You are here
Home > Lifestyle > Z pamiętnika mięsożercy – wegeterroryzm.

Z pamiętnika mięsożercy – wegeterroryzm.

Czuję się napiętnowany. Ktoś chce kazać mi myśleć, że jestem gorszy. Ktoś nakazuje mi zmianę moich nawyków żywieniowych. Ktoś wyzywa mnie na pojedynek światopoglądowy – to nie jest zaproszenie do dyskursu, to jest strzelanina. Jest w tym jeden mały szkopuł, wegeterroryści strzelają kapiszonami i myślą że wygrywają bo robią więcej huku.

UWAGA! W tym tekście będę generalizował! UWAGA!

W tym tekście mogą paść dosadne, odebrane za krzywdzące uwagi! 

Ten tekst będzie nacechowany emocjonalnie!

O co chodzi? Jestem zdeklarowanym mięsożercą, lubię mięso, zawsze lubiłem. Jednak w ciągu ostatnich miesięcy jestem atakowany przez osoby niejedzące mięsa. Dlaczego? Co wywołało ostatnią burzę? W tłusty czwartek wrzuciłem na facebook’a zdjęcie boczku, ot tak, dla śmiechu, bo też tłusty, bo pączki też smaży się na smalcu i w ogóle mięsne #heheszki. ZNIEWAGA!

Wspomniałem pewnego razu o żeberkach z grilla. GÓWNOBURZA wegetarian.

Beznamiętnie stwierdziłem, że zjadłbym kotleta. JAK MOŻESZ TAK TRAKTOWAĆ ZWIERZĘTA?

Skomentowałem pozytywnie grę ‚skup żywca’. Wyszło na to, że INDOKTRYNUJĘ WEGAŃSKIE DZIECI! 

Nie będę komentował każdego przypadku oddzielnie, jednak mam wrażenie, że nie mam do czynienia z osobami, które żywią się zgodnie z inną od mojej dietą, tylko z sektą walczącą na ślepo ze wszystkimi w okół. To jest trochę tak jak z wystraszonym kotem zapędzonym w kąt. Nie masz bladego pojęcia co zaraz zrobi, a targa nim ogromny strach i wściekłość i nie wiadomo co jeszcze. Bez względu na to jak długo będziesz do niego wołać spokojnym głosem „kiciukiciu” to jeśli się do niego zbliżysz i tak w końcu skoczy Ci do gardła, poorze skórę pazurami i ucieknie. Jeśli się od niego oddalisz, to będzie za Tobą szedł i się na Ciebie rzuci, poorze pazurami i ucieknie. To jest jak kłótnia z głodną kobietą na diecie, która złamała paznokieć w trakcie okresu i nie może dobrać kolczyków do czółenek. Jak pilnowanie rozwydrzonego dziecka znajomych. Jak rozmowa o teorii strun i fizyce kwantowej z ryjówką. Tego nie da się w żaden sposób ogarnąć! Używam tak wiele porównań, żeby mocniej zobrazować te rozmowy, tak po prawdzie, to nie jest nic śmiesznego. Zastanawiam się, czy istnieją jakieś centra rekrutacji ideowege, jakieś ośrodki manipulacji, centrum badań nad zawładnięciem nad światem, środowe wieczorki poezji wegańskiej itd itp… skąd oni wszyscy się biorą? I najważniejsze pytanie: dlaczego oni wszyscy wygadują tyle bzdur?

UWAGA! Teraz zdeklarowany mięsożerca powie coś czego nie chce słyszeć żaden wege!

A żeby zrobić mocniejsze wrażenie i dobitniej zaznaczyć moją desperację napiszę to wytłuszczonym drugiem: szanuję idee wegetarianizmu, weganizmu, szanuję trzymanie rygoru diety, szanuję i podziwiam tak mocne i trudne wybory życiowe! Ogromnie imponuje mi tak wielkie uwielbienie żywych stworzeń i świadome rezygnowanie z przysparzania im krzywd

No i co? Zatkało kakało? No właśnie nie. Punktem honoru dzisiejszych wegetarian, po usłyszeniu czegoś takiego, jest rzyganie na mnie swoim nie do końca przetrawionym, zjedzonym rano sianem. Serio.

Jak wygląda normalna wymiana zdań:
– Lubię placki ziemniaczane.
– Ja uwielbiam racuchy.
– Ooo, też fajnie! – albo – No ja nie przepadam. Co u Ciebie?

Jak wygląda wymiana zdań z moimi znajomymi wegecośtam:
– Nie jem mięsa, to mój świadomy wybór. – tak w ogóle to po co oni zawsze to powtarzają? Tak jakby nie byli tego do końca pewni.
– Rozumiem to, ja spożywam mięso, nie umiałbym sobie go odmówić.
– Ale to jest tak bardzo okrutne! Nawet nie wiesz jak bardzo są skrzywdzone te zwierzęta! – No i zaczęło się, a było tak kulturalnie.
– Zaufaj mi, że wiem, wychowałem się na wsi.
– Ty nic nie rozumiesz, nie wiesz jak to wygląda, to są fabryki, to są klatki!!
– Z całą pewnością muszę stwierdzić, że wiem jak to wygląda.
– Przez ludzi takich jak ty te wszystkie biedne zwierzęta idą na rzeź!!!
– Tak, zdaję sobie z tego sprawę, czy moglibyśmy…
– Nie zmieniaj tematu! Gdybyś to wszystko zobaczył na własne oczy to zmieniłbyś zdanie. Widziałeś kiedyś coś takiego? Co?
– Wielokrotnie widziałem śmierć zwierząt.
– No właśnie! Nie widziałeś tego nigdy, a się wypowiadasz, tak jakbyś wiedział jak to wygląda!
…myślę, że to wystarczająco znamienne, nie będę ciągnął dalej tego dialogu, ale potrafią tak godzinami…

Najbardziej rozbiła mnie wypowiedź osoby która napisała „to jest realna krzywda stworzen vs jej brak – dla mnie wybor jasny” poprosiłem więc, żeby sprawdziła skąd pochodzi jej telefon, aparat, komputer, napisała wtedy „paradoksalnie mniej boli mnie krzywda ludzi, niz bezbronnych zwierzat. i to tez moralny wybor i indywidualne podejscie” (zachowana pisownia oryginalna, wegetarianie nie mają lewego alta – to indywidualny wybór moralny). Czy to trzeba jeszcze jakoś komentować? Kurna. To trochę tak jakby powiedzieć, że w obozach pracy i zagłady ludziom nie działa się większa krzywda niż uciśnionej kurze hodowlanej na fermie drobiu.

Kolejnym super przypadkiem są osoby które są przeciwne wszelkiej zwierzęcej krzywdzie (bo te zwierzęta hoduje się specjalnie tylko po to, żeby je wyzyskać a potem zabić, gdybyś nie jadł mięsa to by tego wszystkiego nie było), w dodatku są przeciwne GMO, SRMO i nie wiadomo CO, a kupują rasowe pieski i kotki do towarzystwa! PA-RA-NO-JA! Czy oni nie zdają sobie z tego sprawy jak tworzy się nowe rasy psów i po co są te psy hodowane i jak sami napędzają ten rynek?

Popatrz w oczy stworzeniu, które zostanie jedzeniem. Wspominałem już, że wychowałem się na wsi. Tu właśnie jest różnica światopoglądowa. Mnie od malińkości uczono, że zwierzęta należy kochać i szanować, bo służą nam swoją pracą, dają nam jajka, mleko, mamy z nich mięso, futro etc… dlatego jestem ogromnym miłośnikiem zwierząt, ale jeśli chodzi o ich jedzenie to nie mam żadnych skrupułów. To jest dla mnie absolutnie naturalne. Wiedzcie, że miałem cały szereg swoich ulubionych zwierząt, kaczek, kogutów, królików czy nawet kóz. Nadawałem im imiona, bawiłem się z nimi (serio mówię, taka koza to niekończący się worek śmiechu na skocznych nogach), a potem je jadłem, bo takie były koleje losu zwierząt w moim ukształtowanym przez środowisko świecie. Nadal tak jest. Tylko kochani wegeterroryści, ja nie wpycham Wam mięsa w usta, nie daję Wam noża rzeźnickiego do ręki, nie podsuwam Waszym dzieciom hamburgerów. Nie chcecie jeść mięsa? Nie jedzcie, nie widzę problemu.

Bo mięso jest okropne, bo dają zwierzętom antybiotyki i karmią chemią i potem gluten i woda. Boooooring. Przecież my to wszystko wiemy. Sposób produkcji mięsa jest okropny. Wiem to doskonale. Kurkę z podwórka od tej sklepowej rozróżnię po jednym gryzie, a przeważnie od pierwszego wejrzenia. Podobnie z wieprzowiną. Na wołowinę mnie nie stać. :P

Powtórzę to: szanuję idee wegetarianizmu, weganizmu, szanuję trzymanie rygoru diety, szanuję i podziwiam tak mocne i czasem ciężkie wybory życiowe! Ogromnie imponuje mi uwielbienie żywych stworzeń i świadome rezygnowanie z przysparzania im krzywd. 

Dlaczego nie chcą mi wierzyć? Dlaczego chcą mnie opluwać? Nie rozumiem tego. Co więcej, wydaje mi się, że oni wszyscy myślą, że takie opluwanie wszystkiego i szczekanie na wszystkich spowoduje że będziemy mieli więcej wegetarian i mniej zwierzęcej krzywdy. Przykra wiadomość: nie spowoduje to niczego dobrego. Wręcz przeciwnie, coraz większa ilość wegetarian zwyczajnie ośmiesza i siebie i całą tą społeczność. Serio. Jeśli czyta to jakiś wegeterrorysta to i tak będzie się do mnie rzucał i miotał itd.

 Odwalcie się od mojego kotleta, ja Wam w paśnik nie zaglądam!

Mógłbym tak powiedzieć, tylko, że ja uwielbiam te wszystkie kiełki, trawki, ziółka, listki, strączki, ziarenka, sałatki i inne pierdołki. Sałatę, czy kapustę pekińską to pochłaniam miskami, jak szalony koala.

Jak przekonać mięsożercę do słuszności idei wegetarianizmu?

Tak jak mówiłem, mnie nie trzeba już przekonywać, bo wiem, że wegetarianizm to coś całkiem korzystnego. Myślę, że jestem akurat tą osobą która na sucho może powiedzieć co jest dobrego w wegetarianizmie. Wegetarianie i weganie cały czas chcą nas mięsożerców przekonywać do swoich racji, w sumie to nie wiem po co, ale proszę bardzo, kilka podpowiedzi.

Jak przekonywać ludzi?

Nigdy nie atakuj! – Zmieniłaś/eś kiedyś zdanie tylko dlatego, że ktoś na Ciebie krzyczał? Nie.
Nigdy nie ośmieszaj! – Zmieniłaś/eś kiedyś poglądy tylko dlatego, że ktoś Cię wyśmiewał? Nie.
Nigdy się nie wywyższaj! – Zaufałaś/eś kiedyś komuś kto z góry mówił Ci, że jesteś od niego głupsza/y? Nie.
Przytaczaj mądre argumenty! – „W dupie byłeś gówno widziałeś” to nie jest argument. „Chyba ty!” to nie jest argument.
Zachęcaj! – nie rozkazuj, nie nakazuj, nie wymuszaj.
Buduj markę! – pokaż, że to jest coś pożądanego, coś dobrego.
Obuduj markę pozytywnymi skojarzeniami! – nie mów, że wszystko inne jest złe, tylko pokaż co w Twojej marce jest dobre!

Mam wrażenie, że większość wege-przekonywaczy wykłada się na wszystkich punktach, jednak absolutnie leży i kwiczy (jak szlachtowana świnia – :D wybaczcie złośliwość) punkt ostatni. Wszyscy wege-krzykacze ładują w nas samymi negatywnymi przekazami, przez co zwyczajnie zniechęcają do siebie. Ciągle używają słów „złe”, „okropne”, „straszne”, „katorga”, „katusze”, „zabijane”, „śmierć”, „męczarnie” itd. itp… obudowują cały ten wegetarianizm samymi złymi skojarzeniami. <<ale my to mówimy o mięsożercach, a wegetarianizm jest dobry, bo tego nie robi>> Dokładnie tak! Używają samych brzydkich słów, a nikt nie chce słuchać w kółko brzydkich słów – w dodatku wypluwanych pod swoim adresem. Proste! Tutaj nie jest istotne czy ktoś ma rację czy nie, jesteśmy jako ludzie tak skonstruowani że to od siebie odrzucamy.

Podsuwam mocny wege-argument:

Nic nie przyniesie większej korzyści ludzkiemu zdrowiu oraz nie zwiększy szans na przetrwanie życia na Ziemi w tak dużym stopniu jak ewolucja w kierunku diety wegetariańskiej. – Albert Einstein

No proszę Was, jeśli Einstein mówi coś takiego to ja mu wierzę. Dla mnie to jest argument ostateczny i niepodważalny. Poważnie. Nie czuję się jednak na siłach, żeby zrezygnować z pieczonego boczku.

Tak więc żyję bez tłuszczów, bez mięsa czy ryb, ale czyniąc tak czuję się całkiem nieźle. Zawsze wydawało mi się, że człowiek nie narodził się, aby być drapieżnikiem. – Albert Einstein

No proszę, czy to nie był aby przypadkiem pierwszy wege-terrorysta? :D Nie! Czytajcie dalej:

Gdy kupuje się kawałek ziemi, aby uprawiać kapustę i jabłka, trzeba go najpierw osuszyć; w ten sposób zabijamy istoty żyjące w wodzie. Później będziemy musieli zabić wszystkie gąsienice itd., gdyż inaczej zjedzą one nasze uprawy. Gdybyśmy chcieli, kierując się racjami moralnymi, uniknąć całego tego zabijania, musielibyśmy ostatecznie zabić samych siebie, aby tylko pozostawić przy życiu te wszystkie stworzenia, które nie mają najmniejszego pojęcia o zasadach moralnych. – Albert Einstein

To z kolei argument ostateczny w kwestii całej moralności i ideologizowania wege diety. Nie do skomentowania. Chociaż mnie ogromnie bawi to, że drożdże są żywe :D No weź nie jedz! To żyło! :D

Jedynie dzięki zabiegom kulinarnym zmiękczone i przemienione mięso przybiera postać nadającą się do przeżuwania i trawienia, i wyłącznie dzięki temu widok krwawych soków i przeraźliwa barwa nie wzbudzają w nas odrazy i wstrętu nie do zniesienia. Niech zwolennik jedzenia mięsa podda sam siebie rozstrzygającemu eksperymentowi co do własnej odporności i, jak doradzał Plutarch, niech rozszarpie żywe jagnię własnymi zębami i zanurzy głowę w jego wnętrznościach, gasząc swoje pragnienie żywą krwią; i niech zaraz po tym przeraźliwym doświadczeniu powróci do tych przemożnych naturalnych instynktów i niech powie: „To natura mnie do tego przysposobiła”. Wtedy i tylko wtedy będzie on w zgodzie sam ze sobą.  – Percy Bysshe Shelley

To jest trochę przerysowane, ale daje do myślenia i troszkę krótsza wersja tej samej myśli:

Jeżeli twierdzisz, że natura zaprojektowała cię, abyś jadł mięso, to najpierw zabij własnoręcznie to, co zamierzasz zjeść. Zrób to, uzbrojony jednak tylko w to, w co wyposażyła cię natura, bez pomocy noża, tasaka czy topora. – Plutarch

Dalej bym się nie rozpędzał, pozostałbym może nawet przy samym Einsteinie, bo jego argumenty są mocne. Przeszukałem natomiast internet w celu dowiedzenia się jakie są korzyści z wprowadzenia diety wegetariańskiej. Dowiedziałem się, że… w zasadzie to jedzenie mięsa jest złe, hodowla jest zła, środowisko jest niszczone itd itp… jeśli chodzi o zalety to przeczytałem tylko kilka pseudo-naukowych artykułów, które robią papkę z mózgu. I to by było na tyle. Chociaż dla mnie dobrym argumentem jest to, że zwyczajnie nie jesteśmy zmuszeni do jedzenia zwierząt. Mamy wszystkiego pod dostatkiem, to nie jest kwestia przeżycia (chociaż jak myślę o pieczonym boczku… :D )

A teraz użyję prawdy ostatecznej, zawojuję mieczem wegeterroru:

Wegetarianizm pod względem praktycznym i zdrowotnym
nie jest ani lepszy ani gorszy od wszystkożerstwa.

To jest wybór ideologiczny i moralny.

Każdy może mieć swój. Każdy rozumuje na swój sposób. Wegetarianie mają swoje powody. Wszystkożercy mają swoje powody. Nie wolno nam narzucać swojej prawdy. Nie wolno indoktrynować. Nie należy kruszyć kopii o światopoglądy.

Dla wszystkich którzy przebrnęli przez tą tyradę powinna być jakaś nagroda :) Miało być krótko, jednak czasem nie da rady. Ostrzegałem na samym początku. Z dołu przepraszam jeśli ktoś poczuł się urażony. Nie mam zamiaru nikogo obrażać, jeśli w tekście znalazł się kawałek dość uszczypliwy to proszę przyjąć go za żartobliwy z mojej strony. Ostatni już raz: Szanuję idee i wybory moralne, nie szanuję oszołomstwa.

  • edmun

    Hmm jako wegetarianin to sparafrazuje tylko pana Abelarda Gizę (wypowiedź o homoseksualistach). Co mnie obchodzi co komu wkłada w tyłek….. Ja nie jem mięsa i nikogo na siłę uszczęśliwiać nie będę. Jak ktoś zapyta – to wytłumaczę swoje powody, natomiast nie obnoszę się z tym i nikogo zmieniać nie będę. Z drugiej strony odnoszę wrażenie, że wegetarianie tak bardzo „atakują” bo atak jest najlepszą formą obrony ? Chyba wynika to z braku poczucia własnej wartości i skłonności do bycia wytrąconym z równowagi, bo jakakolwiek forma obrazy uczuć wegetarianina kończą się jedną wielką wojną. Na koniec dodam tylko, że czasami zdarza mi się zaciskać język kiedy przy odwiedzinach znajomych zamawiamy pizzę, a tatuś karmiąc swoją córkę podaje jej gyros/kurczaka/szyneczkę wyselekcjonowaną z pizzy z okrzymkiem „Ala… chodź tatuś da Ci mięsko” / „Kochanie zjedz mięsko”. W ciągu jednego posiedzenia na pizzy słyszałem to 27 razy (policzyłem). Ale co mam się odzywać i cokolwiek udowadniać. Właśnie ten znajomy udowodnił jak bardzo chce pokazać wszem i wobec że jego córka je mięso. (p.s. uwierz mi lub nie, ale zazwyczaj bardzo ignoruje wszystko dookoła i mam naprawdę spory dystans do wszystkiego (w szczególności do samego siebie))

  • keisatsu

    To stary wpis, ale pozwolę sobie skomentować, bo fajnie się czytało :) Właśnie zaczynam przygodę z weganizmem, ale chyba raczej daleko mi do wege-terrorysty.

    Myślę, że te wojownicze postawy większości wiążą się bezpośrednio z przyczyną ich przejścia na tę dietę, a tą przyczyną jest wstrząs związany z oglądaniem tych wszystkich kręconych z ukrycia filmów przedstawiających rzeźnię, uboje, nadużycia itp itd. Niezbędny element wykładów wegańskich aktywistów. Po doświadczeniu czegoś takiego czujesz się trochę, jakby powierzono Ci właśnie prawdę o świecie i misję ratowania tych wszystkich zwierzaków poprzez szerzenie tej prawdy, prawdy o tym, jak pozyskiwane jest mięso. I że to nie jest sielska wiejska idylla, jaką opisujesz (te szczęśliwe kozy, naprawdę życzyłabym wszystkim zwierzętom idącym pod nóż takiego życia). Owszem, są takie tradycyjne gospodarstwa i chwała im za to, ale zdecydowana większość mięsa w sklepach pochodzi po prostu z ubojni przemysłowych, gdzie warunki są jakie są (no dobra, nie będę tu używać tych wszystkich strasznych słów, kto chce to sam sprawdzi). I to z tym próbują walczyć agitujący weganie/wegetarianie, z fałszywymi wizjami szczęśliwej krówki na zielonej trawce, klapkami na oczach i wspieraniem okrutnego przemysłu.

    Natomiast jedzenie mięsa, samo w sobie, nie jest według mnie jakoś szczególnie godne potępienia. W naturze zabijanie i zjadanie się nawzajem jest całkiem normalne. Można się spierać, czy mięso jest człowiekowi w ogóle potrzebne, ale dopóki jest to mięso szczęśliwych za życia zwierząt, to ja osobiście nie widzę problemu w tym, że ktoś je zje. Chociaż sama bym nie zjadła :)

    Pozdrawiam!

Top
%d bloggers like this: