You are here
Home > Lifestyle > Wstyd, bo Warszawa.

Wstyd, bo Warszawa.

Zauważyłem, że poruszając się w internecie i wypowiadając się w mniej lub bardziej anonimowy sposób nie piszę „wczoraj w metrze” tylko odruchowo używam zwrotu „wczoraj w komunikacji miejskiej”, czasem zdobywam się na zwyczajne kłamstewko „wczoraj w autobusie”. Nie piszę, „u mnie w Warszawie”, ani „mieszkam w Warszawie”, przeważnie „mieszkam w mieście”, „mieszkam na obrzeżach dużego miasta”, „mieszkam na dużym osiedlu”.

A najgorsze co mógłbym zrobić to napisać „u nas w Stolycy”…

Dlaczego to robię? Ze zwykłej, prostej, bliskiej każdemu człowiekowi potrzeby akceptacji. Myślę, że duża większość naszych krajan uważa Warszawiaków za przechwalających się, nie mających zielonego pojęcia o świecie i życiu, zadufanych w sobie, rozpieszczonych przez mamusie dupków. W wielkiej części mają rację.

Taki wstyd za Warszawę?

Aglomeracja Warszawska to zupełnie autonomiczny rejon Polski. To kraj w kraju, oddzielny region. Jego autonomia nie polega jednak na politycznym i finansowym odseparowaniu, jest to autonomia społeczno-kulturowa.  Uważam, że Warszawa jest zawsze o krok, jeśli nie o cały skok, do przodu. Warszawa jest zawsze pierwsza, szybsza, lepsza, lepiej doinformowana, bardziej na czasie. Stąd bierze się ogromny niesmak wśród pozostałych regionów. Dlaczego znów ta Warszawka? W telewizji znowu Warszawka, w radio Warszawka, w gazecie Warszawka, koncerty w Warszawie, konwenty w Warszawie, wszystko w tej zasranej Warszawie! Można mieć dość prawda? Myślę, że jest to bardzo silny kompleks małej miejscowości, który jest podsycany przez samych Warszawiaków. Wielokrotnie słyszałem teksty typu „No bo wiesz, u nas w Warszawie to mamy to i tamto.”, „No bo widzisz, ja to mam market za każdym rogiem.”, „No bo patrz, chcę do kina? Nawet nie sprawdzam repertuaru, po prostu wychodzę.” i w ogóle super i fajnie w tej Warszawie, cud, miód, orzeszki, aż rzygać się chce od słuchania. To powoduje i zazdrość (taką zwykłą, zdrową, bo dlaczego mi ma być gorzej?) i zniechęcenie (no bo co się mi tu będą przechwalać, wcale nie są lepsi ode mnie).

Przechwałki są zdrowe wśród osób o tym samym stanie.

Serio, tak myślę! Jeśli pan X i pan Y zarabiają mniej więcej tyle samo, to zupełnie normalne jest to, że chwalą się wielkością telewizora, czy modelem samochodu, pewnie nawet rywalizują, ale to bardzo fajnie, bo mają równe szanse! To mobilizuje, to jest przepustka do postępu i zakaz spoczywania na laurach – całkiem zdrowa sytuacja. Jeśli natomiast idziemy do kogoś, komu codzienne perspektywy nie malują się tak kolorowo jak nam i smarujemy mu twarz naszym sukcesem i możliwościami… nie po to żeby mu pomóc, tylko po to żeby siebie podbudować… wychodzimy na buców, bo bucami jesteśmy.

W Warszawie jest zwyczajnie lepiej.

Tak myślę, mieszkam tutaj od 12 lat i widzę jakie możliwości daje to miasto. Jest tutaj miejsce dla każdego. Dla imprezowiczów, zakupoholików, melomanów, kinomanów, pracusiów, dla każdej subkultury, dla każdej branży, dla różnych narodowości, różnych opcji światopoglądowych itd. Wrócę jednak do tego o czym mówiłem wcześniej. Warszawa jest liderem peletonu i typowy Warszawiak jest już zmanierowany zachodnim (tym do którego dążymy) stylem wychowania – wysoka stopa życia, mały kontakt z rodzicami, bezstresowe wychowanie, minimalna ilość zakazów, maksymalna ilość przywilejów, dostęp do nowinek technologicznych itd itp… Dlatego potwierdziłem, że wielu z Warszawiaków to buce. Buce bez szkoły, bez takiej prawdziwej szkoły życia. Niestety. Jestem rocznikiem 1988, pierwsze dwanaście lat spędziłem na wsi, potem parę lat ‚zagranico’ i od 2003 roku jestem tutaj, w Warszawie (znów miałem opór, chciałem napisać, ‚w tym dużym mieście’). Mam dzięki temu świetne porównanie. Już pierwsze moje dni spędzone z rówieśnikami były dla mnie szokiem. Ci ludzie byli dla mnie zupełnie inni, zupełnie niezrozumiali. Ja byłem pełen wewnętrznych nakazów, zakazów, utartych w sobie wartości, szacunku dla dorosłych***, dla prawa, dla ojczyzny… trafiłem na pole pełnego umysłowego rozwiązania i długo nie mogłem dojść do tego, dlaczego tak właśnie jest. Teraz to widzę i właśnie się tym dzielę. To ogromny, oksymoroniczny rzekłbym paradoks. Warszawiacy są tacy źli, bo są lepsi. Warszawiacy są tacy dobrzy, bo są gorsi.

 Kijem Wisły nie zawrócisz, ze wsi jesteś na wieś wrócisz.

Zdradzę Wam jeszcze jeden mały sekret. Najgłośniejszymi piewcami ‚zajebistości’ Warszawy i wyższości nad pozostałymi regionami są ludzie przyjezdni, tacy jak ja, tzw. ‚słoiki’. No bo czy nie łechce człowieka, żeby pochwalić się swoim ogromnym postępem życiowym? Mnie na szczęście nie i mam nadzieję, że nigdy nikt nie poczuł się urażony ze względu na moje miejsce zamieszkania. Szanuję to miasto, ale tutaj tylko jem, śpię i płacę podatki, myślami jestem daleko w górach pod wiejską strzechą.

Warszawa jednak taka szanowana.

Wyłożę na szybko drugą stronę medalu.

Pracując jako ankieter telefoniczny nakłaniałem ludzi spod przypadkowo wybieranych numerów do brania udziału w ankiecie. System wybierał za mnie numer, a ja, raz na jakiś czas, miałem połączenie z żywym człowiekiem. Ludzie nie są bardzo chętni do uzewnętrzniania się przez telefon obcej osobie, szczególnie jeśli chodzi o sprawy związane z polityką. Ankieterzy musieli mieć ogromy wachlarz technik nakłaniania do wzięcia udziału w ankiecie. Z czasem wytworzyłem sobie taką zagrywkę w rozmowie:

– Dzwonię z centrum badań opinii publicznej, żeby poznać Pani zdanie na temat preferencji politycznych, dzwonię z Warszawy.
– <<Cicho Heniek wyłączaj telewizor, z WARSZAWY do nas dzwonią!>> Tak, tak słucham Pana.

Myślę, że bardziej obrazowe przedstawienie zagadnienia nie jest potrzebne. Warszawa jednak jest poważana i szanowana wśród społeczeństwa.

 – – – – – – – – – – – – – – – – – –

*** – w temacie szacunku dla starszych ode mnie – mała anegdotka:

Wielokrotnie ustępując komuś miejsca w tramwaju czy przytrzymując komuś drzwi w banku słyszałem „Och jaki Pan uprzejmy, dziękuję.” przeważnie się uśmiechałem i powtarzałem utartą regułkę w stylu „Nie ma za co”, „Cała przyjemność po mojej stronie”. Pewnego dnia doszedłem jednak do wniosku że te rozmówki będą wyglądały troszkę inaczej i wprowadziłem to w życie.

– Och jak mi miło, a mówią, że dzisiejsza młodzież taka niewychowana.

– Bo ja nie stąd droga Pani… – odpowiadam z najgłębszym i uprzejmym uśmiechem – …ja nie stąd.

  • Jorgus

    A wiesz czemu jest lepiej? Bo warszawa rabuje całą reszte kraju.Proste jak chuj.

Top
%d bloggers like this: