You are here
Home > Lifestyle > Z natury wszyscy jesteśmy optymistami.

Z natury wszyscy jesteśmy optymistami.

„Oj nie, ja to jestem pesymistą,  w ogóle nic mi się nie udaje, a Wojtek to już totalny czarnowidz.” A jeśli Ci powiem, że na co dzień nawet Wojtek wykazuje więcej postaw optymistycznych, niż pesymistycznych?

Szufladki

Bardzo lubimy różne zjawiska nazywać, określać, katalogować, szufladkować i tak dalej. Podzieliliśmy się na introwertyków i ekstrawertyków, oddzieliliśmy stoików od sangwiników, nakreśliliśmy grubą linię między optymistami i pesymistami. Z góry założyliśmy, że postawy stoją w opozycji do siebie i w danym środowisku jedne będą pożądane, a drugie nie. Idąc tym tokiem rozumowania możemy określić przykładowego Wojtka jako introwertycznego stoika i pesymistę, bo Wojtek jest niedostępnym, spokojnym mrukiem. Czy to źle, że taki jest? Skądże znowu! Sam bardzo lubię takich Wojtków, bo pomimo tego, że czasem ciężko z nimi wejść w interakcję (bo często po prostu nie umiemy), to te kontakty wręcz ociekają jakością. Pomimo przyklejonej metki pesymisty, introwertyka i stoika, większość Wojtków potrafi prowadzić szalenie ożywione rozmowy przepełnione poczuciem humoru i anegdotkami z życiowych doświadczeń. Może nie gestykulują jak szaleni, może nie podnoszą wysoko głosu, może nie wchodzą Ci w zdanie, ale możesz być pewien, że ważą swoje słowa i mówią to co uważają za wartościowe. Wytworzyliśmy gdzieś w odmętach dziejów masę różnych metek i szufladek, które może są potrzebne naukowcom dla opisu grupy badawczej, ale my sami nie powinniśmy klasyfikować żywych ludzi, bo to przeważnie krzywdzące, a w dodatku dla „ofiar” może być sugestywne.

Tyle o Wojtkach, niesłusznym szufladkowaniu i ocenianiu po pozorach.

Co z tym optymizmem?

Określmy roboczo po czym poznać, czy dane zachowanie jest optymistyczne, czy pesymistyczne. Pierwsze co rzuca się na myśl to używanie słówek, i tak optymista powie „To się uda!”, a pesymista „To się nie uda.”. Ja bym to trochę rozebrał, bo moją miarą optymizm występuje wszędzie tam, gdzie podejmujemy działania z nadzieją uzyskania efektu. Pesymizm natomiast występuje tam, gdzie nie podejmujemy akcji w przeświadczeniu o niepowodzeniu danego przedsięwzięcia.

Każda akcja jaką w życiu podejmujesz powodowana jest Twoim optymizmem. Powiem więcej! Nie jesteś w stanie w życiu zrobić takiej rzeczy, która w rezultacie zapewni Ci niepowodzenie.

Dam Ci prosty przykład. Chcesz położyć egzamin, żeby zawalić studia i zmarnować sobie życie bo uważasz, że piękne życie i tak Ci się nie uda. Możesz podjąć szereg przedsięwzięć, żeby tego dokonać i tak: Udało Ci się zepsuć budzik (udało się – sukces), udało Ci się zaspać (udało – sukces), udało Ci się spóźnić na egzamin(sukces), udało Ci się nie zaliczyć roku, zawalić studia i zmarnować życie. Brawo – osiągnąłeś swój cel! Sarkazm? Ironia? Nie! Gdybyś nie miał przeświadczenia o powodzeniu tego planu to byś go nie zrealizował.

Siedzisz teraz na bezrobociu i spotykając się ze znajomymi w kółko marudzisz, że rząd zły, że prawo złe, nie ma pracy, a już dla ludzi z Twoim wykształceniem to w ogóle… Mówisz to, bo masz nadzieję na pobudzenie rozmowy, na wzbudzenie jakichś emocji, na rozpoczęcie wymiany zdań, czy po prostu szukasz akceptacji dla swojej postawy. W dalszym ciągu podejmujesz akcje zorientowane na uzyskanie określonych efektów. Nie można o Tobie powiedzieć, że jesteś na wskroś pesymistyczny, prędzej że jesteś cholernie leniwy.

W skrócie: Samo podjęcie działania to przejaw optymistycznego nastawienia.

W tej mierze wiele osób postrzeganych jako optymiści nie przejawia do końca optymistycznych postaw, bo za słowami „To się uda!” nie idzie u nich żadna akcja. „Tak, tak, super, świetny pomysł!”. Po co nam taki powierzchowny optymizm? Zróbmy coś!

Pesymistą być

Gdybyśmy mieli być na wskroś przesiąknięci pesymizmem to nie moglibyśmy podejmować żadnych działań. Nie nauczylibyśmy się mówić, korzystać z komputera, nie moglibyśmy umyć zębów w strachu, że nam się nie uda. Nie jedlibyśmy nic, w przeświadczeniu, że i tak się nie przyjmie. Wreszcie przestalibyśmy oddychać pewni tego, że to nie poprawia jakości życia. „Panie! Zatkaj Pan nos, bo to się i tak nie uda!”.  Chyba nie stwierdzono aż tak daleko posuniętej depresji, a nawet podjęcie próby samobójczej to jest przedsięwzięcie, które ma zapewnić jakiś rezultat. Tak więc powodowane jest to optymizmem „Uda mi się skończyć ze swoim życiem.”, albo z drugiej strony też optymizmem „Może jednak mi się nie uda.”. Niestety poznałem w swoim życiu kilku skrajnie niepoprawnych optymistów, którzy spełnili pierwszy postulat. Nie polecam tego rodzaju życiowego optymizmu.

Wszyscy jesteśmy optymistami

Mózg zawsze podpowiada nam, że się uda, choć ten optymizm często jest bardzo powierzchowny i nieszczególnie przemyślany. Życzymy sobie jak najlepiej, często nie zwracając uwagi na konsekwencje. I tak umysł, który 24 godziny na dobę pracuje na podtrzymanie naszego życia i zapewnienie jakiej takiej wygody, podpowiada nam, że będzie dobrze: Od września wezmę się za naukę. Tym razem zaliczę na pięć. Jeszcze się uda. Jeszcze znajdę dobrą pracę. Ona/On odwzajemni moje uczucia. Napiję się, przecież wątroby mi nie ubędzie. Zapalę, przecież się nie uzależnię. Przecież nie dostanę nagle raka płuc, popalę jeszcze. W poniedziałek uda mi się rzucić. Dieta od przyszłego miesiąca. Dobra, od przyszłego to już na sto procent, uda się. Jeszcze zarobię tę górę pieniędzy. Jeszcze mnie będzie stać na własny dom. Kiedyś pojadę na te wymarzone wakacje. Kupię kupon lotto, może uda się wygrać.

Zauważcie jak znamienne jest to podpowiadanie pozytywnych rozwiązań. Ten sam mózg mówi nam przy grze w ruletkę „Już siedem razy wypadły czarne, to teraz już MUSI wypaść czerwone – obstawiaj!”, a na przejściu dla pieszych „Już dwadzieścia razy przeszedłeś na czerwonym i nic się nie stało, to i za dwudziestym pierwszym nic się nie stanie – idź!”.

Jak widać, przez pozytywne nastawienie działamy wbrew logice. Już żeby nie pozostawić wątpliwości: jeśli siedem razy padły czarne, to przy kolejnym losowaniu jest 50% szans na czarne i 50% na czerwone. Zupełnie tak samo jak przy pierwszym losowaniu. Jeśli natomiast dwadzieścia razy przeszedłeś na czerwonym i nic się nie stało, to może być tak, że Twoja uwaga będzie już nieco uśpiona i za dwudziestym pierwszym razem nawet się nie rozejrzysz… bum.

Tak więc kiedy następnym razem znajdziesz się na ortopedii, albo stracisz cały majątek to możesz powiedzieć to na głos „Dzięki Mózgu… Ty optymistyczny fajfusie”

Top
%d bloggers like this: