, nie? W telewizji dużo rzeczy da się pokazać, a tu sto procent przekazu trzeba wyłożyć werbalnie. Po drodze do pracy usłyszałem dwie „Grażyny”, które licytowały się jakiego to one nie mają stresującego życia. Praca stresująca, dzieci jeszcze bardziej, pies niemiłosiernie denerwuje, a o mężu to już lepiej nie wspominać. Wiecie już czego to była reklama, nie? Jakiegoś ziołowego cholerstwa na uspokojenie. Szlag mnie jasny trafił. A potem pomyślałem sobie, że w sumie są dwie opcje.

Dziki zachód.

Może my po prostu staramy się za wszelką cenę dogonić mistrzów zza wielkiej wody? Przecież spacerując po Central Parku wystarczy kopnąć byle kamyczek, żeby mieć niemal pewność, że ten upadając trafi kogoś, kto nie wychodzi z domu jeśli nie naćpa się porządnie. Każdy z tych ludzi wydaje w ciągu miesiąca równowartość rocznego przychodu dowolnego, niewielkiego państewka na psychoanalityka. Drugie tyle na antydepresanty. Do tego dochodzą pigułki na chudnięcie, na grubnięcie, tabletki na potencję i na libido, cała tablica Mendelejewa, którą codziennie wrzucają w siebie, żeby w ogóle zmusić się do zwleczenia rano dupy z łóżka. Był taki film, nazywał się „Panaceum”. Generalnie straszna kiła, 2/10. Niemniej akurat pokazanie tematu wszelkich dopalaczy świadomości twórcom wyszło.

Zresztą nie trzeba daleko szukać. Stawiam flaszkę, że trzy czwarte „Mordoru z Domaniewskiej” też łyka wszystko co tylko lekarz przepisze, żeby wytrzymać ciśnienie. A jak lekarz nie przepisze, to zawsze znajdzie się coś, czego nie da się kupić w aptece.

Sielski wschód.

Druga opcja jest taka, że u nas po prostu tak trzeba przeżyć życie. Byle jak przeturlać się przez swoje problemy, zacisnąć zęby i wytrzymać. Byle do urlopu. Wiecie o co chodzi. Jak już „Grażyna” z reklamy złapała chłopa, to mama kazała się go trzymać, bo drugi może się nie trafić i będzie buba, bo stara panna. Co z tego, że zdobycz jest szczerbata, śmierdzi, a jedyne co przeczytała w życiu pozaszkolnym (podstawówka wystarczy) to etykieta Żytniej. Trzeba się koniecznie szybko hajtnąć, narodzić dzieci, kupić brzydkiego, drogiego pieska i starać się utrzymać na powierzchni za najniższą krajową. A że to dosyć trudne do wykonania, to trzeba się wspomagać jakimś ziołowym cholerstwem na nerwy.

Życie jest proste. Chłop Cię wkurza? Rzuć sukinsyna i ogarnij się, zamiast robić z siebie bezmózgie, wyprane z emocji zombie. Twoje dziecko trzeci dzień nie wychodzi z kibla, bo żołądek wypływa mu uszami ze stresu przed egzaminem w gimbazie? Chwilę się zastanów i napraw to co spieprzyłeś. To Twoja wina, bo raczej nikt inny nie wdrukował mu do głowy, że jak to schrzani może zapomnieć o kieszonkowym i w ogóle jest debilem. Zamiast ładować w gówniarza tabletki na uspokojenie lepiej będzie powiedzieć mu od serducha, że na tym świat się nie kończy, że będzie co ma być i generalnie to jest spoko małolatem. Słowiański kielich na odwagę w przypadku 14-latka też nie jest dobrym pomysłem, serio.

Proszę, wyluzujcie trochę, bo naprawdę robi się nieciekawie.

  • Psychologiczne i psychiatryczne kurwy to najwięksi biznesmeni XXI wieku. W ciągu kilkudziesięciu lat powstało kilka tysięcy „chorób i zaburzeń” psychicznych. Jesteś za gruby? Choroba. Jesteś za chudy? Na pewno zaburzenie psychiczne. Jesteś mało rozmowny? A może za dużo gadasz? Na wszystko leki!! A pusty lud kupuje te marne bajki.
    Więcej tu: https://www.youtube.com/watch?v=Yvb99TB2CuM

    • Mocno powiedziane, ale racja.

    • W innym artykule piszę tak: „(…)ktoś próbuje wmówić mi, że potrzebuję czegoś na nerki, bo dziś jest na to promocja i kosztuje tylko 5.99zł. Co zrobić? Moje nerki będą musiały mi to wybaczyć, ale nie skuszę się na ten specyfik. Mnie nie skusi, ale moją żonę, jej matkę i moją babkę owszem. Psia mać! Przecież zdrowia nie kupuje się na wagę!”
      /Piotr Wilk – Malkontent
      http://malecontent.pl/nie-reklamuj-tego-gowna/

Top
%d bloggers like this: