You are here
Home > Lifestyle > Trambejem przez świat

Trambejem przez świat

Człowiekiem zbyt światowym nie jestem, ale moi koledzy już tak.Najdalej byłem w czeskiej Pradze, ale to na krótko. Moi koledzy jeżdżą natomiast po całym świecie – Monachium, Nowy Jork, Chiny, Australia. O życiu w innych krajach nie wiem nic, znam jedynie trasę praskiego tramwaju nr 25, bo akurat miałem przystanek pod hotelem. Moi koledzy natomiast są istną skarbnicą wiedzy o różnych aspektach życia na obczyźnie.

I muszę im wierzyć, bo tego co mi mówią nie mam jak zweryfikować.

Jeden mój znajomy Radek parę tygodni siedział w Kraju Środka. Po powrocie uraczył mnie opowieścią, jacy to ci Chińczycy są niemyci i śmierdzący. W miejskiej komunikacji ponoć wali jak w paryskiej noclegowni. Żółci obywatele komunistycznej potęgi się nie myją, ale za to mocno pocą. Niby dla Polaka normalne, ale i tak nieco szokujące. Na tym jednak nie koniec. Chińczycy nie zwykli używać papieru toaletowego. O podmywaniu się też ponoć nie słyszeli. Okropność – jedziesz pekińskim metrem, a całe metro jedzie gównem.

Tak się jednak zdarzyło, że jak tylko Radek wrócił, to pojechał do Chin Krzysiek. I tak sobie z nim rozmawiam, że współczuję codziennego wąchania fekaliów – nic przyjemnego. Jako posiadacz Warszawskiej Karty Miejskiej wiem co nieco o tym problemie. On mi na to, że nie ma tragedii – owszem śmierdzi na różne sposoby: czosnkiem codziennie, innymi przyprawami często, czasem niemytą pachą, ale gównem nigdy. Nawet jak ktoś wygląda bardzo biednie i nie jest fanem toalety to zapachu kupska ze sobą do metra nie zabiera.

I tu zacząłem zazdrościć, bo w każdym tramwaju jadącym z Okęcia przynajmniej do Bitwy Warszawskiej, a często i dalej, jedzie jakiś troll capiący gównem i wyszczanym alkoholem. Często śmierdzi czymś więcej, ale żaden ze mnie koneser takich miazmatów. Wręcz wolałbym ich unikać i nie wwąchiwać się przesadnie.

Kilka razy podjąłem próby nawiązania kontaktu z ZTMem w celu wyeliminowania osobników utrudniających mi życie. Bo uważam, że to skandal zapłacić za bilet, czekać długie minuty na tramwaj, jechać w tłoku, a na koniec wąchać przegląd tygodnia ze wszystkich szpar paskudnego menela. ZTM był jednak nieprzejednany i konsekwentnie nie komentował moich wpisów na swoim facebooku.

Wieść gminna niesie, że w regulaminie ZTM jest lub pojawił się niedawno przepis o tym, że takiego cuchnącego beja można z wagonu wyprosić. I bardzo dobrze, powinien to robić motorniczy na prośbę pasażerów, albo straż miejska na wezwanie motorniczego. Nie wyobrażam sobie, żeby mieli się tym zajmować pasażerowie, którzy płacą za usługę transportową.

Nie wszystkim się jednak taki przepis podoba. Dziennikarze Gazety Wyborczej stwierdzili, że oni w takim wypadku będą wypraszać panie w białych kozaczkach, bo one wzbudzają w nich odrazę. We mnie w sumie też, ale różnica jest zasadnicza.

Jak mi przeszkadza widok pani ubranej jak na sylwestra, to odwracam głowę i nie widzę. A jak wyjdę z tramwaju to zapomnę, bo sobie zobaczę ptaszka na drzewie i jego widok tak nacieszy moje oczy, że dzień już do końca będzie piękny. A jak powącham śmierdzącego sraką i moczem dziada to mi się zbierze na wymioty. I nie pomoże zatkanie nosa, bo przy oddychaniu przez usta też w pewnym stopniu czuć zapach. Niekiedy nawet ucieczka na drugi koniec składu nie pomaga, tak capią te ciaputy. Nawet opuszczenie tramwaju niewiele da, bo przez jakiś czas nadal ubrania będą mi walić bezdomnym pijakiem.

Życie na Okęciu musi być prawdziwą katorgą. Nie widzę innego wytłumaczenia dla faktu, że co chwilę próbuje stamtąd umknąć jakiś półprzytomny kloszard na skraju wegetacji. Nie rozumiem tylko, dlaczego ja mam w tych wycieczkach partycypować. Wystarczy już, że kiedy siedzę sobie grzecznie w Warszawie, cały świat – żółci, czarni i śniadzi zjeżdżają nieopodal mojego miejsca zamieszkania i instalują swoje stoiska na Bakalarskiej. To się jeszcze mieści w granicach mojej lewackiej tolerancji. Tramwaj jadący gównem zdecydowanie te granice przekracza.

turniej

Top
%d bloggers like this: