You are here
Home > JoeMonster > Z dziennika fotolaboranta I – zdjęcia do dokumentów.

Z dziennika fotolaboranta I – zdjęcia do dokumentów.

Po co w zakładzie fotograficznym kryształowa kula? Jakie zdjęcia zamawia sprytna babcia? Kim jest klient-ponton? Odpowiedzi na te i kilka innych pytań znajdziesz w artykule. Zapraszam.

fotolaborant

Klienci potrafią zaskakiwać! Praca fotolaboranta nie należy do najtrudniejszych, czy najbardziej obciążających, jednak przydaje się tu ogromne doświadczenie w zawodzie i jeszcze większe w obsłudze klienta. Dziś skupimy się na zdjęciach do dokumentów.

#1. Jasnowidzenie.

-Dzień dobry, zdjęcia chciałem.
-Dzień dobry. Zrobić, odebrać, zlecić, zamówić, kupić, sprzedać?
-Nie no zrobić.
-A jakie zdjęcia robimy? Do czego potrzebne?
-No normalne.
-Mhm, bo wie Pan, my tutaj podajemy zdjęcia na 100 różnych sposobów, nie wiem co Pana interesuje.
-Nie no zwykłe takie zdjęcie chcę.
-Pozwolę sobie zaproponować wykonanie Panu zdjęcia portretowego do CV.
-A do prawa jazdy* to się nada? Bo ja do prawka potrzebuję.
-No i widzi Pan. Teraz wiemy co robimy.

Kryształowa kula czasem zawodzi. Sytuacja zdarza się codziennie i to pewnie w każdym zakładzie foto w tym kraju.

*to jest dość rzadko spotykana forma, a spotykamy m.in.: Zdjęcie do prawów jazdy, do prawo jazdów, czy do prawo jazd.

#2. Jasnowidzenie level hard.

-Dzień dobry, ja po te zdjęcia.
-Dzień dobry, które?
-No moje.
[ta bum tsss]
-Dobrze, jakie to były zdjęcia? Odbitki na papierze, do dokumentów, z sesji w studio?
-No byłem niedawno.
-Tak, tak, proszę mi tylko przypomnieć, czy dostał Pan numerek zlecenia?
-Nie no po co, ja tu przychodzę często przecież.
-No dobrze, to proszę mi przypomnieć na jakie nazwisko było zamówienie.
-No to pewnie na Malinowski.
-Dobrze, już szukam…

-Nie mam takiego zlecenia, na pewno było na Malinowski?
-No tak, przecież wiem jak się nazywam.
[kolejne minuty szukania]
-No ja byłem tutaj wczoraj, dawałem zdjęcia do wywołania Pana koleżance i dostałem taki numerek nawet do odbioru.
-A może mi Pan dać ten numerek?
-Tak, jasne. Proszę bardzo.
[ba dum tsss x2]

#3. Krótka piłka

-Dzień dobry, chciałbym sobie zdjęcie zrobić.
-Nie ma problemu, tu jest aparat, tam są lampy, proszę sobie zrobić.

O dziwo nigdy nikt się za ten tekst nie obraził.

#4. Pamięć.

-Ja po te zdjęcia, pamięta mnie Pan?
-Aha… poproszę nazwisko, może numer zlecenia Pani ma?
-No jak mnie Pan nie pamięta? Ja Pana pamiętam, a Pan mnie nie? To Pan coś z pamięcią ma.
-A…
-Jak można tak nie szanować swoich klientów?
-Proszę…
-Przecież widzieliśmy się tutaj, dokładnie w zeszły wtorek po południu jak wyszłam z pracy o 17:10 tu przyszłam. No ja pamiętam co do minuty! Taka duża kolejka klientów była tutaj.
-Dlatego…
-To jest oburzające, nigdy więcej nie skorzystam z Waszych usług i powiem wszystkim jak traktujecie klientów.
Trzaśnięcie drzwiami.

#5. Mąż

-Dzień dobry, wie Pan mam taką sprawę.
-Słucham.
-Żona tu była wczoraj, pewnie jakiegoś ambarasu narobiła, ja przepraszam za nią i zdjęcia chciałbym odebrać, bo ona powiedziała, że więcej już tu nie przyjdzie… ehhh… mam nadzieję, że nie sprawiła dużych problemów.
-Nic się nie stało proszę Pana, już szukamy zdjęć.

To nie był pojedynczy przypadek, musicie wierzyć na słowo.

#6. Ja!

-Dzień dobry, to ja!
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
-No… rozmawialiśmy ostatnio, więc przyszłam.
-A mogłaby Pani przypomnieć dokładniej o czym rozmawialiśmy? Kiedy?
-No o zdjęciach.
-Aha…
-Dzwoniłam wczoraj.
-Aha…
-Hmmm, Pan pewnie codziennie odbiera po sto telefonów z pytaniem o zdjęcia?

Brawo! Czasem pojawi się promyk nadziei!

#7. Kulturzysta

-No elo mordo, zrób mi dowodzik.

Przynajmniej nie muszę się domyślać po co przyszedł. Wbrew pozorom to nie są źli klienci.

#8. Ponton

-Siema, zdjęcie chciałem do dowodu.
-Zapraszam Pana tutaj dalej, można się przygotować do zdjęć.
-MARCIN! Chodź no tu cweluchu! Weź mi zmień koszulkę.

I wtedy ten mały Marcin temu wielkiemu pontonowi z siłowni zmienia koszulkę, bo tamtemu od koksu się łapska nie zginają. Stałem z gębą otwartą nie mogąc otrząsnąć się z szoku po tym co tam się właśnie wydarzyło. W bliskim sąsiedztwie zakładu była siłownia.

#9. Taka sprawa…

Zdjęcie do dowodu.

-Zapraszam Pana tu się można do zdjęcia przygotować, włosy poprawić, kołnierzyk ułożyć, nos przypudrować.
-Wie Pan, ja taką sprawę tylko mam.
-Jak z toalety to tam. – pokazuję drzwi.
-Nie, nie… bardziej chodzi, wie Pan. – wykonuje jakieś dziwne gesty gałkami ocznymi.
-Obawiam się, że nie rozumiem.
-No odłożyć coś chciałem.
-Chce Pan odłożyć tę broń którą nosi Pan pod marynarką?
-No tak, dokładnie. Może w tym pokoiku zostawię?
-Jeśli się Pan nie boi to śmiało.

Po zrobieniu zdjęć.

-Hehe, dobra obsługa tutaj i jeszcze ten żart, że jak się nie boję, hehe. Podobało mi się.
-Nie, ja poważnie mówiłem. Do tamtego pokoju jest drugie wejście i ma do niego dostęp kilka osób, a Pan w dodatku zamknął drzwi z tej strony, tak więc…
– … – poker face

Akurat nikogo tam nie było, ale o tym wiedziałem tylko ja.

#10. Zapobiegawcza

Do zakładu wchodzi Pani na oko między siódmym a ósmym krzyżykiem.

-Dzień dobry, zrobi mi Pan takie ładne zdjęcie na białym tle jak do dokumentów? U fryzjera byłam, oko podciągnęłam, bluzkę ładną ubrałam.
-Jasne, zapraszam. A to jakieś szczególne zdjęcie ma być, czy taki luźny portret?
-A nie tam, nic szczególnego. Grobowiec sobie stawiam, to chciałam zdjęcie na porcelanę póki jeszcze jako tako wyglądam, żeby mi potem jakiegoś brzydkiego z szuflady nie wyciągnęli, wie Pan jak to jest.

Wbrew pozorom, to wcale nie jest taki rzadki przypadek!

Jak widzicie – praca jak każda inna, klienci czasem bawią, czasem załamują, ale na szczęście ogromna większość z nich przychodzi uśmiechnięta i wychodzi uśmiechnięta, a ekstremalne sytuacje stanowią margines. No ale jakbyście chcieli podroczyć się z fotografem to wiecie już jak.

 

Pierwotnie opublikowano na JoeMonster.org

  • Z niewielkimi zmianami brzmi znajomo, choć u mnie meble jakby większe od fotografii. :)

Top
%d bloggers like this: